Shea Butter Formula.

19:49

Hej!

Czy Wy też macie większe problemy ze skórą zimą? Moja staje się swędząca, piekąca, przesuszona, muszę o nią odpowiednio dbać i ciągle ją nawilżać, używając przy tym intensywnych balsamów. W tym roku nie jest inaczej. Gdy tylko zaczęły się chłodniejsze dni, moja skóra zaczęła cierpieć. Wyposażyłam się zatem w treściwe balsamy i jednym z nich jest Shea Butter Formula firmy Palmers. I to właśnie o nim dzisiaj przeczytacie. 


Przed spotkaniem w Bajkowym Zakątku, gdzie owy balsam otrzymałam, firma Palmers spytała nas, co konkretnie byśmy chciały z ich asortymentu. Mój wybór padł właśnie na serię Shea Butter Formula, ponieważ miałam kiedyś balsam Cocoa Butter Formula, który był dobry, dlatego doszłam do wniosku, że tym razem wypróbuję coś z innej serii - a jest ich kilka. 

Generalnie, kosmetyki firmy Palmers wzbudzają lekkie kontrowersje - z jednej strony, są bardzo lubiane i chwalone, a z drugiej wiele osób zarzuca im napychanie składu parafiną. Tutaj parafina jest, i to dość wysoko w składzie, przez co z początku miałam mieszane uczucia względem tego balsamu.


Żeby jednak nie być gołosłowną, dodaję zdjęcie, gdzie widzicie skład - na początku woda, potem parafina, a następnie masło shea. Czy taki balsam ma rację bytu i czy w ogóle działa? Pewnie wiele osób się nad tym zastanawia. Ja używam go już ponad 2 tygodnie dzień w dzień i mam wyrobioną opinię na jego temat - niżej się dowiecie, co o nim myślę. 


Zanim jednak przejdziemy do mojego zdania, jeszcze kilka szczegółów.

Opakowanie jest średnio wygodne, często dozuje zbyt dużą ilość produktu, a po zużyciu połowy butelki (jestem mniej więcej na takim poziomie teraz) ciężko produkt ze środka "wytrząsnąć" - wynika to z faktu, że balsam - mimo lekkiej konsystencji - jest gęsty. Wygodniejsza byłaby wersja z pompką i wiem, że taka jest dostępna w sprzedaży przy opakowaniu o pojemności 400ml. 

Butelka 250ml, którą widzicie na zdjęciach, kosztuje około 15zł w sklepach internetowych - nie wiem, ile "stoi" w aptekach, ale pewnie kilka złotych więcej, jak to bywa stacjonarnie. ;)


I teraz najważniejsze, czyli działanie!

A działanie jest super. Moja skóra jest doskonale nawilżona, miękka i pachnąca po użyciu tego balsamu - zapach jest dziwny, ale ładny. Z jednej strony ma taki lekko roślinny zapach, a z drugiej czuję w nim nuty banana i kokosa, więc mi ta woń pasuje - ale na pewno znajdą się osoby, którym nie będzie się podobała, dlatego warto ten produkt powąchać przed zakupem.

Balsam łatwo się wsmarowuje, szybko się wchłania, a skóra trzyma nawilżenie przez długi czas - aż do wieczornej kąpieli. Nie czuć przez ten czas suchości, spięcia, ani żadnego pieczenia wywołanego zimnym powietrzem. Skóra jest dobrze chroniona, a bezpośrednio po posmarowaniu nie czuć na niej tłustej warstewki - balsamu można użyć rano i od razu się ubrać. 

Jestem więc bardzo na TAK. Ten produkt na tyle mnie do siebie przekonał, że na pewno kupię większą wersję po zużyciu aktualnego opakowania (i innych, otwartych zapasów). Wypróbuję też inne produkty firmy Palmers, bo widzę, że działanie jest naprawdę bardzo dobre - być może sięgnę po coś do twarzy w najbliższym czasie, gdyż aktualnie kończy mi się moja Ziaja kakaowa i trzeba się będzie wyposażyć w jakiś nowy krem, może coś innego dla odmiany. ;) 

Znacie firmę Palmers? Jeśli tak, to napiszcie koniecznie, jakie kosmetyki polecacie. :) 





You Might Also Like

12 komentarze