Casting Sunkiss - działa?

18:13


Cześć!

Jakiś czas temu pisałam Wam na pejdżu, że zamierzam zrobić sobie ombre za pomocą żelu L'Oreal Casting Sunkiss. Potem stwierdziłam, że jednak postawię na farbę z rozjaśniaczem, a ostatecznie skończyło się na połączeniu tych dwóch rzeczy. Jakie są efekty? Dowiecie się poniżej.


Nie chciałam uzyskiwać ostrego efektu - moim zdaniem ombre, które nie ma delikatnego i subtelnego przejścia kolorów, tylko jest połączeniem dwóch kontrastowych bartw bez wyraźnego cieniowania, jest po prostu  nieładne i nieudane, wygląda jak przysłowiowy odrost. Często widuję takie "fryzury", wykonane w dodatku przez fryzjerów, a sama jestem całkowitą amatorką i po prostu bałam się takiego efektu, dlatego chciałam zrobić moje ombre w sposób jak najbardziej delikatny. Zaczęłam zatem od delikatnego rozjaśnienia końcówek farbą Wellaton z rozjaśniaczem. Trzymałam ją na końcach przez 20 minut, co dało bardzo subtelny efekt. Wtedy postanowiłam się wesprzeć Sunkissem - z początku wersją do włosów blond, która jest delikatniejsza (podkradłam troszkę mamie), następnie wersją do brązowych włosów, która działa o wiele intensywniej.


Plusem żelu Sunkiss jest na pewno jego forma i opakowanie - został zamknięty w poręcznej tubce o pojemności 100ml. Żel jest bardzo wydajny, zwłaszcza jeśli planujecie rozjaśnić jedynie końce. Starczy Wam na długo i nie musicie go zużywać od razu po otwarciu, jak to jest w przypadku większości farb/rozjaśniaczy/barwników do włosów. Jego standardowa cena w drogeriach to około 30zł, jednak do 10.06. możecie go nabyć w Naturze za 19,99zł. 


Aktualnie używam odcienia 01 i to właśnie on dał u mnie najbardziej widoczne efekty. Widziałam, że w sieci dziewczyny zastanawiają się nad tym, która wersja żelu działa najmocniej. Rozwiewam wątpliwości - ta do włosów brązowych, czyli właśnie moja 01, jest najmocniejsza. Sunkiss 03 - dla blondynek - dawał u mnie bardzo delikatne rozjaśnienie, mało widoczne i bardzo stopniowe. 


Sunkiss ma formę przyjemnego, aksamitnego żelu, który bardzo ładnie pachnie. Podczas aplikacji nie czuć żadnego pieczenia ani nieprzyjemnej woni. W składzie nie ma amoniaku, zatem nic nie drapie w nos. Nakłada się go bardzo łatwo i nie skleja włosów. Nie zauważyłam także przesuszenia. 


Na opakowaniu jest opisany sposób aplikacji. Żel nakłada się na suche włosy, w rękawiczkach - ja jednak robię to za każdym razem gołymi dłońmi, które od razu po aplikacji myję. Nie zanotowałam żadnego szczypania ani przesuszenia na skórze łapek, więc dla mnie rękawiczki są zbędne. Producent zaleca ten żel osobom, które mają naturalne, niefarbowane włosy, tak jak np właśnie ja - ale znam kilka kobietek z farbowanymi, u których efekty również są bardzo fajne, żel na farbowanych włosach działa tak samo, jak na naturalnych. 


Taka jest różnica po trzykrotnym zastosowaniu żelu - dwa razy 03 i jeden raz 01. Końce są o wiele jaśniejsze, niż reszta mojej czupryny. Stan końcówek jest bardzo dobry, nie są suche ani rozdwojone, żel ich nie zniszczył ani nie wybrakował w żaden sposób. Włosy są zdrowe i miękkie, choć ja przykładam dużą wagę do ich pielęgnacji, zwłaszcza ostatnio, po zmianie fryzury. 

Ktoś tu nie rozczesał włosów przed zrobieniem zdjęcia................... ;)))

A tak wygląda przejście kolorystyczne. Jak widać, jest łagodne i stopniowe, choć końcówki są o wiele jaśniejsze, niż reszta moich włosów. Jestem bardzo zadowolona z tego efektu. 

Żel Sunkiss 01 trafia więc do moich ulubieńców, ponieważ nie niszczy włosów, daje delikatny, ale widoczny efekt i nie można sobie nim zrobić "nieudanego" ombre bez przejścia kolorystycznego. Do tego jest piekielnie wydajny, ładnie pachnie i nie jest agresywny. Dla mnie bomba. ;)

A Wy, znacie ten produkt? Podoba się Wam efekt ombre na włosach?


You Might Also Like

0 komentarze