Hit? Golden Rose - Matowe Pomadki w Kredce.

10:44


Jak wiecie, jestem ogromną fanką pomadek Golden Rose, zwłaszcza Velvet Matte - mam chyba z 10 odcieni z tej serii. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok ich stoiska, gdy zobaczyłam nowe pomadki - tym razem w formie grubej kredki. Cena zachęcająca, odcienie też - postanowiłam więc przetestować. Jakie są wyniki? Czy polubiłam te kredki? Wszystkiego dowiecie się poniżej. 


Zawsze lubiłam pomadki w grubej kredce - są tak naprawdę połączeniem konturówki i standardowego sztyftu. Możecie nimi jednocześnie obrysować usta i je wypełnić. Jedyny minus takiej formy to fakt, że takie kredki trzeba temperować - jest to bez wątpienia denerwujące. Jeszcze nie miałam okazji tego robić, ale mam nadzieję, że nie będzie to wybitnie trudne.

Kredki Golden Rose zostały ubrane w elegancką, minimalistyczną prostotę - całą kredka, łącznie ze skuwką, jest czarna. Jedynie jej podstawa wskazuje nam, jaki odcień znajdziemy wewnątrz. Jedna kredka ma 3.5g i kosztuje 11,99zł.


Na początek postanowiłam wypróbować 3 odcienie - ku mojemu smutkowi, nigdy nie mogę trafić na te najciemniejsze, najbardziej jesienne. Są w tym momencie bardzo popularne. Stwierdziłam więc, że wezmę coś kolorowego, dlatego wybrałam 2 żywe pomadki i 1 neutralną, która najbardziej mnie uwiodła. 


Wszystkie 3 odcienie trzymają się na ustach przez wiele godzin. Wargi nie są potem wysuszone, a pomadki same w sobie nie podkreślają żadnych wad naszych ust. Pokrywają je z początku kremową taflą, która z czasem zastyga (w różnym stopniu) w mat. Kredki są komfortowe w noszeniu i bardzo mocno napigmentowane, nie da się nimi uzyskać delikatnego efektu.

13 to odcień ciepły. Mamy tu mieszankę różu z brzoskwinką. Na moich ustach wypada dość pomarańczowo, jednak mimo wszystko  lubię ją. Jest to przyjemny odcień na co dzień. Będzie świetny na wiosnę i lato. Pomadka jest kremowa, łatwo się ją nakłada, a na ustach zastyga w całkowity mat. Trwałość i pigmentacja bardzo dobra. Schodzi równomiernie z ust. 

15 to taka typowa malinka. Mieszanka różu z czerwienią. Odcień piękny i neonowy, choć nie jest najjaśniejszy. Idealny na wieczór, a dla tych odważniejszych będzie dobry też na dzień. Bardzo mocna pigmentacja, przez którą zjada się nierównomiernie. Jest najbardziej kremowa spośród tych trzech odcieni i nie zastyga na taki suchy mat, jak pozostałe dwa odcienie, co ma swoje plusy i minusy. 

10 to mój ulubieniec. To taki kolor, który określiłabym mianem "dusty rose". Przybrudzony, chłodny róż z odrobinką nude. Na ustach wygląda elegancko, pasuje praktycznie każdemu. Będzie się nadawał na każdą porę roku i na każdą okazję. To taka klasyka odcienia. Spośród tych trzech odcieni wyróżnia się najlepszą trwałością, najładniej schodzi z ust i najprzyjemniej się go nosi. 


Jestem na tak! I mam ochotę na więcej kolorów. ;) A Wy?

You Might Also Like

0 komentarze