Urban Decay Naked3 - czy warto?

12:30

Hej!

O mojej palecie Naked3 słyszałyście już wielokrotnie. Odkąd ją mam, nie wyobrażam sobie posiadania innej palety odcieni nude, choć takowe mam w swojej kolekcji - jednak Naked jest dla mnie najcudowniejsza! 

Dziś chciałabym Wam napisać o niej co nieco z perspektywy wizażystki. Być może są wśród moich czytelniczek zapalone fanki makijażu, które zastanawiają się nad zakupem tej palety i moja recenzja może się okazać pomocna. ;) 


Naked to seria palet w pięknych opakowaniach - złotoróżowa Trójka została opatrzona wielkim, wypukłym, złotym logo, a samo opakowanie palety jest mega solidne i bardzo ciężkie. Ogólnie, pudełeczko jest tak piękne, że sama w sobie paleta jest cudowną ozdobą toaletki. ;)

W środku znajdziemy duuuże lusterko i dwustronny pędzelek. 


Jeśli już o pędzelku mowa, to jest naprawdę bardzo, bardzo dobry! Jestem mega zaskoczona, bo takie aplikatory dołączane do palet zazwyczaj są bardzo mierne, a ten - jest naprawdę świetny. Z powodzeniem można nim wykonać cały makijaż oka. Włosie jest sprężyste, gęste i łatwo się je czyści, nie wypada, nie odkształca się - brawo, Urban Decay! 

Te słocze wyszły mi tak kiepskie, że aż ręce opadają, no ale kolory widać, więc już przeboleję. ;)

Naked3 kryje w sobie 12 cieni o różnym wykończeniu - jest mat, jest satyna, są drobinki i jeszcze więcej drobinek. Każdy cień jest tak naprawdę inny, ale wszystkie są przepiękne. 

Trójeczka to paleta neutralnych cieni o różowym podtonie - musicie być tego świadome podczas zakupu. Cienie są naprawdę piękne, uwielbiam takie kolory - wszystkie mają w sobie coś z różu, wszystkie! I kolory są naprawdę neutralne - ja jestem chłodnym typem urody z zielonymi oczami i te cienie bardzo, bardzo mi pasują. Podkreślają tęczówkę i koloryt mojej twarzy. 

Skoro jesteśmy już na słoczach, to warto dodać, że miałam nie lada problem ze zmyciem ich z ręki - dopiero dwufaza sobie poradziła z tymi ciemniejszymi kolorami... ;) No cóż, to chyba samo w sobie świadczy o ich trwałości - a nakładałam je oczywiście na "gołą" rękę, bez żadnej bazy. 


No i teraz czas na trochę suchych faktów. 

Gama kolorystyczna - jak już wyżej pisałam, dla mnie jest piękna, jednak na pewno znajdą się osoby, którym nie do końca się ona spodoba. Jest to paleta perfekcyjna do makijaży ślubnych przede wszystkim, a więc idealna do pracy. Te z Was, które nie lubią różu i chcą używać tej palety na co dzień, mogą nie być zadowolone - choć wydaje mi się, że tak naprawdę po dłuższym kontakcie każda z Was znalazłaby wspólny język z odcieniami Trójki. Zrobicie nią każdy makijaż - od bardzo delikatnego dzienniaka, po cudowny, głęboki wieczorowy dymek z połyskiem. 

Trwałość - na bazie i bez bazy cały dzień. Cienie nie bledną, nie rolują się, nie zanikają. Nie mam im nic do zarzucenia w tej kwestii. Moje powieki są co prawda suche, ale także i lekko opadające, ale nigdy nie miałam problemu z rolowaniem się cieni - tutaj także on nie występuje. 

Pigmentacja - mega. Wystarczy delikatnie musnąć cień (i tak robiłam słocze), aby otrzymać sporo koloru na pędzlu. Nawet maty mają w sobie bardzo dużo pigmentu. 

Konsystencja, właściwości - cienie są bardzo kremowe w dotyku, takie cudownie aksamitne. Nie osypują się, współpracują z każdym pędzlem, a nawet z palcem. Jedyny cień, z którym niektórzy mogą mieć problemy, to Dust (drugi od lewej) - jest to ogromne skupisko cudownych, różowych drobinek rozświetlających, które trzeba do czegoś przykleić, aby się trzymały na oku. Ja ten cień uwielbiam, jest wyjątkowy. Ze wszystkimi odcieniami pracuje się bardzo przyjemnie, łatwo się blendują, łączą ze sobą w spójną całość i każdy do każdego pasuje. 

Cena - i tutaj zaczyna się ból. Regularna cena w Sephorze to 199zł, jednak czasem można trafić na zniżki, promocje itp itd - ja swoją paletę nabyłam za niecałe 180zł. Czy uważam, że to dużo? Generalnie tak. Gdybym nie pracowała w zawodzie, to na pewno nie kupiłabym sobie takiej palety - zanim zaczęłam się pasjonować wizażem, kupno takiej palety było dla mnie całkowitym kosmosem, nawet Sleeki (wtedy po 20zł z groszami) były dla mnie drogie... ;) Jednak w momencie, gdy maluję ludzi i jakość ma dla mnie pierwszorzędne znaczenie, cena ta nie jest zbyt wysoka. Mam gwarancję, że wymarzony makijaż moich Panien Młodych będzie się trzymał do bladego świtu, a cienie będą pięknie odbijały światło na zdjęciach i filmie. 

Ale czy warto? Wg mnie - tak. Jednak jeśli nie pracujecie w makijażu, to musicie same sobie odpowiedzieć na to pytanie, bo jest to jednak duży wydatek. Dla mnie jest to perfekcyjna paleta ślubnych odcieni oraz nudów przełamanych różem - ja kocham takie kolory i gdy tylko zobaczyłam Naked3, wiedziałam, że musi być moja - i jest. Uwielbiam ją i nie zamieniłabym na żadne inne nudziaki. ;) 

I jeszcze kilka przykładowych mejkapów, stworzonych jedynie za pomocą tej palety:




I to by było chyba na tyle, jeśli chodzi o Trójeczkę. Jak się Wam podoba? 

You Might Also Like

19 komentarze