Zimowe Denko #1 2016.

15:19


Przyszedł wreszcie czas na denko! Uwielbiam denka. W ten sposób mam pewność, że moje kosmetyczne zapasy systematycznie się zmniejszają i nie idą na marne. ;) Dzisiejsze denko jest całkiem spore, a więc herbatka w łapkę i czytamy! 

Standardowo, legenda: 
Podobał mi się | Nie mam zdania | Nie podobał mi się


Garnier, płyn micelarny 3w1 - bardzo dobry płyn, miałam go długo, był wydajny, nie podrażniał, nie piekły po nim oczy. Niedrogi, wygodne opakowanie. Nic do dodania. ;)



Ziaja, LZO, dwufaza - skuteczna, niedroga i wydajna dwufaza. Lubiłam ją. Jak zużyję aktualne zapasy, to zapewne do niej wrócę - chyba że odkryję coś lepszego. 



Himalaya Herbals, maseczka peel off z migdałem i ogórkiem - bardzo dobra maseczka, świetnie wyciągała zaskórniki i oczyszczała pory. Nie nakładałam jej na całą twarz, jedynie na te miejsca, które mam porowate (nos i kawałeczek policzków, czasem kawałek czoła). 


Perfecta, seria Biolaser na dzień i noc - produkt średnio ciekawy, niezbyt skuteczny. Nie ziębił i nie grzał. Był na tyle zwykły, że nawet nie zasłużył na recenzję. 


Eveline, 8w1 Total Action, baza pod tusz - wiem, że to odżywka, ale ja używam tego produktu tylko jako bazy. Aktualnie mam bazę z Delii, ale do tej z Eveline na pewno wrócę. Wersja niebieska nie różni się niczym od wersji zielonej i złotej. 


Too Faced, miniaturka czekoladowego bronzera - nie poużywałam jej za mocno, bo moja córka zrzuciła mi ją na podłogę i bronzer się pokruszył. Mimo to, po kilku użyciach stwierdziłam, że nie kupiłabym tego bronzera za jego pełną cenę, gdy pod ręką mam cudowną Bahama Mamę za o wiele mniejsze pieniądze. Plus za opakowanie i zapach.


Maybelline Color Tattoo, 40 Permanent Taupe - nie zużyłam go do końca, bo zwyczajnie zasechł. Produkt o pięknym kolorze, świetnej konsystencji, wydajny. Miałam go grubo ponad rok i sięgnął dna, ale uznałam, że jest już zbyt suchy i czas na nowy. 


Casting Sunkiss, żel rozjaśniający - pojawił się w ulubieńcach. Wczoraj zużyłam resztkę. W zapasach mam drugą butelkę, więc pewnie w ciągu  kilku dni zacznę jej używać. Jeśli macie ochotę na stopniowe, delikatne ombre bez użycia farby, to serdecznie polecam. 



Yves Rocher, mgiełka nawilżająca - nigdy nie spotkałam tak skutecznej mgiełki. Ta była lekka, przyjemnie pachniała, wchłaniała się ekspresowo bez pozostawiania powłoczki, a przy tym rewelacyjnie nawilżała skórę. Na 100% wrócę do niej latem. 


Lovely, maskara Pump Up - bardzo dobra maskara za grosze. Było o niej tak wiele w blogosferze, że nie mam już nic do dodania. ;)



Wibo, Eyebrow Stylist - fajny produkt za śmieszne pieniądze. Nie każdemu podpasuje, bo ma lekko połyskujące wykończenie, ale za to ma przepiękny odcień i fajnie działa na brwi. Aktualnie można kupić ten sam żel w szafie Lovely, tylko w innym opakowaniu i z lepszą szczoteczką, więc przerzuciłam się na tamten. 


Inveo - rewelacyjne serum do rzęs. W nadchodzącym tygodniu planuję ponowny zakup, chyba że znajdę gdzieś promocję na L4L. Aktualnie testuję inne serum, ale nie jestem z niego jakoś wybitnie zadowolona, więc czas na coś sprawdzonego. ;)



Kneipp, Kwiat Migdała, pielęgnacyjny olejek do kąpieli - produkt sam w sobie fajny, jednak jego pojemność porażała. ;) Starczył mi na jedno użycie. Skóra po kąpieli była miękka, pachnąca, nawilżona, ale nie widzę sensu wydawania 6zł po to, aby wykąpać się jeden raz w tym olejku. Oliwka z BD sprawdza się tak samo dobrze.


Nyx, Eyebrow Gel, Brunette - niezły produkt, jednak ostatecznie jego odcień nie pasował mi aż tak dobrze, jak się tego spodziewałam (był trochę zbyt ciepły). Mam jeszcze resztkę jaśniejszego odcienia, to tamten jest nieco bardziej chłodny.



No36, 7w1 Regenerująca maska do stóp i paznokci - zużyłam, ale był to słaby produkt. Nie działał na stopy tak dobrze, jak się tego po nim spodziewałam. 


YR, Nutritive Vegetal, balsam na noc - przyjemny produkt. Dobrze nawilżał, nie zapychał, nie był tłusty. Minus za zapach - brzyyyyydki. Reszta jak najbardziej okej. 



Wibo, tusz Boom Boom - spodziewałam się po nim dużo dobrego, a okazał się kruszącym i grudkującym się bublem. Jestem na nie. 



Max Factor, Pan Stik - wspomagałam się tym produktem przy konturowaniu do sesji zdjęciowych. Dawał fajny efekt i był bardzo wydajny - miałam go ponad rok. Chętnie wypróbowałabym inne kolory - jakiś bardzo ciemny oraz jaśniutki. 


YR, tusz Volume Vertige - taki sobie tusz. Nic mi nie urwał, nie był jakiś tragiczny, po prostu był i tyle. Plus za mocno czarny kolor i fajną szczoteczkę. 


A jak wyglądają Wasze zużycia?

You Might Also Like

0 komentarze