Czas na... DENKO!

09:04


Jak co miesiąc, nadszedł czas na denko kosmetyczne. W moim przypadku produktów w denku jest zazwyczaj dużo, tym razem nie będzie oczywiście inaczej. Zawsze musi być tak, że jak już się skończy jeden kosmetyk, to razem z nim kończy się 10 innych. ;)


Legenda: 
JESTEM NA TAK, MAM MIESZANE UCZUCIA, JESTEM NA NIE


Yves Rocher, odżywka odbudowująca - nie powaliła mnie na kolana. Szczerze mówiąc, nie zauważyłam kompletnie żadnego działania tego produktu na moje włosy. 


Bielenda, Argan Cleaning Face Oil - z początku byłam nim zachwycona, jednak z czasem zaczął mnie denerwować. Nie zmywał makijażu na tyle skutecznie, na ile się spodziewałam, że będzie to robił, a przy okazji ściągał skórę. Okazało się także, że Marion ma o wiele lepszy produkt tego typu w swoim asortymencie, więc ten Bielendy przegrał z kretesem. Zużyłam, ale bardzo mnie zmęczył, niestety.


Essence, Like An Unforgettable Kiss - kieszonkowa woda toaletowa z Essence. Była tania, mieściła się wszędzie, ale szybko ją zużyłam. Zapach mi się podobał - słodki, waniliowo-jagodowy. Gdybym mogła kupić większą pojemność, skusiłabym się.


Yves Rocher, Soft Deodorant - produkt męski, ofkors. Mój mąż był nim zachwycony, jednak - ku naszemu smuteczkowi - Yves Rocher postanowiło bez ostrzeżenia wycofać ten produkt ze sprzedaży, a na moje pytania pt "dlaczego i czy wróci?!" nie odpowiadają na swoim pejdżu. Trochę to niepoważne, no ale cóż. 


Delia, Good Foot, krem odżywczo - regenerujący - serio? Nie zauważyłam, żeby był odżywczy, a tym bardziej regenerujący. Takie tam mazidełko, które nic nie robiło.


BeBeauty, sól do kąpieli lawendowa - uwielbiam te sole. Aktualnie mam wersję lotosową i bursztynową. Używam głównie do kąpieli stóp. Są najlepsze!


Joanna Naturia, szampon z pokrzywą i zieloną herbatą - przyjemniaczek. Kupiłam go za 2,50zł, gdy byłam na urlopie w rodzinnych stronach mojego męża. Miniaturka idealna podczas włajaży, a w komplecie z odżywką (którą mam do tej pory) sprawdzał się świetnie.


Yves Rocher, mleczko brzoskwiniowe - porażka na całej linii. O ile lubię kosmetyki YR, o tyle nie toleruję parafiny, a w tym mleczku ona niestety była i to wysoko w składzie. Produkt był lekki, ślicznie pachniał (ideał na lato!), ale co z tego, skoro skład był zły? Kupowałam ten kosmetyk online, bo w olsztyńskim YR nie ma serii brzoskwiniowej, nie miałam niestety wglądu w skład, a spodziewałam się, że będzie on tak samo dobry, jak w przypadku pozostałych wariantów.


Green Pharmacy, płyn micelarny 3w1 Rumianek - z początku bardzo mi się podobał, ale z czasem zaczął śmierdzieć i szczypać w oczy, a terminu przydatności nie przekroczyłam.


Nivea Baby, delikatny żel do mycia ciała i włosów - kosmetyk mojej córki. Dostałam go, bo po produkty Nivea Baby raczej nie sięgam. Nie powalił mnie na kolana i tyle na ten temat. Mył i na tym kończyły się jego zalety.


Kaufland, peeling myjący do twarzy - kupiłam go bardziej z ciekawości, niż z jakiejś potrzeby, bo kosztował 4zł i... tyle dokładnie był warty. Nie polecam go nikomu, bo był bezużyteczny.


BabyDream, krem do kąpieli - cała seria BabyDream jest przeze mnie bardzo lubiana, a ten produkt nie jest wyjątkiem. Przewinęło się go już wiele opakowań przez mój dom i na pewno jeszcze wiele razy go kupię, zarówno dla córki, jak i w przyszłości dla młodszego malucha (nie, jeszcze nie jestem w ciąży ;)).  


Uff, udało się przebrnąć! A jak wyglądają Wasze zużycia? ;)


You Might Also Like

0 komentarze