TAK i NIE - serum do rzęs Regital Lash.

21:34


Jak wiecie, jakiś czas temu zafundowałam sobie moją pierwszą odżywkę do rzęs - była to odżywka Inveo, która dała naprawdę zachwycające rezultaty na moich kiepskich rzęsach - przeczytacie o niej tu (klik). Przyszedł jednak moment, że odżywka mi się skończyła i wtedy pojawiła się możliwość przetestowania serum Regital Lash (klik). Jak wypadło? Dlaczego "TAK i NIE"? Wszystkiego dowiecie się poniżej. 


Zacznijmy od tego, że serum przychodzi do nas zapakowane w estetyczny kartonik z połyskującymi napisami i różaną grafiką. Ładnie, kobieco - lubię róże. Na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje, czyli skład, pojemność, instrukcję użytkowania. 

Jak widzicie powyżej, serum ma standardowe 3ml i kosztuje około 60zł. Jest cena na poziomie Inveo, L4L oraz innych, drogeryjnych odżywek. W porównaniu do pierwszych produktów tego typu, które kosztowały krocie, jest to niewielka kwota.

Na opakowaniu mamy podany skład:
Woda, kwas hialuronowy, kolagen, ekstrakt z pestek dyni i peptydy.

Brak bimatoprostu! A więc co tutaj jest odpowiedzialne za przyrost rzęs? Trudno powiedzieć. Zadałam sobie trudu, aby zbadać każdy z tych składników pojedynczo i żaden nie wykazywał działania na porost czegokolwiek. Być może cała ta mieszanka ma takie działanie? Powiem szczerze, że trochę mnie zniechęcił fakt, że nie ma tu legendarnego bimatoprostu - niby mamy do czynienia z bezpiecznym serum, a jednak nie ufam odżywkom bez tego składnika. 


Serum aplikujemy oczywiście tak samo, jak wszystkie inne. Cienkim pędzelkiem na linię rzęs. Można na górną, można na dolną, a także na brwi - tej trzeciej opcji nie próbowałam, moje brwi mają się dobrze, są odpowiedniej jakości i całkowicie zdyscyplinowane, a więc nie chciałam się narażać na nadmierny porost włosków w tym rejonie. Produkt ma płynną konsystencję, jednak nie jest ona aż tak wodnista, jak np Inveo. Przeważnie nie spływa do oka, ale jak już spłynie, to powoduje dyskomfort - swędzenie lub pieczenie. Być może wynika to z faktu, że noszę soczewki i wieczorem moje oczy są już po prostu zmęczone, suche, podrażnione, dlatego potrafią tak zareagować. 


I teraz najważniejsze - działanie! 
Nie pokażę Wam zdjęcia przed i po, bo nie ma na nich zbytniej różnicy. Co najwyżej w regularności rzęs. Mam za sobą pełne 6 tygodni użytkowania i co widzę? Rzęsy nie są krótsze, niż po Inveo - część wypadła, bo to normalne, ale nowo wyrastające praktycznie się wyrównały ze starymi dzięki Regital Lash. Dodatkowo, rzęsy są ładnie czarne, grube i widoczne nawet bez tuszu. To by bylo na TAK.

Więc dlaczego NIE? 
Na minus ich wygląd w zewnętrznym kąciku - wywinęły się tam na tyle mocno, że ciężko je dobrze pomalować. Druga sprawa to fakt, że w samiutkim wewnętrznym kąciku wyrosły mi kępki białych rzęs. Dobrze, że białych, bo ich nie widać, ale czasem mnie drażnią. Zauważyłam także wzmożone wypadanie rzęs - niby są wzmocnione, a jednak lecą. Niczego w pielęgnacji i makijażu oka nie zmieniałam ostatnio. Dodatkowo, serum jest bardzo mało wydajne - kuracja trwa niby 6 tygodni, w związku z tym po tych sześciu tygodniach w buteleczce jest go już bardzo niewiele (Inveo o takiej samej pojemności starczyło mi na ponad 4 miesiące codziennego stosowania). I ostatni minus to fakt, że na lewej linii wodnej zrobiło mi się ciemne przebarwienie i to w ciągu ostatnich kilku dni. Przypadek? Nie sądzę. 


Podsumowując - serum działa. Jest to na pewno uzależnione od indywidualnych tendencji rzęs, ale jednak działanie jest. Z drugiej strony, powoduje także nieprzyjemne skutki uboczne, których nie doświadczyłam przy Inveo (a był w nim przecież bimatoprost). 

To, czy je wypróbujecie, czy też nie, zależy od Was. Ja wrócę do sprawdzonych odżywek, które nie powodują u mnie jednak żadnych skutków ubocznych. 

You Might Also Like

0 komentarze