3 miesiące z Inveo - rzęsy do nieba.

19:04


Cześć.

Obiecałam Wam recenzję Inveo po trzech miesiącach, takowe mijają za 6 dni, ale już dziś postanowiłam przyjść do Was z podsumowaniem efektów tej odżywki do rzęs. Sama jestem zdziwiona, że efekty są aż takie - przyzwyczaiłam się już do moich nowych rzęs i nie wiedziałam, że urosły one tak bardzo od czasów przedodżywkowych. ;) Ale może porozmawiajmy o konkretach. 


Zacznijmy więc od tego, że Inveo możecie kupić w praktycznie każdej większej drogerii - widziałam w Naturze, w Rossmannie. Jego regularna cena to 60zł i w opakowaniu znajdziecie serum oraz tusz do rzęs. Odżywki jest w buteleczce 3ml, czyli tak naprawdę standardowa ilość, jak na produkt tego typu przystało. W składzie jest oczywiście bimatoprost i to już na drugim miejscu, a więc jest to tak naprawdę dość silne serum, bo sterydu odpowiadającego za wzrost rzęs jest tu dużo. 

Opakowanie przypomina bardziej eyeliner, niż serum, a pędzelek jest tutaj standardowy jak dla odżywki do rzęs - jest to cienki aplikator, który umożliwia aplikację dokładnie na linię rzęs. Buteleczka jest elegancka, czarna z metalicznymi napisami w kolorze turkusowym. 



Pierwsze efekty zauważyłam już po jakichś 2 tygodniach użytkowania - rzęsy stały się ciemniejsze, a pojedyncze włoski dłuższe niż reszta. Każdego dnia widziałam coraz więcej i coraz bardziej się cieszyłam - wszakże zawsze marzyłam o długich, pięknych rzęsach, a natura mnie takimi niestety nie obdarzyła. ;) Nie mogłam się doczekać pełnych efektów, aby ujrzeć obiecaną firanę rzęs. Nastąpiło to po jakichś 8. tygodniach od pierwszego użycia - od tamtej pory rzęsy jeszcze się wydłużyły, ale nie jest to już tak zauważalne, jak wtedy. Są też bardziej zdyscyplinowane. 

Producent obiecuje, że kuracja starczy na 3 miesiące i rzeczywiście tak jest - a nawet starcza na dłużej. Ja swojej odżywki nie oszczędzam, a zostało mi w opakowaniu jeszcze sporo preparatu, zapewne starczy jeszcze na jakieś 1,5 miesiąca - wtedy oczywiście kupię kolejne opakowanie lub przetestuję L4L. ;)

Rzęsy bez tuszu. Po lewej przed, na środku i po prawej - po.

Nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych. Absolutnie żadnych. Ani pieczenia, ani zaczerwienienia, ani nic innego. Bimatoprost to kontrowersyjny składnik, także decyzja o tym, czy go używać, czy jednak nie, należy już do Was. W internecie można przeczytać pełno przykrych odczuć po takich odżywkach, mnie na szczęście one jak na razie nie dotknęły i mam nadzieję, że już nie dotkną (może to kwestia właśnie tej odżywki, a może po prostu nie jestem wrażliwa na bimatoprost). Ja zaryzykowałam i nie żałuję. Zdarzało mi się aplikować odżywkę na rzęsy dwa razy dziennie, z czystej ciekawości albo nadgorliwości raczej. ;) 

Rzęsy z 2 warstwami tuszu Lovely Curling Pump Up. Po lewej przed, po prawej po. 

No i gwóźdź programu, czyli efekty. 

Jak widzicie na powyższym zdjęciu, są wręcz powalające. Rzęsy bardzo urosły. I jest to efekt osiągnięty po użyciu samego tuszu, bez żadnej bazy pod niego czy nawet zalotki. Myślę, że nie trzeba tutaj dodawać już nawet żadnego komentarza. ;) Zdjęcia mówią same za siebie. 

Moje rzęsy bardzo się wydłużyły, ale także się wzmocniły, są wyraźniej grubsze, bardziej czarne. Są też podkręcone, a kiedyś rosły w dół i były proste jak drut. Dostaję mnóstwo komplementów na ich temat, bo wyglądają naprawdę pięknie, z czego bardzo się rzecz jasna cieszę. Sztuczne rzęsy poszły w odstawkę. 

Reasumując, odżywka Inveo działa i to doskonale. Do tego nie podrażnia moich oczu ani nie powoduje żadnych skutków ubocznych na moich powiekach. Kuracja kosztuje 60zł i starcza na długo. Czego chcieć więcej? Ja na pewno nie porzucę odżywek przez długi, długi czas. Nie oddam już nikomu moich nowych rzęs. ;)

Jestem zachwycona efektem, a Wy? 

You Might Also Like

0 komentarze