Ulubieńcy STYCZNIA 2016!

18:49


Jak co miesiąc, czas na ulubieńców kosmetycznych! 


BingoSpa, szampon arganowy - podbił totalnie moje... włosy. ;) Jest to zdecydowanie najlepszy szampon dla mojej czupryny, jakiego kiedykolwiek używałam. Aktualnie używam już drugiej butelki 500ml. Włosy myję nim co 2 dni - są BARDZO świeże, ładnie wyglądają, lśnią. Czuć oczyszczenie, ale szampon nie przesusza przy tym włosów. Bomba. Będę kupować i kupować! 


Cien, płyn do kąpieli Jaśmin&Brzoskwinia - coś wspaniałego. Uwielbiam takie zapachy - mi się on kojarzy ze świeżutkim praniem. W nowym mieszkaniu nie mam co prawda wanny, ale pod prysznicem - jako żel do mycia - również świetnie się sprawdza. Piękny zapach bardzo długo utrzymuje się na ciele, a sam płyn dobrze myje i nie przesusza. 


CPR, odżywka 5w1 do paznokci i skórek - jak wiecie, moje paznokcie są non stop zahybrydowane lub zażelowane, ale o skórki dbam za to bardzo intensywnie. Ta odżywka świetnie się do tego sprawdza - moje skórki nie są problematyczne, wystarczy je zmiękczyć, wyciąć i nawilżyć, aby wyglądały jak nowe. Odżywka jest lekka, ale dobrze nawilża i na długo. 


Essence, paletka All About Nudes - znalazłam ją w wyprzedażowym JoyBoxie i nie wiązałam z nią zbyt dużych nadziei, bałam się kiepskiej pigmentacji. Okazało się jednak, że paletka jest naprawdę przyzwoita. Używam jej do codziennych mejkapów i dobrze się ze sobą dogadujemy. ;) 


Pierre Rene, podkład Skin Balance - mój ulubieniec podczas zimnych pór roku. Dobrze kryje, ładnie wyrównuje koloryt, trzyma się cały dzień. Nic dodać, nic ująć - cena też atrakcyjna, choć nie kupuję w sklepie PR, a np na allegro, ponieważ jest taniej - nawet z przesyłką. Mój odcień to 20 Champagne, który jest odpowiednio zbalansowany, jeśli chodzi o ilość chłodnych i ciepłych tonów. Polecam ten kolor dla bladziochów, jest jaśniutki. 


Rival de Loop, Pure Skin, żel do mycia twarzy z efektem peelingu - pogromca "niespodzianek" na twarzy. Zawiera w składzie alkohol i kwasy (co oczywiście czuć, bo elegancko "wali gorzelnią"), dzięki czemu wysusza i odkaża nieproszonych gości, a co za tym idzie - przyspiesza ich gojenie. Z moją twarzą jest już całkiem dobrze, ale hormony wciąż mi się stabilizują, co skutkuje czasem jakimiś drobnymi niedoskonałościami - sięgam wtedy po ten żel i mam je szybciej "z głowy". Oczywiście użycie kremu po umyciu nim buzi jest przymusem, ale ja tak czy inaczej zawsze nakładam krem na twarz po jej myciu, bo prawie wszystko mnie ściąga. Żel jest delikatnie peelingujący, nie jest to mocny zdzierak, ale buzia po użyciu jest gładka i czysta. 


theBalm, bronzer Bahama Mama - Mamuśka to mój idealny produkt do konturowania. Jest najlepszy - zdarza mi się go czasem z czymś zdradzić, ale ostatecznie zawsze wracam do mojego ulubieńca z podkulonym ogonem. Dla mnie Bahama Mama jest najlepsza! 


NickaK, róż do policzków - znaleziony w wyprzedażowym beGlossy. Wiem, że wielu osobom w sieci nie podobał się jego odcień, ale nakładany z umiarem jest naprawdę fantastyczną imitacją naturalnego rumieńca - przynajmniej na mojej skórze. Powala trwałością, trzyma się na policzkach niczym beton. ;) Do tego meeeega pigmentacja - chyba nigdy go nie zużyję! Jest to mój osobisty róż, nie użyję go nigdy na klientce, dlatego z powodzeniem używam aplikatorka nasadzonego na pudełeczko z kosmetykiem. Na pewno pojawi się recenzja, wtedy Wam go pokażę z bliska. 


Tak wyglądają moi aktualni ulubieńcy. A Wasi?

You Might Also Like

0 komentarze