Idealna tafla, czyli Vivid Baked Highlighter od Makeup Revolution.

21:01

Hej!

Dziś post o produktach, które pokochałam całym sercem, gdy tylko znalazłam się w ich posiadaniu. Jeśli śledzicie mojego pejdża, to na pewno zdążyłyście (zdążyliście, jeśli są tu jacyś Panowie ;)) zauważyć, że często o tych produktach wspominam i dość często też je pokazuję. Były pokazane w akcji w moich ostatnich makijażowych filmikach.

Mowa oczywiście o wypiekanych rozświetlaczach firmy Makeup Revolution. 


Jak widzicie, posiadam wszystkie 3 odcienie - Pink, Peach i Golden. Ten ostatni jest trudno dostępny i jest na niego zdecydowanie największy popyt - potem jest Peach, a na końcu Pink (a przecież jest tak dużo kobiet o chłodnym kolorycie cery!). 


Każdy rozświetlacz ma aż 7,5g, przy czym warto zaznaczyć, że są to produkty wypiekane, a więc bardzo wydajne. Ze sposobu produkcji wynika także ich konsystencja - widziałam na wielu blogach, że dziewczyny skarżą się na suchość produktu i brak aksamitności, ale tak właśnie jest z produktami wypiekanymi, że zazwyczaj są one bardziej miałkie i suche, niż produkty prasowane. Nie należy się zniechęcać, ponieważ ich przyczepność do skóry jest - wbrew pozorom - taka sama, a nawet lepsza, niż w przypadku produktów prasowanych. 


Wszystkie 3 rozświetlacze są jaśniutkie i będą pasowały nawet dla osób bardzo bladolicych, gdyż nie dają koloru na policzku (no, może z wyjątkiem Peach, ale o tym niżej). Wybór odcieni jest wystarczający, aby każdy znalazł coś dla siebie. Powiem szczerze, że ja lubię wszystkie 3 sztuki i wszystkich używam, mimo neturalno-chłodnego typu urody. ;) 


Na powyższym zdjęciu widzicie Pink Lights, od którego zaczęłam swoją przygodę z tymi rozświetlaczami. Wydawał mi się najbardziej odpowiedni do mojej karnacji i nie myliłam się. Jest to piękny, biało - srebrny rozświetlacz, dający cudowną i intensywną taflę na policzku. Spośród wszystkich trzech odcieni, ten jest bardziej napigmentowany. 


Następnie, w moje rączki wpadł Peach Lights, który jest odcieniem bardzo zagadkowym. Sugerując się nazwą, można wywnioskować, że jest to ciepły produkt - ja bym pomyślała, że ma odcień cydru lub szampana. Nic bardziej mylnego. ;) Jest to jedyny spośród tych trzech rozświetlaczy, który daje na policzku mgiełkę koloru - i to nie byle jaką, bo różową. I warto zaznaczyć, że nie jest to ciepły odcień różu. Dla osób o bardzo jasnej karnacji może funkcjonować jako duochromatyczny róż do policzków, gdyż delikatnie różowa tafla mieni się także na biało.
W kwestii pigmentacji jest na drugim miejscu, ale ma zupełnie inną strukturę, niż Pink i Golden - jest bardziej gładki, mocniej "wyprasowany" i nieco suchszy, niż pozostałe dwa. Różnica w konsystencji jest nawet widoczna gołym okiem, gdy patrzy się na kosmetyk w opakowaniu.


Ostatni w kolejności był Golden Lights, który - wg mnie - jest zachwycającym produktem, bo przypomina mi SunBeam. Daje cudowną, złotą taflę, która pięknie będzie podkreślać opaloną twarz, ale także i dekolt, ramiona i nogi na sesjach zdjęciowych. Wyjątkowy i bardzo (najbardziej z wszystkich trzech) wszechstronny produkt, który spodoba się duuuużej ilości kobiet, ze względu na cudowny, złoty (ale nie przesadnie) kolor. 
Pigmentacyjnie na trzecim miejscu, ale różnice w pigmentacji pomiędzy poszczególnymi odcieniami są mikroskopijne - to nie jest tak, że jeden jest bardzo napigmentowany, a drugi słabo, o nie. Każdy z nich jest bardzo mocnym produktem, tylko nieco się między sobą różnią.


Żeby nie być gołosłowną ;), przedstawiam Wam "słocze". 
Jak widzicie na powyższym zdjęciu, Golden to delikatne złoto, wpadające lekko w biel, Pink to typowe srebro, a Peach - jak już wyżej wspominałam - ma w sobie wyraźne, różowe tony, przez co jest produktem raczej dla chłodnych typów urody (a już na pewno nie będzie pasował tym z Was, które mają cerę naczynkową). 


Wszystkie 3 rozświetlacze tworzą piękną, idealną, bezdrobinkową taflę, która cudownie się mieni w sztucznym i naturalnym świetle. Są bardzo wydajne, nie pylą,  nie kruszą się (jeden z nich mi spadł, uuupssss!, ale nic mu się nie stało, na szczęście), a dają na skórze niesamowite efekty.

Z pewnością jest to produkt BARDZO godny polecenia, a już na pewno dla takich sroczek, jak ja ;). Warto tutaj wspomnieć, że jedna sztuka kosztuje 15 (!!) złotych, co jest ceną - wg mnie - kosmicznie niską, biorąc pod uwagę, że rozświetlacze theBalm kosztują w okolicach 70zł/szt. Tu otrzymujecie bardzo podobny efekt, ale płacicie za niego o wiele mniej. 

Ja polecam więc całym sercem. ;) A jutro na kanale filmik, gdzie będę pokazywać dokładniej te produkty wraz z różami z tej serii, oraz pokażę Wam, jak i czym można je nakładać. ;) 

Jak się Wam podobają te ślicznotki? ;)

You Might Also Like

14 komentarze