Shiny Box Luty 2017 - Winter Spa.

13:58


Wczoraj dotarło do mnie długo wyczekiwane przez internautki pudełko Shiny Box Winter Spa. Pudełko było bardzo mocno zapowiadane jako wypełnione po brzegi zimową pielęgnacją. Jak wypadło? Czy jestem z niego zadowolona? 


Pudełko przyszło zapakowane w dopasowany do niego kartonik, na który naklejona była naklejka z adresem. Wcześniej pudełka Shiny przychodziły zapakowane w folię kurierską i często kartoniki były pogięte. Tym razem pudełko zostało naprawdę porządnie zabezpieczone. 


Wewnątrz znajdował się już ten docelowy kartonik z kosmetykami - w tym miesiącu Shiny pokusiło się o mroźną, błękitną szatę graficzną. Pudełko jest bardzo ładne, ale mogłabym to mówić co miesiąc o pudełeczkach - praktycznie zawsze sam ich wygląd cieszy oko. 

W środku znalazła się także - rzecz jasna - ulotka informacyjna, gdzie podane są opisy kosmetyków, ich warianty oraz ceny. Taka ulotka towarzyszy każdemu pudełku. 


W tym miesiącu zawartość wypełniła pudełko po brzegi. Co znalazło się w moim?


Il Salone Milano, maska do włosów farbowanych - maska pomaga utrzymać głęboki i intensywny kolor włosów. Filtr UV tworzy barierę ochronną, pomagającą przedłużyć trwałośc i intensywność koloru, natomiast nawilżenie i miękkość gwarantuje ekstrakt z ryżu. 

Cena - 29,99/250ml. Produkt pełnowymiarowy. 

Na wstępie mały zgrzyt, o którym wspomnę także niżej - zamawiając subskrypcję pudełeczek, wypełniałam profil urody. Zaznaczyłam tam, że moje włosy nie są farbowane. Trafiła do mnie maska do włosów farbowanych. Gdyby nie fakt, że używam produktów z filtrami UV do ochrony swojego naturalnego koloru, to maskę musiałabym oddać w świat. Co poza tym mogę o niej powiedzieć? Maska to maska, takie rzeczy zawsze się przydają. Nie jestem pewna, czy będzie służyć moim włosom, bo ma w składzie parafinę, a takowej substancji ja nigdy osobiście na swoje kłaki nie kładłam. Zobaczymy. Tuba jest wielka, a maska ładnie pachnie - póki co tyle w temacie. 


Delia, Good Foot, musujące kulki do kąpieli stóp - relaksująca, cudowna, szmaragdowa kąpiel o otulającym, przyjemnym zapachu wraz z efektem odświezonych, oczyszczonych i nawilżonych stóp. 

Cena - 7,60zł/op. Produkt pełnowymiarowy. 

Takie rzeczy bardzo lubię. Uwielbiam dbać o całe moje ciało, łącznie oczywiście ze stopami, także kuleczki chętnie wypróbuję, nawet jeszcze dziś. W opakowaniu jest ich całkiem sporo, a do kąpieli daje się 1-2 sztuki, także pudełeczko starczy spokojnie na kilka razy. 


Green Pharmacy, żel pod prysznic - delikatne mycie, dobre nawilżanie, ochrona dzięki neutralnemu pH. Pozostawia na skórze nutę przyjemnego aromatu i dodatkowo ją pielęgnuje. Kosmetyk naturalny, nie zawiera silikonów, parabenów i PEG. 

Cena - 8,99zł/500ml. Produkt pełnowymiarowy. 

Żel pod prysznic z Green Pharmacy to nic szczególnego, nie oszukujmy się. Ma w składzie SLS, także na pewno nie będzie robił żadnego czary mary na skórze. Trafiła mi się wersją oliwkowo-ryżowa, która pachnie całkiem przyjemnie. Zapewne zużyję w formie płynu do kąpieli, bo właśnie tak kończą u mnie żele spoza mojej listy ulubionych produktów z tej kategorii. ;) 


Pixie Cosmetics, korektor pod oczy - doskonale koryguje niedoskonałości, neutralizuje i rozjaśnia przebarwienia skóry, dzięki witaminie C i retinolowi. Znakomicie kryje cienie pod oczami i utrwala makijaż oczu na cały dzień. Naturalne składniki kosmetyku tworzą na skórze ochronny film i nawilżają ją. 

Cena - 48zł/szt. Produkt pełnowymiarowy. 

I tu następuje właśnie największy zgrzyt. W profilu urody zaznaczone, że mam PORCELANOWĄ cerę, a dostaję korektor trzeci z kolei, ciemny. Za ciemny pod oczy i za ciemny do maskowania wyprysków. Po co w takim razie ten profil urody, skoro nie dostaje się nawet głupiego korektora dopasowanego do potrzeb?! Byłabym w stanie przymknąć oko, gdyby nie było kolorów do wyboru, ale nie - były. A ja, mając porcelanową cerę, dostałam ciemny. Przykro, naprawdę przykro. Jest to zdecydowanie najfajniejszy produkt z pudełka, a ja nie będę miała okazji go użyć. 


Vis Plantis, peeling do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka - już po pierwszym użyciu skóra jest satynowo gładka, świeża, miękka i rozświetlona. Dzięki oczyszczającej mocy peelingu pory są odblokowane, co chroni przed powstawaniem niedoskonałości i zaskórników. Skóra jest gotowa na przyjęcie substancji aktywnych i skutecznie z nich korzysta. 

Cena - 14,99/200ml. Produkt pełnowymiarowy. 

Opis brzmi tak, jakby był to peeling do twarzy, a - jak widać po opakowaniu - jest to peeling do ciała. Właśnie wykańczam swój peeling z listopadowego Shiny, także jestem zadowolona, że trafił do mnie kolejny. W dodatku w swoim boxie znalazłam wersję nawilżającą, która w tym momencie najbardziej odpowiada moim potrzebom skórnym. 


Mama's, krem do pielęgnacji biustu - krem do intensywnej pielęgnacji, chroni delikatną skórę przed wysuszeniem, poprawiając jej napięcie i gęstość, zapobiegając wiotczeniu. Obecne w kremie opatentowane kompleksy peptydów i białek nie tylko aktywują komórki skóry do produkcji kolagenu, ale również chronią przed rozpadem, dzięki czemu skutecznie zapobiegają wiotczeniu skóry. 

Cena - 59zł/125ml. W pudełko znalazła się miniaturka 50ml. 

Cieszę się, że w boxie znalazł się kosmetyk dla kobiet w ciąży, bo aktualnie wpisuję się w tę grupę. Tej firmy nie lubię z powodów prywatnych i na pewno nie kupię ich kosmetyku, ale miniaturkę zużyję. Jeszcze nie wiem, czy z przyjemnością, czy tak po prostu. ;) 


Farmona, zimowa pomadka ochronna do ust - kosmetyczna niespodzianka dla subskrybentów. Delikatnie natłuszcza i regeneruje, przywracając ustom delikatność i miękkość. Skutecznie chroni przed silnym mrozem i zimnym wiatrem oraz gwałtownymi zmianami temperatury. 

Tutaj cena nie została podana. Cieszę się, że z trzech możliwości trafiła mi się akurat ta niespodzianka. W moim przypadku pomadek ochronnych nigdy dość. 


Oceanic, zestaw masek w saszetkach - maska węglowa dogłębnie oczyszcza skórę twarzy, przywraca jej blask i świeżość. Kremowa maska zapewnia ekspresowe, domowe SPA dla każdego typu cery. 

Cena - 6zł/2szt. Produkt pełnowymiarowy. 

Nie jestem fanką maseczek w saszetkach, ale oczywiście chętnie zużyję. Domyślam się, że w jednej takiej saszetce jest zbyt duża ilość na jedno użycie, zatem użyję może np z Mamą w weekend.


Oprócz tego znalazłam w boxie herbatkę, którą wypiłam podczas pisania tego posta, próbkę kremu, naklejkę oraz ciasteczko - nie załapało się niestety na zdjęcia, bo zostało wczoraj zjedzone przez moją córkę i przeze mnie. Było bardzo dobre. ;) 

Podsumowując, czy jestem zadowolona z lutowego pudełka? 

TAK I NIE. 

Ogólnie pudełko jest fajne. Kosmetyków jest dużo, są w sporych opakowaniach, w większości są to produkty przydatne podczas codziennych rytuałów pielęgnacyjnych. ALE - maska do włosów farbowanych i o wiele za ciemny odcień korektora sprawiają, że nie czuję entuzjazmu na temat tego boxa. Gdybym dostała odpowiedni kolor korektora, byłabym zadowolona - a tak, najfajniejszy produkt z boxa musi powędrować do mojego kufra i czekać na sezon makijażowy. Sama z niego nie skorzystam, bo kolor pasuje jedynie do moich wciąż opalonych dłoni. Smutne jest to, że twórcy boxa nie patrzą na profil shiny. To po co w takim razie się go wypełnia? Niektóre dziewczyny dostają boxy idealnie dopasowane, a niektóre nie. Każda z nas płaci za to tyle samo, więc wypadałoby mieć na uwadze chociaż ten głupi profil, aby każda klientka była zadowolona, a nie tylko część. Dopasowanie kosmetyków może naprawdę zmienić odczucia na temat pudełka. 

Póki co, na 4 zamówione przeze mnie pudełka, zachwyciły mnie 2 - grudniowy i styczniowy. Listopadowy i lutowy niestety niczego nie urwały. 

A Wam, jak spodobał się ten box?

You Might Also Like

0 komentarze