Marzec - co u mnie? Mix wiosennych zdjęć.

11:00


"Whoa!" - tak bym opisała zachwyt mojego kota na temat naszej wirującej żaróweczki. ;) Oczywiście zachwyt przeszedł, bo żaróweczka się już kotu opatrzyła. :D 


Wiosna! W świąteczny poniedziałek było tak pięknie, że na spacer z rodzinką wybrałam się w samym sweterku. Cudowna pogoda! Jeszcze tylko zadbać o figurę i można myśleć o lecie. :D 


Pilniczki, kosteczki i fartuszki - do pracy! ;) Pilniczki i kosteczki zawsze jednorazowe. Pamiętajcie, aby zwracać uwagę na takie rzeczy w salonach kosmetycznych. 


Kocham mojego orbitreka. Nie zawsze mam na niego czas i siłę, ale gdy już mam, to używam go przynajmniej pół godzinki - i 300kcal spalone. ;) 


Nowa fryzurka. Tak w zasadzie nie jest to nic zaskakującego, jak na mnie. Jedynie lekkie skrócenie i inne wycieniowanie końców. Włosy tej długości towarzyszą mi już niemal rok i wyobraźcie sobie, że na razie nie planuję powrotu do dłuższych. ;) 


Silky Soft Musk z Avonu to naprawdę wspaniały zapach. Jego recenzję mogliście już przeczytać na blogu, tam bardzo szczegółowo go opisałam. W tym momencie mój ulubiony! ;) 


Shell nail - hot or not? ;) Wersje z mocno zaznaczoną muszlą nie podobają mi się, więc sama robię tylko delikatne zaznaczenie kształtu muszelki. Do tego obowiązkowo perełki! <3 


W moim życiu dużo się ostatnio dzieje, więc zadziało się także i na paznokciach. Wczoraj je zrobiłam, ale nie wiem, ile ponoszę - to jednak nie mój styl, nie czuję się w nich dobrze. ;) Ale bardzo mi się podobają, tyle że wolałabym je widzieć u kogoś, niż u siebie.


Kalendarzyk i oddzielny telefon dla moich klientek. To ważne, aby oddzielać sprawy zawodowe od prywatnych, dlatego mam drugi numer telefonu - służbowy, pod którym umawiam klientki na pazurki. Dzięki temu nie muszę wyłączać swojego własnego telefonu po godzinach pracy i jednocześnie nie muszę się martwić, że ktoś mnie zasypie smsami w sprawie pazurków o 23:00. ;) 


Mister Cichociemny. ;) Okno to jego ulubione miejsce - stąd obserwuje ptaszki i gada do nich, stroszy się i chyba wyobraża sobie polowanie. Mój myśliwy! :D 


Air Maxy! Gdy je pierwszy raz zobaczyłam, kilka lat temu, to pomyślałam, że trzeba mieć coś z głową, żeby je nosić na co dzień. Dziś przyszły do mnie moje Lighty i jestem pod wrażeniem, są śliczne i bardzo wygodne. Trzeba mieć coś z głową, żeby myśleć tak, jak ja wcześniej myślałam, haha. Cóż, gusta się zmieniają. Kiedyś glany, dziś szpilki i Air Maxy. ;) 


Pobranie krwi na badania... Mam ich trochę za sobą w tym miesiącu i diagnoza jest jedna - wczesne stadium hashimoto, świeża sprawa. Choroba tarczycy, z którą trzeba żyć już do końca... Przede mną leczenie, mam nadzieję, że pójdzie dobrze, bo to dopiero początek psucia się. ;) 


Tatuaż! Nie wiem, czy jestem jakaś dziwna, czy coś, ale ja naprawdę lubię to uczucie, jakie towarzyszy rysowaniu igłą po skórze. ;) Nie, to nie boli. Mnie nie bolało. Mam już pięć tatuaży i jak dla mnie to nie jest ból, a już na pewno nie jest on jakiś wybitnie mocny. 


Selfie przed pracą. Takie zwykłe, najzwyklejsze. ;) 


Mój mruczuś na moim brzuchu - najlepszy grzejniczek na świecie, niezastąpiony! 


Kupiłam dziecku dywanik. Biały w różowe kropeczki. Kto ma z niego największą radochę i najwięcej korzyści...? Oczywiście kot. :D


Pizza, winko, stare zdjęcia w dobrym towarzystwie to coś, co naprawdę uwielbiam! A pizza z Grubego Benka na olsztyńskich Jarotach jest naprawdę najlepsza. ;) 


Rzęski z Alie. Miały być zwyczajne. Są kilometrowe. :D Ale podejmę wyzwanie i spróbuję je założyć do pracy. Ponoszę je cały dzień, zobaczymy, jak z wygodą. ;) 


Nasze tatuaże. ;) Po lewej mojej Gosi, po prawej mój. <3


Mój piękny zegarek za grosze z Alie. Uwielbiam go! 


Jednego dnia pogoda nas rozpieszcza, drugiego nie, ale tego dnia było pięknie i naprawdę baaaaaaardzo ciepło. Grzało mocno, dlatego moje dziećko wracało z przedszkola w ciepłej bluzie, zamiast w wełnianym płaszczyku. 


"Mamo, jaką fajną zrobiłaś mi tę ciastolinkę!" - domowa ciastolina z odżywki i mąki ziemniaczanej. Nie jestem nią zachwycona. Była bardzo miękka i gładka, ale kruszyła się. Może dałam za mało odżywki? Nie wiem... Muszę spróbować jeszcze raz, bo małej się podobała. 


Kiciuś mój! Ukochany, najwspanialszy mruczek. Jestem kociarą nad kociary, nie miałam kota przez 4 lata, więc miłość do tych zwierząt się u mnie skumulowała. Teraz wylewam ją na Bejruta, a on odwdzięcza się tym samym i nie odstępuje mnie na krok w domu. <3 

A jak wyglądał Wasz marzec?! 

You Might Also Like

0 komentarze