Czy EDP za 15zł daje radę? Bi Es Moi.

11:00


Cześć.

Pisze się o tanich kosmetykach pielęgnacyjnych, o taniej kolorówce, pomyślałam więc, że czemu nie napisać o tanich (w dodatku polskich!) perfumach? Tak się złożyło, że w ostatnim czasie dostałam jedne takie, które - moim skromnym zdaniem - zasługują w dużej mierze na recenzję. Jeśli więc chcecie wiedzieć, czy za 15zł (bo po tyle są dostępne np w Biedronce) możecie kupić fajny i długo utrzymujący się zapach - czytajcie dalej. ;) 


Zacznijmy od tego, że perfumy (a raczej EDP) Bi Es to produkcja rodzima - wychodzi z fabryki Uroda Polska, tej samej, co np seria pielęgnacyjna Melisa. Oznacza to tyle, że kupując produkty Bi Es, napędzamy nasz krajowy rynek - nie wiem, jak Wy, ale ja bardzo lubię polskie kosmetyki, więc cieszy mnie to. Moi to mój pierwszy kontakt z zapachami Bi Es, nigdy wcześniej nie miałam żadnej woni tej marki, bo wydawało mi się, że to tanie i nietrwałe zapachy. Cóż, myliłam się.  

Buteleczka Bi Es Moi ma aż 100ml, jest sporą, ciężką kulą (opakowanie jest naprawdę ładne i solidne), a koszt takiej przyjemności to od 15 do 20 złotych, więc naprawdę niewiele. Tu warto dodać, że jest to EDP, czyli woda perfumowana (zaperfumowanie wynosi około 16% - o wiele więcej, niż w przypadku wody toaletowej - na plus, jeśli chodzi o trwałość zapachu).


Główne nuty zapachowe Moi to białe piżmo, wanilia, białe kwiaty. Ja czuję wyraźną nutę kokosową, odrobinę czekolady. Zapach nie jest nachalny, nie rzuca się mocno w nozdrza, tworzy delikatną mgiełkę zapachową, trzymającą się blisko ciała. Pasuje mi bardziej na jesień i zimę, niż obecną porę roku, ale przy takiej pogodzie, jak dzisiejsza, również się sprawdzi. Jest to elegancka, słodko - kwiatowa, kobieca woń. Nie przytłacza - ani osoby noszącej, ani jej otoczenia. 

Bi Es Moi to kompozycja zapachowa bardzo podobna do Cacharel Noa. ;)

Testowałam ją przede wszystkim na koncercie w piątek i sobotę rano. Popryskawszy się o godzinie 18:00 byłam pewna, że woń szybko wyparuje. Byłam więc bardzo zdziwiona, gdy o 3:00 nad ranem wracałyśmy do domu, usiadłam wygodnie w samochodzie i poczułam nuty zapachowe Moi na swojej bluzce. Chodziłam w rozpiętym płaszczu (nie żeby z wyboru, po prostu nie da się go dobrze zapiąć - zmarzłam straszliwie!), na zewnątrz było dość wilgotno i wietrznie, a mimo to zapach przetrwał wszystkie koncerty. Byłam w prawdziwym szoku. ;) Oczywiście pozytywnym. 


Nie należy więc skreślać zapachu po jego cenie i pochodzeniu. To co, że jakieś perfumy nie są projektanckie? To co z tego, że kosztują niecałe 20zł? To nie świadczy o ich jakości. Trochę mnie dziwi podejście ludzi do tej kwestii, bo tanimi i dobrymi kosmetykami wszyscy się zachwycają, a tanie perfumy uważa się za... obciach. :) Ja mam w swoim zbiorze zarówno kosmicznie drogie perfumy D&G, Prada czy Paco Rabanne, jak i takie tanioszki, jak właśnie Moi (czy chociażby przepiękne Elode, kupione rok temu w Biedrze - cudo!). Wszystkie uwielbiam i żadnego nie uważam za "obciach" - zapach powinno się cenić za kompozycję, która tworzy niepowtarzalną woń, a nie skreślać z powodu niskiej ceny. Takie jest moje zdanie i szczerze mówiąc, denerwują mnie ludzie, którzy głośno mówią o tym, że tanie zapachy to obciach. 

A jakie Wy macie zdanie na ten temat?

You Might Also Like

0 komentarze