1+1 W ROSSMANNIE - moje ŁUPY.

15:03

Hej!

Jak zapewne większość z Was wie, od 10.11. do 19.11. trwa w Rossmannie promocja kolorówkowa - tym razem zasady są jednak nieco inne, niż przy poprzednich promocjach, mianowicie polega to na tym, że przy zakupie 1 kosmetyku kolorowego, drugi w tej samej cenie lub niższej dostajesz gratis. Opłaca się? Opłaca, tym bardziej, że jeśli kupujesz kilka kolorów tego samego produktu, to wychodzą one o 50% taniej, a nie o 40%, tak jak wcześniej. ;)

Ja nie nastawiałam się na ogromne zakupy, bo nie byłam do końca pewna, czy w ogóle coś będę chciała i czy te produkty, które mnie ewentualnie interesują, będą jeszcze dostępne. Gdy wczoraj pojawiłam się w Rossmannie, byłam nieco zdziwiona, ponieważ nie zauważyłam tłumów ani oblężenia przy szafach, jak to zawsze bywało podczas takich promocji - cóż, najwyraźniej dla ludzi 1+1 jest mniej atrakcyjną opcją, niż -40%. Szafy były więc jeszcze pełne, dlatego miałam duże pole do popisu i zdecydowałam się na następujące rzeczy: 


Fantastyczne kredki do ust Lovely Colorwear - cena mega, bo za dwie sztuki zapłaciłam chyba 7,50zł (czy coś w tych okolicach), a produkty te znam już od dawna i nawet recenzowałam dwa inne odcienie jakiś czas temu (klik). Teraz posiadam już wszystkie 4 odcienie i z dwóch nowych jestem mega zadowolona - odcień numer 4 to piękny, niespotykany kolor, idealny na jesień, a odcień numer 2 to klasyczny, neutralny i dość jasny nudziaczek.


Następne 2 produkty to też kosmetyki firmy Lovely (Wibo), ale tych wcześniej nie używałam - są to cienie w kredce. Mam odcień numer 4, czyli jasny, połyskujący turkus i odcień numer 1, czyli rozświetlający, perłowy różobeżyk. Uwielbiam testować tanie, obiecujące kosmetyki i zauważyłam, że Wy też chętniej czytacie recenzje właśnie takich produktów, dlatego spodziewajcie się słoczy w niedługim czasie (zarówno kredek do ust, jak i do oczu). Za 2 sztuki zapłaciłam też coś około 7,50zł. 


I ostatnie kosmetyki to cienie Color Tattoo z Maybelline. Na zdjęciu widzicie 3 sztuki, ale kupiłam oczywiście 4, żeby się bardziej opłacało - 40 Permanent Taupe (i tego odcienia kupiłam właśnie 2 sztuki, bo jeden chciała też moja mama), 35 On and On Bronze oraz 25 Everlasting Navy. Cienie są pomacane oczywiście przeze mnie, nie kupiłabym otwieranych produktów - tym razem nie było problemu ze znalezieniem zamkniętych słoiczków. ;) Uwielbiam CT i mam już prawie wszystkie kolory, które są dostępne na polskim rynku - a niestety, jest on dość ubogi... W każdym razie, za jeden słoiczek wychodziło 12zł, co jest ceną atrakcyjną, bo produkty są nie do zdarcia. ;) 


W drodze powrotnej zajechałam jeszcze do Lidla, gdzie w moje łapki wpadł oliwkowy żel do mycia buzi za całe 4,50zł. Akurat wykończyłam mój żel z Rossmanna (nie pamiętam, jak się nazywał, ale był kiepski i wkrótce zobaczycie go w denku...), więc żel z Cien od razu wrzuciłam do koszyka. Po przyjściu do domu, zaczęłam zmywać nim makijaż i... WOW. Dawno nie miałam żelu, który zmyłby 100% makijażu bez najmniejszego problemu, także produkt jest bardzo fajny i świetnie myje. Szkoda, że nie jest dostępny w regularnej sprzedaży (chyba)... 

Ja generalnie bardzo lubię Lidla i uważam, że mają produkty fajnej jakości. Wczoraj obkupiłam moją córę, bo akurat było dużo dziecięcych ciuszków na wyprzedaży i wiele z nich wpadło nam do koszyka... Myślę, że każda mama zgodzi się ze mną, że kupowanie rzeczy dla dziecka sprawia największą przyjemność (o wiele większą, niż robienie zakupów dla siebie ;)). 



I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje zakupy. Nie ma tego dużo, ale niczego więcej nie potrzebuję, choć nie wykluczam, że jeszcze skorzystam z promocji - być może na jakieś tusze do rzęs i eyelinery, ale zobaczymy, jest jeszcze troszkę czasu. ;)


 A jak tam u Was? Jak Wasze rossmannowe zakupy? ;)

You Might Also Like

30 komentarze