Ulubieńcy MAJA 2016!

13:22


Czas na comiesięcznych ulubieńców kosmetycznych. Niektóre z tych kosmetyków pojawiły się w ulubieńcach już miesiąc temu, ale nadal są na topie i nie mogło ich zabraknąć również w aktualnym zestawieniu. Gotowi? To lecimy! 


By Nanda, Three Color Blush - wypiekany róż, który dostałam zimą od BPS. Recenzji jeszcze nie było, bo z początku ten róż mi się absolutnie nie spodobał. Nie trzymał się zbyt długo na moich policzkach - po prostu znikał. Widocznie nie dogadywał się pudrem, którym wykańczałam wtedy makijaż. Postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę teraz, kiedy używam zupełnie innej kolorówki i... okazało się, że to genialny produkt! Wygląda przepięknie, niesamowicie odbija światło, a białej części używam jako rozświetlacza. Coś wspaniałego. Efekt można stopniować - od bardzo delikatnego zaróżowienia policzków, po mocny, intensywny, błyszczący rumieniec. Na lato jak znalazł - naprawdę uwielbiam ten róż. I pomyśleć, że na początku całkiem go skreśliłam - dobrze, że postanowiłam jednak do niego wrócić. 


Bourjois, Delice de Poudre, odcień 51 - ponownie w ulubieńcach. Naprawdę świetny, subtelny i przepiękny bronzer o niesamowitej trwałości i wydajności. Używam go naprawdę dzień w dzień już prawie 2 miesiące i nie widać ubytku - nawet logo Bourjois na czekoladce jest wciąż widoczne. Idealny dla bladolicych, bo efekt można stopniować. Ubóstwiam! 


Golden Rose, Longstay Liquid Matte Lipstick Kissproof - cóż, nie mogłam się zdecydować, który odcień wybrać, więc postanowiłam zaliczyć do ulubieńców wszystkie 3, które aktualnie posiadam. Nie są to może jakieś wybitnie wesołe, soczyste odcienie, ale wszystkie są przepiękne, a do tego mega, mega trwałe. Chyba najbardziej lubię róż. Szkoda, że w gamie tych pomadek nie ma jakiegoś pięknego, neonowego koralu - ale to nic, wypatrzyłam już taki w Sephorze. ;)


Ingrid, Love Story Dreams - mój ukochany zapach. Na zdjęciu tego nie widać, ale woda jest już praktycznie zdenkowana - zostało jej na jakieś 2-3 użycia. Nie płaczę z tego powodu, bo mam drugą buteleczkę w zapasach i za moment ją otworzę. Gdy będę w lipcu w Krasnymstawie, na pewno zaopatrzę się w kolejne opakowania (o ile ją tam wciąż można dostać - jak nie, to będę szukać online i biorę od razu cały karton, haha). Wspaniały, lekki i elegancki zapach, któremu daleko do tandety. Długo się utrzymuje, nie maltretuje otoczenia, idealny na upały. Kojarzy mi się z Lacoste Pour Femme - zapach w takim samym stylu, choć sam w sobie troszkę inny.



Lirene, Vital Core, wygładzający MULTI olejek - kupiony na CND w Rossku (były 2 sztuki, wzięłam obie) za 10zł. W ostatnim czasie bardzo polubiłam olejkową pielęgnację ciała, dlatego ten olejek stoi u mnie pod prysznicem - spryskuję się nim wieczorem i rano, po umyciu całego ciała, na jeszcze mokrą skórę. Następnie wycieram się ręcznikiem, a moja skóra jest nawilżona, odżywiona, ale przy tym nie ma na sobie tłustego filmu, więc można się od razu ubrać. Olejek pięknie pachnie jaśminem - polecam, jeśli lubicie takie nuty zapachowe. 


Cien, spray do opalania SPF 20 - kupiony w ciemno, tak w zasadzie ratunkowo, okazał się strzałem w dziesiątkę. Jest lekki, niewyczuwalny na skórze, a idealnie chroni przed podrażnieniami słonecznymi, które ciągle się u mnie pojawiały w ostatnim czasie. Przy produktach z filtrem ważna jest dla mnie ich konsystencja, ponieważ nie lubię tłustych, klejących balsamów do opalania. Tutaj jest odwrotnie - spray jest leciutki, nie oblepia skóry, delikatnie pachnie i odpowiednio działa. Kosztował kilka złotych - chyba około 13, także cena również bardzo dobra. 


Alterra, olejek do włosów - kupiony w promocji "2 za 9,99". Opinie w sieci są różne, ale u mnie sprawdza się rewelacyjnie. Używam go przed myciem włosów - klasycznie, nakładam go na 2-4h, a następnie zmywam za pomocą ulubionego szamponu. Po takim zabiegu, moje włosy są bardzo miękkie, delikatne, gładkie. Producent poleca również nakładanie go po myciu, jednak w taki sposób się u mnie nie sprawdza - jest zbyt ciężki (bo jest to naprawdę mocno tłusty olejek). Do standardowego olejowania jest jednak świetny, nadaje się także do ciała - wspomagałam nim w ostatnim czasie opalanie nóg i naprawdę świetnie zadziałał. Za takie grosze - polecam!


Fenjal, Intensive, Creme Deo Roll-On - uwielbiam dezodoranty z Fenjala. Zimą używałam wersji Sensitive, która przepięknie pachniała i doskonale działała, a teraz mam wersję Intensive, ponieważ uznałam, że na lato przyda się coś mocniejszego. Oczywiście dezodorant jest równie niezawodny, jak jego delikatniejszy brat, do tego ma piękny zapach i jest delikatny dla skóry, można go stosować nawet bezpośrednio po depilacji. Kulki z Fenjala są moim zdaniem najlepsze. 


Nivea, Diamond Touch, kremowy olejek pod prysznic - ubóstwiam ten produkt i co roku, w okresie letnim, jest on moim ulubieńcem. Nie wysusza skóry, pięknie (i bardzo długo!) pachnie, bardzo dobrze myje, tworząc przy tym kremową, aksamitną piankę. Jego zapach kojarzy mi się z wakacjami, słońcem, latem, dlatego zimą go nie używam. 


BingoSpa, szampon arganowy - mój ulubieniec od jesieni tamtego roku. Praktycznie nie używam już innych szamponów - ten jest idealny do moich włosów. Po użyciu tego szamponu, są one miękkie, gładkie, świeże, a do tego skóra mojej głowy nie jest podrażniona, co jest naprawdę rzadkością, bo mam wyjątkowo wrażliwy skalp. Szampon jest wydajny, tani jak barszcz - czego chcieć więcej?

A jak wyglądają Wasi ulubieńcy? ;)

You Might Also Like

0 komentarze