Ulubieńcy Marca 2016!

11:01


Przyszedł czas na uwielbianych przez Was ulubieńców miesiąca? Jakich kosmetyków używałam w marcu? Co mi się w nich spodobało? Wszystkiego dowiecie się poniżej! 


Kobo, Matte Liquid Lipstick w odcieniu 401 Cranberry Meringue - wspaniała pomadka w przepięknym odcieniu dość jasnego nude. Trzeba ją nakładać z umiarem, aby zastygła i była matowa. Nie jest bardzo trwała, ale za to nosi się ją komfortowo na ustach. No i ten piękny odcień! 


Tangle Teezer Aqua Splash - kupiłam spontanicznie, w promocji w osiedlowej drogerii. Szczotka jest świetna - rewelacyjnie rozczesuje mokre włosy, jeszcze lepiej, niż inne TT. Wynika to chyba z jej kształtu - kompletnie nic nie ciągnie, a włosy od razu ładnie się układają i schną w odpowiedniej "pozycji". Można jej używać także pod wodą - dlatego jest "pusta" w środku. 


Yves Rocher, mleczko nawilżająco - natłuszczające - moim zdaniem polska nazwa tego mleczka jest trochę myląca, ponieważ wg producenta jest to mleczko lipidowe, czyli odbudowujące naskórek. Jest bardzo przyjemne! Świetnie nawilża, dobrze się wchłania i ma przepiękny, delikatny zapach. 


Ziajka, kremowy olejek myjący - nie zwracajcie uwagi na przeznaczenie pt "na ciemieniuchę", bo to tylko taki dopisek. ;) Olejek jest rewelacyjny, kremowy, przyjemny, absolutnie nie wysusza skóry. Nareszcie jakiś produkt, po którym nie swędzi mnie ciało od razu po wyjściu spod prysznica (przed nałożeniem balsamu). Dodatkową jego zaletą jest to, że jest to produkt uniwersalny, ponieważ dobrze zmywa makijaż i bardzo fajnie domywa jajeczka do makijażu. 


Isana, suchy szampon - miałam ten szampon sto lat temu, jak świeżo wszedł na rynek. Bardzo mi wtedy nie pasował, swędziała mnie od niego głowa, a włosy były nieświeże i oklapnięte. Jego aktualna formuła jest zupełnie inna i mogę śmiało powiedzieć, że znalazłam następcę szamponu z Biedronki. Szampon z Isany dobrze odświeża włosy, nie obciąża ich, nie oblepia i przy okazji nie bieli za bardzo włosów, bo na początku ma formę płynną, nie psika od razu suchym produktem. Do tego ma piękny zapach, który pozostaje na włosach przez cały dzień. 


Sylveco, lekki krem brzozowy - kupiłam go na wyprzedaży w osiedlowej drogerii za całe 10zł (wzięłam także wersję z betuliną, czeka na swoją kolej w zapasach). Jest bardzo lekki, szybko się wchłania, a mimo to rewelacyjnie nawilża. Bardzo dobrze sprawdza się jako baza pod makijaż. Jedyny jego minus to niezbyt ciekawy (bo naturalny) zapach, ale oczywiście da się wytrzymać, bo nie pozostaje on zbyt długo na skórze. Nie umniejsza to właściwościom kremu. Dostałam już zalecenie od męża, że mam mu kupić taki sam. ;) 


Yves Rocher, Serum Vegetal, liftingujący krem pod oczy - jak wiecie, ciemne cienie pod oczami to moje prawdziwe utrapienie. Walczę z nimi od lat i nigdy tej walki nie wygram (cóż, żaden krem nie pogrubi mi skóry, w końcu cienie to prześwitujące naczynia krwionośne), ale przynajmniej bardzo intensywnie dbam o tę okolicę. Krem z YR dostałam w prezencie do zamówienia i bardzo go polubiłam - z jednej strony napina i odświeża skórę, a z drugiej jest przyjemnie tłustawy, także gwarantuje przy okazji nawilżenie i odżywienie. Nie nadaje się pod makijaż, ponieważ wchłonięcie się zajmuje  mu trochę czasu, ale na noc sprawdza się rewelacyjnie.  


MUR, Vivid Baked Highlighter w odcieniu Pink Lights - po długim romansie z Peach Lights postanowiłam się przerzucić na jaśniejszą i mocniejszą wersję, czyli właśnie Pink Lights. Rozświetlacze z MUR są bardzo znane w blogosferze, więc myślę, że nie muszę się nad nim jakoś wybitnie rozciągać. Daje intensywny, bezdrobinkowy i długotrwały blask. Czego chcieć więcej?

Rimmel, korektor Lasting Finish - nie jestem pewna, czy ten produkt nie został już wycofany ze sprzedaży w Rossmannie, czego kompletnie nie rozumiem. Najjaśniejszy odcień 010 jest bardzo jasny i neutralny, rewelacyjnie maskuje cienie pod oczami - trzeba po prostu umieć z nim pracować, bo wymaga odpowiedniego utrwalenia (wciśnięcia w niego pudru). Jest przy tym trwały, nie migruje, nie wchodzi w zmarszczki (ale ponownie - trzeba umieć z nim obcować!). Mam go już długo i nie widać dna. W tym momencie jest to mój ulubiony korektor pod oczy. 


Tak przedstawiają się moi ulubieńcy. A jak wyglądają Wasi?! ;) 


You Might Also Like

0 komentarze