Pani Wiosna - ShinyBox Marzec 2017.

08:50


W tym miesiącu Shiny przygotowało dla swoich subskrybentek wiosenny box - taki, który pozwoli przygotować się do tej pięknej pory roku. Jak mi się podoba zawartość pudełka? Co się w nim znalazło? Dowiecie się ponizej.


W tym pudełku mamy 8 produktów, w tym 7 pełnowymiarowych. Produkty są zróżnicowane, wiec teoretycznie każdy znajdzie dla siebie coś miłego. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie miała kilku uwag do zawartości, ale o tym poniżej. 


Gwiazdą pudełka jest serum do rzęs LashVolution. Zostało ono ujawnione już dawno temu, czym ekipa Shiny zachęciła na pewno wiele osób do zakupu pudełka. W  sumie nie dziwię się - samo serum jest warte wiecej, niż płaci się za pudełko w subskrypcji, także obecność tego typu produktu robi "dobrą robotę". Serum znalazło się oczywiście w każdym pudełku. Cieszę się z tego kosmetyku, bo moje rzęsy są w opłakanym stanie, a że nie ma tu w składzie bimatoprostu, to już dziś rozpoczęłam kurację. Czekamy na efekty. ;) 

Jest to produkt pełnowymiarowy, cena to 79zł za 3ml. 


Kolejny produkt to mała wersja suchego szamponu Got2b Fresh it Up Extra Fresh. Wiem, że nie każdy używa kosmetyków tego typu, ale ja lubię suche szampony i chętnie przetestuję ten, bo jeszcze nie miałam z nim do czynienia. Buteleczka jest mała, ale mamy tutaj połowę pełnowartościowego produktu, czyli całkiem sporo. 

W pudełku znalazło się 100ml, natomiast pełna wersja 200ml kosztuje 18,99zł. 


W pudełku znalazłam również krem do stóp Delia Good Foot Regulator Potliwości. Byłabym zadowolona, gdyby był to krem po prostu pielęgnacyjny, ale krem regulujący potliwość to coś kompletnie nie dla mnie. Jestem tą szczęściarą, której stopy w ogóle się nie pocą. Z pewnością wiele osób będzie się cieszyć z takiego kosmetyku, ja jednak muszę go komuś sprezentować - być może mój mąż będzie chciał go używać. 

Jest to produkt pełnowymiarowy, a jego cena to około 7zł/100ml. 


Kolejny kosmetyk to szampon Schauma Nature Moments - jest to chyba jakaś nowa linia, bo nie widziałam jej do tej pory w sklepach. Ku mojemu zdziwieniu, znów znalazłam w boxie produkt do włosów farbowanych. God damn it! Wiem, że nie zrobi on krzywdy moim naturalnym kosmykom, jednak jeśli do wyboru jest więcej opcji (a były 4), to wolałabym dostać inny, niż akurat ten do włosów farbowanych - bo moje takie po prostu nie są. Z pewnością jednak będę używać, bo zapach ma nieziemski (malinowy!). 

W pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy, a jego cena to 14,99/500ml.


Kolejna rzecz, wg mnie dość fajna, to minirękawica do poprawy makijażu Glov. Z produktami tej firmy nie było mi do tej pory po drodze, bo póki co nie uległam modzie na takie rozwiązania, dlatego chętnie przetestuję coś z ich gamy, skoro już mam okazję. 

Produkt pełnowymiarowy, jego cena to 14,90zł. 


W pudełku nie mogło zabraknąć tego, co jest co miesiąc - czyli produktu jednorazowego w saszetce. Tym razem trafiła mi się mikrodermabrazja w trzech krokach firmy Bielenda. Jak już wiecie z moich poprzednich wpisów, fanką takich jednorazówek nie jestem, mam nazbieraną już całą szufladę tego i jakoś nie używam. Nie wiem, może się przekonam i zacznę stosować "saszetki". 

Produkt pełnowymiarowy, cena to 4,90zł. 


Ostatni już produkt to kremowy róż do policzków firmy Bell. Kolorówki u mnie nigdy dość, więc z tego kosmetyku na pewno będę miała jakiś pożytek. Odcień ładny, neutralny (na zdjęciu wyszedł nieco zbyt cukierkowo), szkoda, że matowy, ale w sumie nie wiem, jak będzie się zachowywał na skórze - jeszcze nie testowałam, jedynie sprawdziłam odcień. 

Produkt pełnowymiarowy, cena to 12,99zł. 

W moim boxie był jeszcze kosmetyk o uroczej nazwie "Polska papka" firmy Jadwiga, ale od razu powędrował on do mojej przyjaciółki, która była akurat u mnie, jak otrzymałam pudełko. Jest to produkt do cery trądzikowej, więc zupełnie sprzeczny z moją cerą i mało uniwersalny, za co minus dla aktualnego boxa. Uważam, że produkty specjalistyczne i ukierunkowane na leczenie jakiegoś typu cery nie powinny znajdować się w boxach. Miesiąc temu można było znaleźć produkty dla kobiet w ciąży. Mimo, że jestem w ciąży, to uważam, że to też nie była dobra idea - w końcu tylko niewielki procent kobiet, które kupują boxa, wpisuje się w tym momencie w target. Lepiej byłoby dostać coś, co będzie uniwersalne, niż coś, co tak naprawdę jest lekiem lub preparatem specjalistycznym (np krem na obolałe piersi, serio?). 


Jak oceniam marcowe pudełko Shiny? 
Ponownie, jak miesiąc temu, nie ma zachwytu, ale oczywiście nie jest źle. Wkurza mnie to, że w momencie, gdy jest do wyboru kilka opcji kosmetyku, nie zostaje on dopasowany do typu urody klientki. Nie mogę przeboleć korektora z zeszłego miesiąca chociażby, bo uwielbiam korektory, a nie mam z niego żadnego pożytku (god damn it!). Kolejny raz dostałam kosmetyk do włosów farbowanych. Zwyczajnie irytuje mnie to, że tak jest. Dobranie kosmetyków do typu urody tak wiele by zmieniło - o ile oczywiscie wybór kosmetyków jest, bo nie wymagam tego od produktów, gdzie jest tylko jeden wariant. Boxa ratuje serum do rzęs, które mnie bardzo cieszy, bo tak jak wyżej pisałam, moje rzesy potrzebują ratunku. 

Zobaczymy, jak wypadnie pudełko kwietniowe - moje szóste. 

Jak się Wam podoba zawartość marcowego Shiny? 

You Might Also Like

0 komentarze