Czarna maseczka - przereklamowana?

20:10


Zaskórniki i zanieczyszczone pory to chyba problem większości z nas. Kto nie chciałby pozbyć się wszystkich kropeczek i zanieczyszczeń z twarzy? Myślę, że każdy. Ja posiadam rozszerzone pory, które szybko i łatwo się zanieczyszczają, a więc bardzo często sięgam po maseczki peel off czy też różnego rodzaju pasty oczyszczające. Jakiś czas temu nadarzyła się okazja, aby przetestować słynną, azjatycką czarną maseczkę, która ma za zadanie oczyścić naszą skórę.

Czy sprawdziła się u mnie tak samo dobrze, jak u innych? 


Czarna maseczka - co to właściwie jest? 
Jest to maska peel off, bardzo mocno wyciągająca zanieczyszczenia - a przynajmniej tak jest w teorii. W jej składzie nie znajdziemy tak naprawdę dobroczynnych substancji - w końcu chodzi tylko o to, aby wyciągała zawartość porów. INCI jest napisane po azjatycku, ale po zrobieniu drobnego researchu odkryłam, że w skład maski wchodzi woda, polivinyl, glicerol, glikol propylenowy i konserwanty. Nic dobrego, prawda? No niestety. Liczyłam na trochę lepszy skład, a tu praktycznie sama najgorsza chemia - cóż, takie życie, chemikalia na każdym kroku. 

Jak stosować czarną maseczkę?
Zaczynamy od otwarcia naszych porów za pomocą "parówki" - miska z gorącą wodą, nad to głowa, a na głowę ręcznik. Siedzimy w takiej saunie przez jakieś 5 minut. Następnie nakładamy maseczkę - na problematyczne miejsca, średnią warstwą i pozwalamy zaschnąć do sucha. Następnie zrywamy - maska mocno scala się ze skórą, także tu następuje przymusowa depilacja. ;) Polecam więc nie nakładać jej na całą twarz, ja aplikowałam jedynie na nos i kawałeczek policzków - tam, gdzie mam rozszerzone pory. Maska powinna wyciągnąć wszystko z porów i oczyścić skórę.


Jak działa czarna maseczka? 
I tu pojawia się problem - w moim przypadku maseczka nie działa. Nie obawiajcie się, umiem ją stosować i próbowałam na różne sposoby - z sauną, bez sauny, dłużej, krócej, mniej, więcej. I nic. Pory nieoczyszczone. Skóra ściągnięta i sucha. Twarz wyglądająca gorzej, niż przed użyciem. Słabo. Po tych wszystkich zachwytach, jakie czytałam na jej temat, jestem zawiedziona na całej linii. Nie wiem, czy trafiłam na jakiś dziwny egzemplarz, czy po prostu moja skóra się z tym kosmetykiem nie dogaduje - maseczka z Himalaya Herbals czy pasta z Ziaji działały na mnie o wiele lepiej.

Maseczkę możecie kupić tutaj - klik. Jej cena to 2.62$, więc teoretycznie niedrogo. Być może u Was się sprawdzi, ale u mnie niestety nie zdała egzaminu. Szkoda, bo myślałam, że znajdę ideał do oczyszczania skóry. Wracam do poszukiwań. ;)


A Wy, macie ochotę na czarną maskę? Znacie ją? 

You Might Also Like

0 komentarze