Idealnie kryjący kamuflaż za grosze - Mariza Selective.

19:48


Macie czasem tak, że przygotowujecie się na jakąś ważną okazję, a tu znienacka wyskakuje Wam wielka, czerwona dioda np na środku czoła? Myślę, że niejedna z Was była w takiej sytuacji. Czym to zakryć, aby dioda całkowicie zniknęła z widoku, makijaż trzymał się cały dzień, nasz "spot" nie wyróżniał się na tle całej twarzy, a jednocześnie aby stan naszego portfela pozostał praktycznie nienaruszony?

Dziś o bardzo tanim kosmetyku, który nam zapewni taki właśnie efekt. 


Kamuflaż z Marizy, bo o nim właśnie mowa, to małe, czarne pudełeczko, mieszczące w sobie 3,5g kosmetyku, za które zapłacimy około 15zł. Kosmetyk wygląda niepozornie, a samo opakowanie jest malusie i bardzo delikatne, należy uważać, aby go nie połamać. Bardzo łatwo się rysuje, co widać po moim egzemplarzu, który nawet nigdy nie wyszedł poza moją leżakującą w szufladzie kosmetyczkę - nawet nie chcę myśleć, co by się z nim działo, gdybym go nosiła w torebce. Ale nie skupiajmy się na opakowaniu - liczy się wnętrze. 


Wewnątrz znajdziemy kremowy, gęsty produkt o konsystencji nietłustej pasty. Z racji tego, że opakowanie ma wgłębienie, a produkt sam w sobie jest bardzo gęsty, najlepiej nabiera mi się go pędzlem - długość moich paznokci znacznie utrudnia mi wsadzenie palca w jakikolwiek słoiczek tego typu. Do jego aplikacji (oraz do wszystkich innych kosmetyków tego typu) używam Zoevy 142 lub RT Deluxe Crease Brush.


Odcień, jaki posiadam, to jasny beż (taka jest jego nazwa). Jest to jaśniutki, doskonale napigmentowany odcień beżu o chłodniejszych podtonach, choć nie jest on wybitnie różowy - po prostu widać, że więcej w nim chłodu, niż ciepła. 

Krycie tego produktu jest dokładnie takie, jakiego się spodziewacie po powyższym zdjęciu - korektor jest gęsty i naprawdę bardzo mocno napigmentowany. Dzięki swojej konsystencji dobrze trzyma się skóry, ładnie się z nią scala i nie wybija się spod podkładu - jest pod nim całkowicie niewidoczny (ja kamufluję niedoskonałości przed nałożeniem podkładu, wtedy kamuflaż jest niewidoczny, nie odcina się ani odcieniem, ani strukturą, bo jest pokryty cieniutką warstwą podkładu).

Dobrze utrwalony, utrzymuje się bez szwanku przez wiele, wiele godzin. Jak na razie, najdłużej miałam go na twarzy przez 10h i po tym czasie wciąż wyglądał bardzo dobrze. Oczywistą sprawą jest to, że trzeba go odpowiednio zagruntować, jak każdy kosmetyk tego typu. Jego atutem jest z pewnością także fakt, że nie zmienia swojego odcienia po kontakcie ze skórą - a przynajmniej na mojej twarzy nic takiego się nie dzieje. Zero oksydacji. 


Na powyższym zdjęciu widzicie, jaki efekt daje cienka warstwa kamuflażu, wklepana w skórę jednym ze wspomnianych wyżej pędzli. Kamuflaż nie został przeze mnie przypudrowany, abym mogła pokazać Wam jego krycie bez żadnych wspomagaczy. Plamy po mojej detoksykacji organizmu zostały całkowicie przykryte, a warstwa korektora nie jest widoczna, nie świeci się, nie odcina się od skóry. Efekt idealny!

Co zatem z obszarem pod oczami? Na to miejsce go nie polecam. U  mnie wygląda fatalnie - sucho, podkreśla każdą zmarszczkę (nawet takie, o których istnieniu nie wiem na co dzień), sprawia, że moje oczy wyglądają na spuchnięte i niezdrowe, aż moja rodzina pytała mnie, co mi się stało, haha. Także pod oczy nie, na twarz - bardzo tak! 

Jesteście pod wrażeniem? Podoba się Wam ten produkt? Czy wolicie legendarny kamuflaż z Catrice? Dajcie znać w komentarzach. 

You Might Also Like

0 komentarze