Lirene, No Mask - hit czy kit?

10:49




W ostatnim czasie aż huczy w blogosferze na temat podkładu Lirene No Mask. Producent obiecuje, że podkład jest trwały, lekki, ładnie kryje, ale bez efektu maski i nawilża. Okej, brzmi zachęcająco. Postanowiłam więc kupić ten produkt jakiś czas temu, robiąc sobie w ten sposób troszkę wcześniejszy prezent urodzinowy. Czy podkład mi się spodobał? Co o nim myślę? 

Zacznijmy może od tego, że podkład na początku jest opakowany w elegancki kartonik. Wewnątrz niego, znajdziecie całkiem ładną i porządną buteleczkę ze szkła, ze złotą nakrętką i złotymi oraz białymi napisami. Całość prezentuje się naprawdę fajnie i dość profesjonalnie. 

Regularna cena podkładu to 37,99 w Rossmannie, ma on 30ml i dostaniecie go w trzech odcieniach, z czego 01 jest chłodny, 02 ciepły (ale ciemniejszy), a 03 raczej neutralny. 


Minusem tego podkładu jest na pewno to, że nie ma on pompki. Nie jest to dla mnie jednak zbyt duża przeszkoda, ponieważ przez wiele lat używałam Revlonu Colorstay, który również nie był wyposażony w żaden aplikator. W przypadku No Mask musimy po prostu dojść do wprawy z wylewaniem go na dłoń. Jest to podkład bardzo płynny, dzięki czemu wylewanie go nie stanowi żadnego problemu - nie trzeba czekać 2h, zanim wypłynie. Trzeba pamiętać także o tym, aby podkład bardzo porządnie wstrząsnąć przed użyciem, aby wszystkie składniki wewnątrz niego dobrze się ze sobą wymieszały. 


No i teraz najważniejsze, czyli działanie podkładu! 

Powiem szczerze, że kosmetyk ten bardzo mnie zaskoczył. Spodziewałam się po nim praktycznie zerowego krycia i raczej przeciętnej trwałości, a jest zupełnie inaczej. Podkład ma średnie krycie i na pewno można je jeszcze trochę wzmocnić, dokładając odrobinkę na newralgiczne punkty. Na twarzy wygląda bardzo ładnie, naturalnie, rzeczywiście nie tworzy żadnej maski - pięknie stapia się z cerą, tworząc efekt niemalże drugiej skóry. Z początku zastyga na satynę, jednak z czasem nabiera zdrowego blasku, co możecie zaobserwować na powyższym zlepku zdjęć - po 8h podkład wygląda wciąż pięknie, a do tego ma bardzo ładny glow, co ja oczywiście ubóstwiam. Testowałam go w trudnych warunkach w dniu mojej imprezy urodzinowej oraz w ostatnie upały (nie wiem, jak u Was, ale na Warmii i Mazurach od niedzieli jest około 27 stopni - mega!). Kosmetyk bardzo ładnie utrzymuje się na mojej suchej cerze, nie podkreślając przy tym skórek czy zmarszczek mimicznych. Dobrze współgra z filtrem 50 (aktualnie mam z Yves Rocher) oraz z innymi kremami.

Sam w sobie podkład ma niestety jeden minus - ciemnieje. Możecie to zjawisko zaobserwować na poniższym zdjęciu. Na całe szczęście, ja jestem już całkiem fajnie opalona (opalam się w tempie ekspresowym i to naprawdę intensywnie, bo z praktycznie białej skóry w dość ciemny beżyk), więc nie jest to dla mnie aż taki problem, jednak na zimę z pewnością ten podkład nie będzie dla mnie dobry (ani dla żadnego innego bladziocha). Jego konsystencja i zachowanie wskazują jednak na to, że jest to idealny wybór na ciepłą wiosnę i gorące lato, bo podkład jest praktycznie niewyczuwalny na skórze, a do tego nie reaguje w żaden sposób na słońce i wysoką temperaturę. 


Jakie są moje wnioski? 
Jest to fajny, lekki, a przy tym dość dobrze kryjący podkład, nie dający efektu maski. Uważam, że będzie świetnym wyborem na lato, ponieważ nie jest ciężki i nie czuć go na skórze, a nie wyobrażam sobie, aby w 30 stopniowym upale nosić na twarzy grubą tapetę. 

Czy polecam?
Zdecydowanie tak, ale nie będzie się nadał dla osób, które mają alabastrową cerę i się przy tym ani trochę nie opalają. Niestety, odcień 01 nie jest wystarczająco jasny dla odpornych  na słońce bladziochów, a szkoda, bo w Polsce jest bardzo dużo kobiet, które mają mega jasną cerę. Wg mnie jedynym jego minusem jest właśnie za mało jasny odcień 01 i ogólnie zbyt uboga gama kolorystyczna. Poza tym - z pewnością będzie moim ulubieńcem. 

A Wy, znacie ten podkład? Lubicie lekkie fluidy?

You Might Also Like

0 komentarze