Cudna Betty-Lou, czyli złoty bronzerorozświetlacz theBalm. ;)

18:56

Hej!

Na pewno słyszeliście nie jeden raz o cudownych kobietach z theBalm? ;) Tak się składa, że jestem posiadaczką wszystkich trzech opcji, w tym dwóch pełnowymiarowych (Mary-Lou mam w palecie Balm Jovi). Nie będę ukrywać, że jestem fanką marki theBalm i jak na razie tylko jeden kosmetyk z ich asortymentu nie do końca przypadł mi do gustu, ale dziś nie będę o nim pisać. 

Na Betty-Lou Manizer zachorowałam już dawno temu. Uwielbiam błyszczące policzki i nigdy nie spotkacie mnie na ulicy z matowymi, o nie. ;) Betty zdecydowanie wpisuje się w moje standardy i dlatego skradła moje serce, totalnie! Razem z Cindy, ale o niej jutro... ;) Jeśli macie ochotę poczytać troszkę moich zachwytów na temat Betty, czytajcie dalej. ;) 


Betty występuje w takim samym opakowaniu, jak pozostałe 2 siostry - jest to okrągła, dość duża puderniczka ze zdjęciem poszukiwanej ;) - w tym przypadku, jest to piękna brunetka z ciemną karnacją, dużymi ustami i zalotnym spojrzeniem. Jest śliczna, tak samo jak wnętrze. ;) 

Produktu w opakowaniu znajdziemy 8,5g i musimy za niego zapłacić około 65zł.


W środku znajdziemy przepiękny produkt o niesamowitych właściwościach odbijających światło. Kosmetyk ma śliczny, ciepły, złotobrązowy odcień, który przy ciemniejszej karnacji może spokojnie służyć za rozświetlacz. 

To zdjęcie idealnie odzwierciedla kolor produktu - takie stare, ciepłe złoto.

Kosmetyk ten cechuje się niesamowitą pigmentację - trzeba z nim postępować ostrożnie, ponieważ użyty w zbyt dużej ilości, stworzy nam policzki o nieco komicznym wyglądzie... ;) Ja najbardziej lubię go nakładać pędzelkiem typu skunks, bo wtedy nie ma mowy o plamach, ani o zbyt dużej ilości produktu na twarzy. 


Betty-Lou tworzy idealną, bezdrobinkową taflę, która niesamowicie się mieni - niejeden rozświetlacz może jej tego pozazdrościć. ;) Odcień pozornie jest trudny, jednak produkt może nam tak naprawdę służyć za różo-rozświetlaczo-bronzer, gdy nałożymy go pod kość policzkową i delikatnie rozetrzemy do góry. Świetnie się sprawdza przy wszelkich makijażach typu glamour i idealnie pasuje osobom starszym, ponieważ ożywia buzię i nadaje jej koloru oraz blasku. 


Powyższe zdjęcie wyszło nieco zbyt ciepłe, w rzeczywistości efekt nie jest aż tak "słoneczny", choć odpowiednio zaaplikowana Betty stworzy nam iluzję świeżej, pięknej opalenizny, dlatego można ją nakładać nie tylko na twarz, ale także i na ciało, podczas sesji zdjęciowych.  

Produkt pięknie wygląda, trzyma się cały dzień, nie tworzy plam (oczywiście, jeśli się go umiejętnie nakłada), a do tego doskonale się blenduje, generalnie współpraca z nim jest bardzo przyjemna. Trzeba jedynie uważać podczas nabierania go na pędzel, bo jest miękki i lubi pylić, przez co odrobina produktu ląduje zawsze na podłodze, a szkoda, by takie cudo się marnowało. ;) Dlatego zachęcam, aby nakładać go jednak lekką ręką. ;)

Teraz używam go od czasu do czasu, bo nie lubię rutyny i często zmieniam produkty, które kładę na twarz, ale latem - z pewnością będzie moim hitem. ;)

A Wam, jak spodobała się Betty?

You Might Also Like

8 komentarze