Suchy szampon z Biedronki - hit czy kit?

20:30


Cześć!

Dziś o produkcie, którego na moim blogu jeszcze nie było - mianowicie, o suchym szamponie. 

Kosmetyki tego typu są dość popularne od kilku lat. Do Polskich drogerii trafiły i zdobyły popularność na przełomie 2011 i 2012. roku. Wtedy właśnie postanowiłam nabyć swoją pierwszą butelkę - nie było zbyt dużego wyboru w Rossmannie (2 marki produkowały wtedy suchy szampon), a ja - wiodąca przekonaniem, że droższe = lepsze - wybrałam szampon firmy Syoss. Może nie był to zły produkt, jednak mnie bardzo skutecznie zraził do suchych szamponów. Postanowiłam jednak dać jeszcze jedną szansę takim kosmetykom i po zużyciu Syossa, kupiłam szampon Isany. I znów to samo, klapa totalna, moja niechęć do szamponów tego typu jeszcze większa. Potem miałam jeszcze styczność z kilkoma innymi, ale niestety, wszystkie powodowały u mnie to samo. 

Każdy z tych produktów sprawiał, że skóra mojej głowy (nazwana przeze mnie już niejednokrotnie kapryśną, nie bez powodu) niemiłosiernie mnie swędziała, a nawet piekła, a dodatkowo robił mi się łupież. Niezbyt przyjemne, co? Kupujesz suchy szampon po to, aby odświeżyć włosy w ostatnich godzinach przed myciem, a nie po to, aby borykać się z oklapniętą, swędzącą czupryną... Przyznam szczerze, że po takich doświadczeniach z kilkoma różnymi szamponami nabrałam do nich dystansu i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Moje włosy się z nimi nie lubią i koniec. 

Jakoś ze 2 miesiące temu do Biedry trafiły ich własne suche szampony. Zdecydowałam się dać tym kosmetykom jeszcze jedną szansę, ale już ostatnią!, i kupiłam butelkę biedronkowego szamponu. Ładna, elegancka, złota. Wybrałam zapach tropikalny (do wyboru jeszcze original i kwiatowy). Przy najbliższej okazji użyłam i... 


Jakież było moje zdziwienie, gdy nie odczułam żadnych przykrych skutków ubocznych. Zero swędzenia, zero pieczenia, zero przyklapniętych włosów. Czupryna faktycznie odświeżona, ładnie pachnąca, delikatnie usztywniona, ale w przypadku moich lejących się włosów nie jest to problem. 

I w ten cudowny sposób, ja i suchy szampon z Biedry staliśmy się przyjaciółmi. 


Nurtującą kwestią jest na pewno bielenie. Każdy suchy szampon bieli, a jak nie bieli (wersje dla ciemnych włosów np od Batiste), to brudzi bluzki i inne tkaniny. No cóż, wolę już bielenie, które nie jest dla mnie zbyt problematyczne. Owszem, mam ciemne włosy, ale potrafię suchy szampon na tyle dobrze wyczesać i wklepać w ogrom swoich włosów, że bielenie po prostu zanika. Poza tym, jeśli aplikuję ten szampon z nieco większej odległości (tak z 30cm), to bielenie jest znikome, a efekt odświeżenia włosów wciąż bardzo dobry. W to mi graj! Szampon bez problemu rozpyla się mikromgiełką, spray się nie zacina, choć moja siostra trafiła na wadliwy w tej kwestii egzemplarz.

Reasumując, za 7,99zł znalazłam swój suchy szampon - ideał, który nie powoduje na mojej głowie przykrych skutków ubocznych, a przy tym dobrze odświeża, jest wydajny (2 miesiące częstego używania to dobry wynik), ładnie pachnie, a do tego ładnie wygląda (ta złota butla jest bardzo elegancka i estetyczna). Czego chcieć więcej? Butelka tropikalna powędrowała dziś do pudła z denkiem, a do użytku weszła original. Różnią się tylko zapachem, obie wersje działają tak samo dobrze, więc przypuszczam, że kwiatowa jest równie skuteczna. ;)

Na pewno mogę polecić ten szampon tym z Was, które mają wrażliwą skórę na głowie, choć wiadomo, że każda z nas ma - tak czy inaczej - inną czuprynę i inne jej wymagania. 

Miałyście już do czynienia z tym szamponem? 


You Might Also Like

16 komentarze