Zdenkowani z ostatnich tygodni.

10:22


Cześć.

Dawno nie było denka, co? ;) Tym razem nie w formie filmu, a w formie notki - takiego mój blog nie widział od paru ładnych miesięcy. Wakacje były takim okresem czasu, gdzie denkowanie produktów przychodziło mi bardzo łatwo, opakowania po kosmetykach leciały do kosza w ogromnych ilościach. W ostatnim czasie też mi się tego wszystkiego dużo nazbierało i uznałam, że już czas, aby pokazać Wam moje zużycia, bo zajmują za dużo miejsca. ;) 


Essence, I Love Extreme Crazy Volume - fajny, moje któreś już opakowanie, na pewno kiedyś jeszcze się na niego skuszę, bo to tani i naprawdę przyjemny tusz. Z moimi aktualnymi rzęsami na pewno będzie czynił cuda, skoro przy już przy krótkich dobrze się sprawdzał. 

Catrice, Eyebrow Filler - dobry żel, lubiłam go. Jutro po pracy na pewno wstąpię do Natury, aby zakupić kolejne opakowanie, choć rozważam też powrót do żelu z Wibo.

Alantaldermoline, wersja z mocznikiem - fajny, choć wersja lekka bardziej mi odpowiada. 

Semilac, Top - ładnie nabłyszczał, dość długo utrzymywał połysk, ale był mało wydajny i gęstniał.

Semilac, Hard - uwielbiam ten produkt i mam już kolejną buteleczkę (oraz wersję milk). Sama hybryda nie wystarcza, aby dobrze utwardzić moje paznokcie, więc pod lakier kolorowy za każdym razem nakładam hard (lub ewentualnie żel, ale wtedy jest więcej zabawy ze ściąganiem). 

Carex, mydełko Strawberry Candy - bardzo lubimy to mydełko. Dobrze myje, mocno oczyszcza, ślicznie pachnie i jest wydajne. Często jest w promocji w Ross po około 3zł. 

Nivea Baby, pielęgnujący płyn do kąpieli - dostaliśmy go od kogoś. Płyn jak płyn, nic szczególnego. Moja córa jest już duża, więc jej skóra nie jest aż tak wrażliwa na detergenty, jak kiedyś, zatem płyn udało nam się szybko zużyć. Nie utkwił mi jakoś szczególnie w pamięci. ;)

Fa Men, Attraction Force - żel pod prysznic, zużyty (rzecz jasna) przez mojego męża. Jako żona, mogę na pewno ocenić, że ładnie pachniał. ;) Żel starczył na długo, był w miarę wydajny. 

Fa Kids, żel 2w1 - kupiłam ratunkowo, gdy byłam w Krasnymstawie i się okazało, ze nie wzięłam niczego do mycia ciała dla córy. Żel był fajny, dobrze mył, nie szczypał w oczy, ale bardzo szybko się skończył, zatem wydajność pozostawia sporo do życzenia. ;) 

Palmers, Shea Butter Formula - przyjemny balsam, treściwy, dobrze nawilżał. Miał ciekawy zapach - dla mnie i wszystkich w moim otoczeniu bananowy. ;) Używałam też na ramionka córki, gdy były przesuszone i całkiem nieźle sobie radził z takimi problemami. Był dość wydajny. 

Yves Rocher, Hydra Vegetale, płyn micelarny  - kiepski produkt. Niby przyjemnie nawilżał buzię, ale właściwości oczyszczające były na bardzo niskim poziomie, nie wspominając już o zmywaniu makijażu. Od płynu micelarnego wymagam chociaż delikatnego oczyszczania - tu nie było żadnego.

Intimea, emulsja dla dziewczynek i nastolatek - kupuję dla całej rodziny. Używam ja, używa moja córcia, mąż pewnie też podkrada. ;) Płyn jest bardzo delikatny, nie szczypie, nie podrażnia, dobrze myje i świetnie odświeża. Do tego jest wydajny, bardzo tani i ma przyjazny skład - ideał.

Yves Rocher, Jardins Du Monde, żel bawełniany - był okej. Konsystencja bardzo mi odpowiadała, tak samo właściwości, bo nie wysuszał skóry - gorzej jednak z zapachem, zbyt pudrowo-mydlany, aby mi odpowiadał. Miałam jeszcze wersję kawową, której nie mogłam zdzierżyć i oddałam. Aktualnie zużywam wersję orzechową, która jest świetna i do niej na pewno wrócę. 

Clear Men, Classic Action 2w1 - szampon, który autentycznie wyleczył mojego męża z łupieżu. Do tej pory nie udawało nam się wygrać z uzależnieniem skóry od Head&Shoulders, wszystkie szampony powodowały pogrom - dopiero Clear poradził sobie z tym problemem. Teraz mąż używa różnych szamponów, a łupież nie wraca. Dodatkowo, Clear starczył na  długo, bo na kilka miesięcy. 

Yves Rocher, Pure System, żel oczyszczający do mycia twarzy - na początku mi się podobał, potem zauważyłam w składzie kwas salicylowy i przestał mi pasować, ostatecznie jednak zaczął mnie podrażniać, więc siłą rzeczy nie wrócę do niego. ;) 

Marion, mgiełka termoochronna - najlepsza. Ulubiona. ;) Mam już nową butelkę. 

Isana, odżywka w sprayu Oil Care - beznadzieja. Włosy po niej wyglądały tak, jakby strzelił w nie piorun. ;) Kołtun na kołtunie, fuj. Jeszcze nigdy nie miałam tak beznadziejnej odżywki w sprayu. Nie wiem, kto ją zużył i w jaki sposób, ale na pewno nie byłam to ja. ;)

Yves Rocher, krem do stóp - fajny, dość dobrze nawilżał, ale nie był tani, a przy tym szybko się skończył. Zostawiał przyjemną, olejkową warstwę na stopach i ładnie pachniał.

Yves Rocher, olejek pod prysznic Tradition de Hammam - cudo. Cudo, cudo, cudo. Kocham ten olejek. Cena regularna jest trochę przesadzona, ale aktualnie mam na stanie 2 butelki, które kupiłam po 11zł za sztukę - taka kwota nie jest zbyt wysoka, jak na właściwości i zapach tego produktu. Uwielbiam go całym sercem i będę wracać regularnie. ;) 

Lady Speed Stick, Pro 5 Benefits - koszmarny antyperspirant. Owszem, dobrze chronił, ale był tak agresywny, że potem nie dało się go zmyć spod pach, trzeba było je kilka razy szorować, a potem i tak wciąż było go czuć na skórze. Nie cierpię takich produktów. 

Yves Rocher, delikatny szampon - bardzo lubię i mam kolejną butelkę, która czeka w zapasach, aż zużyję gigantyczny szampon Romantic (który, notabene, bardzo lubię i chętnie sięgnęłabym po jakiś balsam, nie maskę, z którejś ichnej serii). 

BabyDream, szampon ułatwiający rozczesywanie - dobry, delikatny, nie plątał włosów. Używała go głównie moja córka. Jakoś szybko się skończył - podejrzewam, że moje dziecko maczało w tym palce podczas kąpieli (dosłownie). 

I to by było na tyle. 


Znacie te produkty? Co udało się Wam zużyć w ostatnim czasie? 

You Might Also Like

0 komentarze