Delikatna Cindy-Lou, czyli róż i rozświetlacz w jednym od theBalm.

21:04

Hej!

Wczoraj była Betty, a dziś czas na obiecaną Cindy. Jeśli chodzi o ten produkt, to z początku wcale mnie nie zaciekawił, bo wydawało mi się, że to taki zwyczajny ciepły różo-rozświetlacz... Tak jednak wyszło, że stałam się jego posiadaczką i teraz bardzo namiętnie go używam. Co mnie w nim urzekło? Czytajcie dalej. ;) 


Zacznijmy od opakowania - klasyczna, jak na tę serię, puderniczka ze zdjęciem poszukiwanej piękności - Cindy to śliczna, rudowłosa kobieta o jasnej cerze i intensywnych ustach. Czyż nie jest piękna? Tak samo zresztą, jak i Betty. ;) Opakowanie jest dla mnie totalnie czarujące, jak chyba zresztą wszystkie opakowania kosmetyków theBalm - słodkie, kobiece, z elementami vintage i pin up. Czego chcieć więcej? ;) 

W środku znajdziemy 8,5g produktu, który kosztuje 65zł (ceny wszystkich trzech sióstr są takie same, również pojemność jest identyczna). 


Wewnątrz znajdziemy oczywiście lusterko i... tajemniczo wyglądający produkt. ;) Z pozoru brzoskwiniowy, jaśniutki róż, idealny dla bladziochów, wcale nie taki mocno rozświetlający, ale jego magia ujawnia się dopiero po użyciu go. 


Jak widzicie na powyższym zdjęciu, kosmetyk ten jest bardzo mocno napigmentowany - wystarczy delikatnie przejechać po nim palcem, aby otrzymać taką plamę koloru, jak wyżej. Jest to jednak jaśniutki produkt, którym tak naprawdę ciężko sobie zrobić krzywdę, więc jest z pewnością dobry dla mniej wprawionych w użytkowaniu. ;)


Na skórze mojej dłoni, gdzie jest jeszcze sporo opalenizny, kolor praktycznie się nie wybija - no, może jedynie odcieniem, ale nie tworzy smugi kolorystycznej, raczej delikatnie połyskującą mgiełkę koloru - a moja ręka nie jest bardzo ciemna.

Znów mamy do czynienia z piękną, bezdrobinkową taflą, choć tafla tworzona przez Cindy jest nieco bardziej subtelna i delikatna, niż tafla od Betty oraz Mary. 

Niby róż, a jednak nie do końca róż, bo jest jaśniutki. Tak naprawdę, jest to bardzo zagadkowy produkt i wcale nie taki oczywisty, na jaki wygląda. 

 No i najważniejsze, czyli jego wygląd na twarzy. ;)

Jak widzicie, Cindy delikatnie podkreśla naturalny kolor skóry, podbija go, tworząc jaśniutki rumieniec. Efekt końcowy to delikatna, subtelna, pięknie się mieniąca mgiełka brzoskwinki, która momentami ma w sobie chłodne podtony (to jest najbardziej ciekawe!). 

Daje efekt zdrowej, wypoczętej, idealnej skóry, nie wchodzi w pory, nie podkreśla zmarszczek. Nie tworzy plam, idealnie się rozciera, a do tego jest bardzo, bardzo trwała, jak na produkt theBalm przystało. ;) Trzeba z nią postępować delikatnie, aby jej nie skruszyć, dodatkowo lubi pylić. 

Reasumując, polecam każdej fance rozświetlonych, zdrowych policzków - Cindy to taki produkt, który będzie pasował każdemu, na każdą porę roku i na każdą okazję. ;) 

Jak Wam się podoba druga z sióstr? ;)

You Might Also Like

12 komentarze