Przepis na idealny PEDICURE.

21:29


Cześć!

Dziś o stopach - jakże ważnej części naszego ciała. Mawia się, że noszą nas przez całe życie, a więc i bardzo się niszczą. Można jednak temu w pewnym stopniu zapobiec, regularnie o nie dbając. Chciałabym się z Wami podzielić przepisem na idealny pedicure, który wykonacie w domowym zaciszu bez użycia drogich narzędzi. Tym razem czysto pielęgnacyjnie, o malowaniu paznokci porozmawiamy w jednym z następnych postów. ;)


Czego potrzebujemy?
1. Miski, do której zmieszczą się nasze stopy. Ja używam swojej wanienki masującej, która dodatkowo uprzyjemnia mi kąpiel stóp bąbelkami, wibracjami i strumieniami gorącej wody, ale nie jest to konieczność. Sama miska z wodą w zupełności zdaje egzamin. 
2. Tarki do stóp, ale nie metalowej, tylko typowo ściernej. 
3. Soli do kąpieli lub innego umilacza/zmiękczacza. ;) 
4. Peelingu, nie musi być specjalny do stóp, ale musi dobrze zdzierać. 
5. Swojego ulubionego kremu lub takiego, który wyleczy nasze aktualne problemy. 


Ja zaczynam od przygotowania wanienki. Wsypuję jedną nakrętkę soli. Tu w użyciu lawendowa sól z Biedronki - te sole są fantastyczne, a przy tym bardzo tanie, także polecam sięgnąć właśnie po nie. Opcjonalnie, można dolać do wody olejku, maślanki (mocno zmiękcza), dosypać ziół, kwiatków, czego dusza zapragnie tak naprawdę (choć w przypadku kąpieli w masażerze uważałabym - drobne, nierozpuszczalne drobiny mogą pozatykać dysze, a wtedy nie będzie już bąbelków ;)). 


Następnie, nalewam mocno ciepłej, ale nie gorącej wody do środka i ustawiam mój ulubiony tryb masujący. Pozwalam soli całkowicie się rozpuścić i dopiero wtedy wkładam stopy do środka. 



Stopy moczę około 20 minut - taki czas w zupełności wystarcza, aby dokładnie zmiękczyć nawet najbardziej oporną skórę, która po kąpieli będzie podatna na ścieranie.


Po 20 minutach moczenia, przychodzi czas na tarkę. Najpierw "obrabiam" jedną stopę, w tym czasie druga jest w wodzie - gdybym wyjęła obie jednocześnie, wysuszyła i zajęła się jedną, to druga zdążyłaby całkowicie obeschnąć i skóra zaczęłaby znów twardnieć, przez co tarkowanie nie byłoby takie efektowne, a skóra stawiałby opór. ;) Ścieram martwą skórę z pięty i podbicia, bo tam najwięcej się jej gromadzi. Opcjonalnie, można przejechać tarką także po palcach lub innych miejscach, gdzie macie odciski. Pamiętajcie, aby nie tarkować "do bólu", bo można sobie zrobić krzywdę. ;)


Następnie, sięgam po peeling. Aktualnie używam lawendowego z Yves Rocher - jest fantastycznym zdzierakiem, pięknie pachnie, całkowicie wygładza skórę, ale mogłoby go być troszkę więcej... ;) Peelinguję każdą stopę z osobna, poświęcam jednej około 2 minut, w tym czasie intensywnie masuję skórę drobinkami, aby jak najmocniej pościerać wszelkie nierówności i cały martwy naskórek. Resztki peelingu zmywam, a stopy dokładnie wycieram ręcznikiem.


Potem przychodzi czas na krem. Tu znów lawenda z Yves Rocher, choć już na wykończeniu - powyższe zdjęcie wykonałam przed nałożeniem produktu na stopy, więc w tym momencie jest go jeszcze mniej w opakowaniu. ;) Na każdą ze stóp nakładam sporą ilość kremu - wielkości ziarna fasoli, następnie dokładnie wmasowuję, aż krem zacznie się wchłaniać.


Aby wszystko dobrze się wchłonęło, a ja mogła chodzić, nakładam stopki. Dzięki nim, cały krem zostanie na stopach i skóra go wypije, a ja nie wywinę orzełka na pierwszym lepszym zakręcie oraz nie pozbieram z podłogi wszystkich możliwych paprochów. ;)


Oprócz kremu lawendowego, mam w aktualnych zapasach jeszcze dwa inne:

Silcare Nappa 30% mocznika - krem, który jest bardziej kremem-maską-serum do stóp. Ma bardzo bogatą konsystencję, która długo się wchłania, ale dzięki ogromnej zawartości mocznika świetnie zmiękcza. W przypadku dużych problemów ze skórą na stopach, można go zastosować w formie kompresu na 24h przed planowanym ścieraniem martwego naskórka ze stóp. Mocznik zmiękczy skórę, co pozwoli na łatwiejsze pozbycie się zrogowaceń, a także wyleczy popękane pięty. 

Delia Good Foot krem odżywczo-regenerujący - ten krem to z kolei taki "lajt", który szybko się wchłania i jest raczej uzupełnieniem pielęgnacji, niż zawodnikiem solo. Sam nie dałby sobie rady, ale w połączeniu z mocniejszymi kremami dobrze sobie radzi. To produkt tego typu, który możecie wmasować w stopy rano i zaraz wyjść z domu, bo bardzo szybko wnika w skórę. Skład fajny, nawilżenie dobre, zdarza mi się go używać kilka razy dziennie w niewielkich ilościach. 

I tyle! Po takim zabiegu stopy są idealnie gładkie, świeże, piękne, można śmiało zakładać odkryte buty. Nikt Wam nie powie, że macie suche i brzydkie stopy. ;)

Całość zajmuje jakieś 30-40 minut, gdzie podczas moczenia stóp możecie oglądać film, przeglądać internet czy rozkoszować się zimnym drinkiem. Moim zdaniem, warto poświęcić tyle czasu na stopy przynajmniej raz w tygodniu - wtedy stwardniała skóra nie narasta w takich ilościach, aby jej usunięcie stanowiło jakikolwiek problem. O stopach nie można zapominać. ;)

A Wy, jakie macie sposoby na piękne stopy?


You Might Also Like

0 komentarze