Co hormony zrobiły z moją cerą?!

14:46

Cześć!

Dziś post nieco cięższy dla mnie, niż zawsze. A to dlatego, że chciałabym Wam pokazać, jakie skutki uboczne mogą nieść za sobą tabletki hormonalne... Skutki, które mnie dzień w dzień załamują, gdy patrzę rano w lustro. To wszystko ciągnie się za mną już 3 miesiące i końca nie widać, szczerze powiedziawszy. To właśnie dlatego bardzo rzadko robię dla Was makijaże z całą twarzą - nie lubię nadużywać photoshopa, a w przypadku mojej aktualnej cery jest to nieuniknione... 

Zacznijmy jednak od początku. 
Przez prawie całe życie cieszyłam się ładną cerą. Jedyne, co mi przeszkadzało, gdy chodziłam saute, to moje cienie pod oczami - no cóż, takie mam, trudno, trzeba się z tym pogodzić. W liceum na mojej twarzy ani razu nie znalazła się nawet kropla podkładu. Mój makijaż był minimalistyczny - kreska eyelinerem, trochę tuszu i jakaś pomadka. Koniec. Moja cera nie wymagała maskowania, była zawsze ładna i świeża. Od czasu do czasu wyskoczył mi jeden, góra dwa wypryski, które maskowałam odrobiną korektora i tyle. 

Wszystko się jednak zmieniło po ciąży i w czasie niej. Moja cera zrobiła się ziemista i skłonna do przebarwień. Bardzo skłonna, powiedziałabym nawet - wszystkie plamy po wypryskach czy czymkolwiek innym "siedzą" na mojej twarzy minimum pół roku... Jednak mimo wszystko, w dalszym ciągu była "czysta". Jedynym wyjątkiem był 1. trymestr ciąży, gdy moje hormony bardzo szalały i miałam co nieco na twarzy - cóż, wtedy wydawało mi się to tragedią, ale teraz jest gorzej. 

Po ciąży zaczęłam regularnie stosować tabletki hormonalne. Brałam je 1,5 roku bez przerwy, kilka typów tabletek, głównie te nieco "uszczuplone" hormonalnie, ale klasyczne też. Pozwolę sobie nie wymieniać nazw, bo to nie ma najmniejszego sensu. Skutków ubocznych było dużo, najgorszym - w momencie brania ich - były moje napady wściekłości, zazwyczaj wobec męża... Do tego dochodziły inne, typowe skutki - zerowe libido na przykład, co się w ogóle mija z celem w przypadku tabletek. W listopadzie postanowiłam odstawić. Uznałam to za dobrą decyzję i do tej pory tak sądzę, ale po 1,5 miesiąca zaczęło się piekło dla mojej cery. 

Zdjęcie z dzisiaj - tzn z 17.03.2015. :(

Z dnia na dzień wyskoczyło mi kilka wielkich, bolących gulek. Gdy się goiły, na ich miejscu pojawiały się nowe. I było ich coraz więcej i więcej. Czerwone i wielkie. Podskórne wulkany. Bardzo denerwujące, bo podczas demakijażu bolała mnie twarz w niektórych miejscach (i w sumie wciąż boli...). 

Z początku myślałam, że to wina zmiany pielęgnacji i kolorówki. Przeklęłam wszystkie moje aktualne w tamtym czasie kosmetyki, pozbyłam się ich, kupiłam apteczne kremy i rozpoczęłam "leczenie".  Ale poprawy jak nie było, tak dalej nie ma. 

W ciągu ostatnich kilku miesięcy "przewaliłam" całą masę kosmetyków. Zarówno tych pielęgnacyjnych, jak i tych do makijażu. W końcu zaczęłam czytać na temat mojej przypadłości i wyszło szydło z worka - okazało się, że po odstawieniu tabletek moja gospodarka hormonalna całkowicie się rozszalała, rozbestwiła, tworząc na moim ryjku mozaikę przebrzydłych wyprysków... Gdy jedne się zagoją, powstają drugie. Czasem malutkie, praktycznie niewidoczne, a czasem ogromne i obrzydliwe. Oczywiście moja skóra w dalszym ciągu jest mega, mega sucha, więc zdarza jej się łuszczyć na wypryskach - nie muszę mówić, jak cudownie to wygląda... 

Najgorsze jest to, że nie widzę poprawy. Wg mnie, jest coraz gorzej i nie mam zielonego pojęcia, co dalej z tym robić. Źródła wiedzy powiadają, że muszę przeczekać, a burza hormonalna potrwa jakieś pół roku od odstawienia - no to ponad połowa tego czasu już za mną... Tęsknię za moimi leciutkimi podkładami, takimi jak Face&Body od MACa czy Balm Shelter od theBalm - teraz się dla mnie kompletnie nie nadają. Muszę maskować to wszystko bardziej kryjącymi produktami, najczęściej wspierając się jeszcze korektorem czy kamuflażem - ale i tak nie udaje mi się ich zakryć w 100%, bo nie pozbędę się wypukłości na skórze. Bardzo mnie to dołuje i odbiera część pewności siebie. 

Chcę z powrotem moją cerę sprzed hormonów! Lato zbliża się wielkimi krokami, a jak nic się nie zmieni, to będę skazana na tapetowanie się nawet w najgorsze upały... Nie zniosę tego. Moja cera NIGDY tak nie wyglądała... Dla porównania filmik z "normalnym" stanem mojej skóry:


Dlatego to wszystko piszę? Aby Was przestrzec i uświadomić Wam, że hormony mogą mieć bardzo złe skutki uboczne, GDY JUŻ JE ODSTAWICIE. O tym się nie mówi wcale tak często, a tak niestety jest... Ja wiem, że wielu osobom hormony pomogły w różnych przypadłościach, ale - jak widać chociażby po mnie - krzywdę też mogą zrobić i to wcale nie taką małą... Mam nadzieję, że zdjęcie mojej nakrapianej twarzy nie spotka się z falą hejtu... Sama hejtuję swoją skórę, gdy patrzę na nią w lustrze, to mi wystarczy. ;) 

Dajcie znać, czy spotkałyście się z podobnym problemem i czy słyszałyście o jakichś rozwiązaniach, oczywiście bez ponownej ingerencji hormonów? Podobno są jakieś zioła, które to leczą... 

You Might Also Like

51 komentarze