Oops, I did it again!

10:47


Dziś kolejna porcja nowości, jakie pojawiły się ostatnio w mojej kosmetyczce - znów coś z Avonu, ale tym razem nie tylko. Będą też łupy z Natury, choć nie jest ich dużo. 


Będąc wczoraj z przyjaciółką w Naturze postanowiłam skorzystać z promocji do -40% na kosmetyki i w ten sposób do mojego koszyka wpadły dwa produkty: 

My Secret, Loose Transparent Powder - kiedyś bardzo przeze mnie lubiany, potem zapomniany na rzecz Wibo Fixing Powder, ale ten z kolei już mi się kończy, więc postanowiłam znów sięgnąć po puder z MS. Jestem ogólnie bardzo pozytywnie zaskoczona tym, jak fajnie My Secret odświeżyło swoje opakowania i szafę - wygląda o wiele bardziej zachęcająco, niż kiedyś! 

Catrice, Liquid Camouflage - ten korektor podbija blogosferę już od dłuższego czasu. Postanowiłam dać mu szansę, zwłaszcza że sympatyczna ekspedientka znalazła dla mnie jakąś zagubioną sztukę nowego odcienia 005 - najjaśniejszego, który zdecydowanie najmniej ciemnieje. Będziemy testować - jak wiecie, ja kocham korektory pod oczy, także sprawdzimy jego możliwości. 


Skorzystałam też z dużej promocji na wybrane produkty z Avonu i ten sposób do mojego koszyka wpadły następujące rzeczy: 

Avon Luxe, korektor rozświetlający - jest to klasyczny korektor w pędzelku. Miałam kiedyś korektor Magix z Avonu w takiej formie i był naprawdę fajny, tylko szybko się skończył, czego się akurat nie spodziewałam. Tu niby pojemność jest troszkę większa, więc chętnie go sprawdzę. Pierwsza próba przyniosła pozytywne efekty - krycie i formuła są całkiem sympatyczne. 

Avon Luxe, korektor w sztyfcie - także w moim przypadku pod oczy, a jakże inaczej. Znów - jasny odcień, dobre krycie, przyjemna formuła. Będę testować oba pod kątem trwałości i wygląda na skórze w ciągu dnia. Mam nadzieję, że będą to przyjemne produkty. 

Plus za piękne opakowania! Wyglądają naprawdę rewelacyjnie. 


Avon True Colour, podkład matująco-antystresowy - młodszy brat pokazywanego przeze mnie wczoraj (i noszonego cały dzień) podkładu rozświetlającego. W sieci ma dość przyzwoite opinie, krycie ma lepsze, niż wersja rozświetlająca, ale nic więcej póki co o nim nie wiem. Wersję rozświetlającą bardzo lubię, więc mam nadzieję, że i matujący brat będzie fajny. 


Avon Mark, tusz Big&False - duża szczotka to coś, co niekoniecznie lubię, ale mój tusz z Yves Rocher się kończy, a ten był w dobrej promocji, dlatego postanowiłam dać mu szansę. Do wyboru był także Big&Daring, który miałam kilka razy i był okej, jednak nigdy nie byłam w nim jakoś specjalnie zakochana, dlatego postanowiłam sięgnąć po Big&False. Za niecałe 10zł nie oczekuję po nim cudów, ale może okaże się hitem - kto wie? ;) 


Znów zapachy, tak jak wczoraj, wiem. Nic na to nie poradzę, że uwielbiam perfumy. Niektóre zapachy z Avonu są naprawdę fantastyczne, a przy tym kosmicznie tanie - czy to świadczy o nich źle? Mam całkiem spore doświadczenie w kontaktach z zapachami projektantów i szczerze mówiąc, często są to zapachy przereklamowane. Nie ma chyba gorszego zawodu, niż wydać na perfumy 400zł i się na nich zawieść. ;) Ostatnio ciężko mi znaleźć mojego ulubieńca zapachowego (moja ukochana cesarzowa od D&G na wszelki wypadek znalazła się głęboko w szafce, żeby jakimś cudem nie przestała mi się podobać), bo mój nos trochę szwankuje, dlatego postanowiłam zainwestować w kilka flakonów z Avonu, które nie kosztowały mnie razem nawet 100zł. 

Avon, Little Red Dress - zapach bardzo mocno nawiązujący do klasycznej LBD, ale nieco słodszy. Klasyczną LBD bardzo kocham, więc i ta woń podbiła moje serducho. Raczej nie widzę jej przy wiosennej czy letniej aurze, dlatego zapewne poczeka kilka miesięcy na swoją kolej. Dominuje w niej róża, malina, śliwka i drzewo sandałowe. Coś wspaniałego! 


Avon, Little Sequin Dress - odsłona "małej" na lato, zdecydowanie. Również czuć w niej mocne nawiązanie do kultowej LBD, ale jest słodsza, bardziej owocowa, bardziej radosna, taka iskrząca - jak cekiny. Wybijają się z niej owoce tropikalne i słodkie kwiaty, jednak dół zapachu to ta sama podstawa, którą znajdziemy w LBD. Fankom małej czarnej polecam obie wersje - zarówno czerwoną, jak i cekinową, nie będziecie zawiedzione. Dziś testuję ten zapach szerzej - planuję nosić go na sobie cały dzień, aby wyrobić sobie wstępną opinię na jego temat. Póki co bardzo mi się podoba i nie sądzę, aby się to zmieniło - może być tylko lepiej. ;)


Avon, Imari Elixir - tym zapachem jestem zszokowana. Zamówiłam go za jakieś śmieszne grosze (15zł?), a jest naprawdę fantastyczny. Dla mnie pachnie bardzo wysokopółkowo, kojarzy mi się z zapachami projektantów. Prawdziwy, słodki elixir jeżynowy. Również nie jest to zapach na teraz, ale na chłodne, jesienne dni i mroźną zimę będzie perfekcyjny, bo otula ciepłem, słodyczą i kadzidlanymi nutami. Jest bardzo intensywny i roztacza mocną projekcję. Wczoraj wąchałam go z przyjaciółką w samochodzie i tylko psiknęłam w nakrętkę - do końca dnia utrzymywał się na mojej dłoni, a podczas drogi powrotnej pachniało mi nim w całyma aucie. Dla mnie mega! 


Avon True, kosmetyczka - dostałam ją w gratisie do zakupów. Spodziewałam się, że będzie mała, a jest w rzeczywistości spora, całkiem pojemna i przyzwoicie wykonana. Naprawdę ładnie się prezentuje. Na pewno będę używać, bo rzeczy tego typu nigdy dość. 


Tym postem zamykam nowości na najbliższy czas. Ileż można?! ;) 

Czy spodobało się Wam coś konkretnego? Znacie któryś z tych produktów? 


You Might Also Like

0 komentarze