Podkłady na ZIMĘ - moje TOP 3.

20:15


Zima zbliża się wielkimi krokami - dziś spadł u nas pierwszy śnieg, choć znikł równie szybko, jak się pojawił. Nie ulega jednak wątpliwościom, że do mroźnych dni coraz bliżej, a jest naprawdę mało osób na świecie, którym niskie temperatury nie szkodzą. Szczególnie narażona na chłód i wiatr jest skóra naszej twarzy. Jakiego podkładu użyć, aby jak najbardziej ograniczyć wpływ niskiej temperatury na skórę? Dziś o mojej TOP 3. 


Dla mnie zima oznacza jedno - do gry wracają te bardziej treściwe podkłady, gęstsze, mocniej kryjące. Nie wymagam, aby miały w sobie filtr, bo jeśli go nie będzie, to po prostu zaaplikuję pod spód krem z SPFem i po sprawie. Wymagam tego, aby podkłady te dobrze chroniły moją skórę przed mrozem, wiatrem i odpowiednio się na niej utrzymywały. 

Wszystkie wymienione przeze mnie podkłady spełniają te kryteria, minimalizują wpływ szkodliwej, niskiej temperatury na cerę, zapobiegają pęknięciom naczynek, podrażnieniom, przesuszeniom. Żaden z tych trzech kosmetyków nigdy mnie nie zawiódł i nie zrobił mi żadnej krzywdy, ale musicie pamiętać, że wymagania cery to bardzo indywidualna sprawa. 

W dodatku są to podkłady niedrogie - ich ceny w sieci wahają się w granicach 17-30zł. Stacjonarnie kupicie je oczywiście drożej, bo mniej więcej 30-60zł - nie opłaca się. Lepiej czyhać na promocje lub zamawiać online. Odcień możecie sprawdzić stacjonarnie. 


Rimmel Wake Me Up - przez długi czas używałam tego podkładu jedynie późnym latem, bo tylko na taki moment roku pasował mi najjaśniejszy kolor, dostępny w drogerii (czyli 100). Jakiś czas temu odkryłam jednak, że jest jeszcze odcień 010, który można dostać online. Jest wystarczająco jasny, aby używać go przez całą zimę, a więc nareszcie podkład jest "w grze" w tym czasie, w którym powinien być. Dlaczego WMU? Bo jest nawilżający, dobrze się trzyma na skórze, ma fajne krycie. Jest stosunkowo lekki, ale z drugiej strony dobrze chroni buzię przed utratą wilgoci. Ma w sobie filtr 15, może nie wysoki, ale jest. Jest to podkład rozświetlający, ma w sobie widoczne drobinki, które korzystnie wpływają na naszą buzię, rzeczywiście optycznie ją "budząc". Nie polecałabym go osobom z tłustą cerą, bo nawet na suchej potrafi się błyszczeć.  


Revlon Colorstay - podkład legenda. Prawdziwa klasyka. Kosmetyk do zadań specjalnych - mój ulubieniec na imprezy, wieczorne wyjścia, wesela oraz całodniowe maratony. Stosunkowo ciężki, podobno może zapychać, ale jeśli nie macie do tego tendencji, to Wam nie zaszkodzi. Bardzo dobrze kryje, jest naprawdę nie do zdarcia, trzyma się przez wiele godzin w nienaruszonym stanie. Wersja do cery suchej i normalnej jest rozświetlająca, wersja do cery tłustej i mieszanej - matująca. Dodatkowy plus za to, że występuje w naprawdę ogromnej gamie odcieni, dzięki czemu każdy dobierze sobie odpowiedni odcień.  


Pierre Rene Skin Balance - tym razem nasz rodzimy produkt. Podkład, który kupuję średnio co 2 lata, na tyle mi starcza. Używam go (zamiennie z innymi) od chłodniejszej jesieni do wczesnej wiosny, ponieważ świetnie kryje, rewelacyjnie się trzyma na twarzy i naprawdę pięknie wygląda, nie tworząc efektu maski. Ten podkład bardzo się udał marce Pierre Rene, choć szybkie podnoszenie jego ceny jest - moim skromnym zdaniem - nie fair w stosunku do konsumentów. 2 lata temu kupowałam go za 21zł, dziś na ich stronie kosztuje już 28zł, dlatego zakupiłam go w innej drogerii internetowej, gdzie kosztował mnie 17zł + przesyłka (i przy okazji kilka innych drobiazgów). 


Wszystkie te podkłady mają w gamie bardzo jasne odcienie, odpowiednie nawet dla alabastrowej cery. Jeśli jednak coś jest dla Was zbyt ciemne, zawsze można to rozjaśnić odpowiednim produktem, np MURem 01 (klik!)

Znacie te podkłady? Co jest Waszym hitem na zimę w tej kategorii?

You Might Also Like

0 komentarze