Moje zakupy kosmetyczne - Rossmann, Natura i inne.

11:26


Drogerie zasypały nas ostatnio promocjami. W Naturze do -50% na marki makijażowe, w Rossmannie pierwsza część copółrocznej promocji -49%. W tym tygodniu rabat obejmuje kosmetyki do makijażu twarzy. Jeśli nie skorzystałyście jeszcze z żadnej promocji, to zapraszam Was do przejrzenia moich zakupów - może akurat przypomnę Wam o jakimś niezbędnym produkcie lub po prostu coś się Wam spodoba. 

Dodam tylko od siebie, że wizaż to nie tylko moja pasja, ale także i praca. W tym roku mam bardzo mocno zapchany grafik, więc cały czas testuję nowości, sprawdzam produkty, aby wiedzieć, które nadają się do mojego kufra, a które nie. Gdyby nie to, to z pewnością nie skusiłabym się na taką ilość kosmetyków - bo po co? Samo testowanie ich na blogu nie byłoby wystarczającą wymówką. To tak w temacie pojawiających się pytań w stylu "Po co Ci tyle kosmetyków?!". ;)


Na pierwszy ogień idą cienie z Sensique - wspaniałe czwórki kolorów. Trzy palety docelowo do oczu, a jedna do brwi, choć też można nią wykonać podstawowy mejkap. Cienie kosztowały mnie po 5zł za paletkę i... brak mi słów, aby opisać ich jakość. Naprawdę, brak! Nigdy nie spodziewałabym się, że Sensique zrobi cienie na miarę Zoevy. Może nie są to takie wspaniałe, oryginalne kolory, ale każdy znajdzie w gamie coś dla siebie i naprawdę - cienie powalą Was na kolana. 


Z szafy Sensique wzięłam także 2 maskary - kosztowały po 4,50zł za sztukę i są naprawdę fajne. Zwłaszcza użyte w duecie - jedna warstwa takiej, druga takiej. Dają zupełnie inne efekty, ale obie sprawdzają się u mnie bardzo dobrze, więc jestem z nich zadowolona. Zwłaszcza za taką cenę. ;) 


W szafie Sensique kusiło dużo kosmetyków, zwłaszcza że ceny po promocji były wręcz śmiesznie niskie. Zdecydowałam się więc także na rozświetlający róż w kulkach i puder rozświetlający do twarzy (nie rozświetlacz, tylko do wykańczania makijażu). Jeśli mnie znacie, to z pewnością wiecie, że jestem sroczką i nie wyjdę z domu bez rozświetlonej buzi. ;)


Wzięłam także po jednym produkcie z szaf W'n'W oraz Essence. Korektor do twarzy nie do końca mi się podoba, jest dla mnie nieco za ciemny, więc oddam go przyjaciółce, ale żel do brwi zapowiada się za to bardzo fajnie. Jest dość jasny, więc w sam raz do delikatnego makijażu (choć ja jestem raczej fanką dość ciemnych brwi, ale mimo wszystko mam nadzieję, że żel się u mnie dobrze sprawdzi). 


I teraz perełki - pigmenty! Zdecydowałam się na 3 z My Secret oraz jeden z Kobo. Z MS wzięłam platynę, rose gold i grafit (po 4zł), a z Kobo odcień Seashell - jest przecudowny. Miałam kupić legenarny pigment z Inglota, aby używać w wewnętrznych kącikach, ale ten zdecydowanie daje sobie radę z tym zadaniem i kosztował jedynie 6zł. Wszystkie słoiczki starczą na wieki - czego chcieć więcej? ;) Tym bardziej, że ich cena wyszła kosmicznie niska po rabacie. 


 W moich zakupach nie mogło zabraknąć także pielęgnacji - do łask wróciła pasta Liście Manuka z Ziaji. Jest to naprawdę mocny zdzierak. Kupiłam ją głównie z myślą o mężu, który ma  mocno rozszerzone pory, a jego praca ich kompletnie nie oszczędza, ale sama też jej używam, choć delikatnie. Do tego maść z witaminą A, którą kładę pod oczy - słowo daję, że jak na razie jest to najlepszy krem pod oczy, jakiego kiedykolwiek używałam. Do koszyka wpadł także micel z olejkiem z Garniera - dorwałam go akurat w dobrym momencie, bo mój micelek z Bielendy puka już w dno.

Wreszcie zdecydowałam się na zakup żelowego eyelinera z Inglota. Padło na odcień 74 - piękną, głęboką śliwkę. Chodziłam za nim z rok lub więcej i dopiero teraz się zdecydowałam na zakup. Zdecydowanie nie żałuję, bo odcień jest wspaniały.


Nie byłabym sobą, gdybym nie zahaczyła o stoisko Golden Rose. W końcu ostatnio wypuścili nowe pomadki matowe - tym razem w płynie. Z miejsca zakochałam się w odcieniu 10 - dla mnie, jest to odcień rozpuszczalnego kakao. Trudny do noszenia, pasujący zdecydowanej mniejszości. Gdy poprosiłam o ten kolor, Pani ekspedientka zapytała mnie, czy na pewno, bo mało kto go kupuje. Oczywiście przytaknęłam i dodałam, że mi na pewno będzie pasował oraz obiecałam, że od razu przy niej go nałożę. Rzecz jasna, miałam rację - ze względu na mój typ urody, sine kolory zawsze doskonale na mnie leżą i tak samo jest w przypadku tej pomadki. Czuję się w niej naprawdę bardzo dobrze i na pewno będzie to mój ulubiony odcień przez... dłuuuuuugi czas. ;) 

Wzięłam także nawilżający podkład, bo był na wyprzedaży za 7zł - już z myślą o lecie. Miałam go kieeeedyś i był całkiem fajny, coś jak bb krem, tylko nieco gęstszy i bardziej kryjący.


Teraz czas na promocję w Rossmannie - na pierwszy ogień moje dwie gwiazdy, czyli podkład i baza Face Finity z MF. Bardzo się cieszę, że do Polski dotarł wreszcie kolor 40 (przez kilka lat gama odcieni zaczynała się od 43, który był dla mnie za ciemny) - jest on jasny i ma w sobie odrobinkę chłodnych tonów. W to mi graj! Do tego idealnie dobrana baza i mejkap nie do zdarcia gwarantowany. ;) Baz używam sporadycznie, ale czasem się przydają, zwłaszcza przy porowatych cerach, dlatego wzięłam także tę bazę. Nie jest ona czysto silikonowa, jest o wiele lższejsza, niż masa baz dostępnych na rynku, co mi akurat bardzo pasuje. Czy się dobrze sprawdzi? Przekonamy się niedługo. Zapłaciłam 56zł za ten duet - tyle zapłaciłabym za sam podkład bez promocji (a nawet o 4zł więcej). 


Czekoladka z Bourjois była spontanicznym zakupem - nie wiedziałam nawet, że jest dostępny odcień 51, ponieważ przez wiele lat w PL można było kupić tylko czerwonawy 52. 51 jest cudowny i spodziewajcie się recenzji. Do kompletu także Oh Oh Blusher z Lovely - również piękny produkt. Bronzer kosztował 33zł, a róż około 5zł. 


Zdecydowałam się także na zakup kółeczka kamuflaży z Wibo - zapowiada się fajnie. Wrzuciłam do koszyka także 2 pudry - rozświetlający Diamond Skin z Wibo i Lasting Finish z Rimmela. Ten ostatni kosztował 16zł, z kolei produkty z Wibo to groszowa sprawa - około 8zł/szt. 

I to  by było na tyle, jeśli chodzi o kosmetyki. 


Jeśli natomiast chodzi o inne zakupy, to wreszcie postanowiłam kupić okulary przeciwsłoneczne lepszej jakości. Wynika to w dużej mierze z faktu, że już mam wadę wzroku i nie zamierzam sobie jej pogarszać. Dodatkowym kryterium jest to, że tanie okulary nadają się po sezonie tylko do kosza... Długo się zastanawiałam, jaki wybrać model, mierzyłam, oglądałam, aż w moje niecne łapki wpadły ONE - cudowne, kocie okulary od Marca Jacobsa. TAK! To była miłość od pierwszego wejrzenia. Soczewki są szklane, przód okularów metalowy, jedynie zauszniki są z plastiku. Jakość wykonania jest naprawdę świetna. Jestem bardzo zadowolona. Są piękne i solidne. Uważam, że doskonale do mnie pasują. Na poniższym zdjęciu w duecie z matową pomadką z Golden Rose. ;)


Ostatnią nowością jest moja Xperia Z5 - zdecydowałam się na jej zakup, ponieważ moją Z2 mam już 2 lata i po prostu miałam ochotę na nowy model. Trochę się wahałam, który telefon wybrać, bo Samsung Galaxy S6 też prezentował się fajnie, ale ostatecznie pozostałam wierna marce Sony, która mnie nie zawiodła przez ostatnie 2 lata nawet przez sekundkę. Moja wychuchana i wydmuchana (w sensie - tak bardzo zadbana! ;)) Xperia Z2 trafiła do rąk mojego męża, który do tej pory miał Lumię 735, a ja cieszę się moją białą damą Z5. 


Jak się Wam podobają moje zdobycze? Wpadło Wam coś w oko?

You Might Also Like

0 komentarze