Zniszcz Pryszcz - 3 sposoby na nagłe diody.

11:11


Cześć.

Obiecałam Wam jakiś czas temu, że zrobię porównanie 2 zabójców pryszczy. W międzyczasie doszedł mi do tej kolekcji jeszcze jeden środek na niespodzianki. Każdy z tych produktów nadaje się do stosowania punktowo, konkretnie na wyprysk. Jak działają? Który jest najbardziej skuteczny? Jeśli chcecie wiedzieć, co myślę o tych trzech produktach, zapraszam do lektury notki. 


Pierwszy produkt, który wpadł w moje niecne łapki, to plastry Tea Tree Spot & Blemish Patches firmy Beauty Formulas. Przyuważyłam je na promocji podczas małych zakupów w Naturze i wrzuciłam sobie do koszyka, z nadzieją, że pomogą mi okiełznać moją cerę, która w ostatnim czasie kaprysi i marudzi niczym buntujący się dwulatek. ;) 

Plasterki kosztują w cenie regularnej 13-15zł i jest ich w środku 36 sztuk, oczywiście jednorazowych.

Plasterki są wygodne w aplikacji i higieniczne. Producent podzielił je na 3 saszetki po 12 plasterków, dzięki czemu dłużej zachowują świeżość i swoje właściwości. W składzie plasterków znajdziemy m.in. olejek z drzewa herbacianego oraz kwas salicylowy. Plasterek naklejamy na diodę na 8-12h, po czym odklejamy i skóra jest jak nowa - teoretycznie. 

Jak działają?  Otóż, wg mnie, nie działają. Powiedziałabym wręcz, że szkodzą, a przynajmniej mi. Nie zauważyłam, aby w jakikolwiek pozytywny sposób wpływały na wypryski, zamiast tego zafundowały mi 2 sine plamy po małych diodach, których nigdy wcześniej nie miałam, a które są widoczne nawet po miesiącu od użycia plasterka. Nie doświadczyłam żadnych nieprzyjemnych odczuć podczas aplikacji i noszenia, bo ogólnie plasterki są niewyczuwalne na skórze i nie odklejają się od niej, ale... Co z tego, skoro nie robią nic dobrego?


Kolejny produkt to czysty olejek z drzewa herbacianego, kupiony w aptece. Olejek kosztował 7,50zł w Arnice, a jego pojemność to 10ml. Olejek jest przy tym mega, mega wydajny. 

Jest to produkt wszechstronnie antybakteryjny - możecie nim smarować skórę, rany, kurzajki, odświeżać szczoteczkę do zębów, używać do kąpieli czy chociażby do aromaterapii - bo olejek pachnie i to piekielnie mocno. Nie każdemu ten zapach przypadnie do gustu, mi się nie podoba. No ale, ma działać, a nie pachnieć, bo kupiłam go właśnie w celach antybakteryjnych.

Jak działa? Lepiej, niż plasterki. O wiele lepiej. Po posmarowaniu nim wyprysku, czuć na skórze mrowienie (swędzeniopieczenie, tak bym to nazwała), które utrzymuje się przez jakąś godzinę od aplikacji. Nie jest to jednak wybitnie dokuczliwa sprawa, ponieważ mrowienie jest delikatne. W końcu olejek ma odkażać i goić, tak? No  i to robi. Wygojenie przeciętnej wielkości podskórnego gulona zajmuje mu 2-3 noce, potem ofiara zaczyna się zmniejszać. Sama z siebie zaczęłaby się goić po tygodniu, więc jest to całkiem przyzwoity wynik. 


Ostatni produkt to Tormentiol, maść znana mamom i powszechnie stosowana przez lekarzy na rany, odparzenia i temu podobne przypadłości. Koszt takiej maści to około 10zł za 20g i ponownie mamy do czynienia z bardzo wydajnym produktem. Kolejną jego zaletą jest fakt, że maść ma kolor cielisty, który neutralizuje czerwień wyprysków. Produkt szybko się wchłania i jest niewyczuwalny na skórze, nie odczuwałam żadnego pieczenia, swędzenia czy czegokolwiek innego.

Jak działa? Spośród tej 3ki - najlepiej. Wygojenie, a raczej uspokojenie diody to dla niego kwestia jednej nocy. Potem wyprysk maleje, a przede wszystkim przestaje boleć czy być wrażliwy na dotyk. Krótko potem przestaje być wyczuwalny w dotyku, a następnie całkiem znika. 

Tormentiol to zdecydowanie mój ulubiony środek na nagłe wypryski w tym momencie, bo używa mi się go najprzyjemniej, a przy tym jest najbardziej skuteczny (i najtańszy!). 


Podsumujmy więc: 
Plasterki - najdroższe i najgorsze.
Olejek - dobry, wielofunkcyjny, działa.
Tormentiol - tani i najbardziej skuteczny. 

A Wy, jakie macie sposoby na złośliwe pryszcze? 


You Might Also Like

2 komentarze