Faceform za 16zł - Wibo, 3Steps To Perfect Face.

11:40


Większość z Was pewnie słyszała o słynnym faceformie ze Sleeka. Ja nie tylko o nim słyszałam, ale także byłam jego posiadaczką. Podstawowym minusem owego faceforma była, bez wątpienia, jego cena - około 50zł. Nie każdy chce tyle wydawać na trio do konturowania. W ostatnim czasie pojawiło się wiele konkurencyjnych produktów dla "oryginału" - jednym z nich jest faceform z naszej rodzimej firmy, Wibo. Czy jest to produkt godny polecenia?


Zacznijmy od zewnętrznej strony produktu. Faceform z Wibo zapakowany jest z początku w estetyczny kartonik, który choć częściowo zapewnia kosmetykowi ochronę przed wypalcowaniem w sklepie. Wewnątrz znajdziemy niewielką paletę z dość grubego, lakierowanego plastiku. Całość utrzymana jest w czerni z jasnymi napisami. Opakowanie jest dość porządne, nie jest to taki tandetny, tani plastik, wygląda naprawdę w porządku. Wewnątrz znajdziemy także lusterko. 

Trio kosztuje 15,99zł i ma 10g. Do kupienia w każdym Rossmannie.


Z tyłu znajdziemy instrukcję użytkowania, z którą się oczywiście nie zgadzam. Producent poleca nakładać bronzer prawie na całą twarz - mam nadzieję, że nikt się do tego nie stosuje. Nie rozumiem tego - to przecież nic trudnego, aby stworzyć dokładną grafikę, jak powinno się te produkty nakładać. Ja takiej instrukcji, rzecz jasna, nie potrzebuję, ale na pewno znajdą się osoby, które dopiero zaczynają przygodę z konturowaniem i będą się nią sugerować. 

Tutaj pojawia się drobny minusik - pod grafiką widzimy "made in prc". Co to oznacza? Że kosmetyk został wyprodukowany w CHINACH. Nie podoba mi się ten fakt - do niedawna kosmetyki Wibo produkowane były w Polsce, a tu taka niespodzianka. Wiem, że wszystko jest teraz produkowane w Chinach, ale jest coraz mniej firm, o których można dumnie i z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to firma w 100% polska. Wibo, jak widać, nie stawia już na rodzimą produkcję. 


Wróćmy jednak do produktu. W paletce znajdują się 3 kolory do pełnego konturowania - bronzer, rozświetlacz i róż. Kosmetyki są dość miękkie, co widać po powyższym zdjęciu, bo dość łatwo zrobić w nich wgłębienie. Róż trzeba aplikować ostrożnie, bo lubi się nabierać na pędzel w największych ilościach. Bronzer z kolei jest dość delikatny, ładnie się rozciera, nie robi plam, a efekt  można stopniować. Rozświetlacz to piękna, bezdrobinkowa tafla. 


Powiedziałabym, że kolory są niemal identyczne, jak te ze Sleeka. Są jednak drobne różnice - przede wszystkim, bronzer ma inny kolor. Sleek był bardzo ciepły, a Wibo jest dość biszkoptowy, nie ma w nim pomarańczowych czy ceglastych tonów. Róż to - klasycznie - podróbka słynnego Orgasmu od Narsa. Jest śliczny - dość mocno napigmentowany, ale jasny rosegold. Na policzkach wygląda bardzo ładnie, nadaje im zdrowego wyglądu. Rozświetlacz, jak na Wibo w ostatnim czasie przystało, też należy do udanych. Jego odcień jest ciekawy - lekko szampański, ale jednak z odrobiną chłodnych tonów. Mamy tu więc delikatne pomieszanie z poplątaniem - neutralny bronzer, ciepły róż i chłodnawy rozświetlacz. Wiem, że nie każdy będzie zadowolony z takiej mieszanki, jednak u mnie wygląda to jak najbardziej w porządku, co zobaczycie poniżej. 

Trwałość faceforma na plus - u mnie trzyma się przez cały dzień.


Podsumowując, z czystym sercem polecam. Produkt jest niedrogi, łatwo dostępny, dobrze się z nim pracuje. Ja sięgam bardzo często po to trio i jestem z niego zadowolona. 

A Wam, spodobał się ten kosmetyk?

You Might Also Like

0 komentarze