I znów o korektorze! Time Balm Concealer.

21:54

Hej!

Jak widzicie po tytule, w tej notce kontynuuję temat, który zaczęłam w poprzedniej - korektory. Oczywiście te pod oczy, choć bohater dzisiejszego posta nie jest wcale aż tak oczywisty. Wiele osób może źle zinterpretować jego przeznaczenie przez teoretyczną konsystencję i opakowanie. Jednak, w moim skromnym mniemaniu, jest to malutki... dobrodziej. :) 


Bohater dzisiejszego postu to korektor firmy theBalm, do której - jak już wiecie ;)) - mam porządną słabość. Maleństwo nosi uroczą nazwę - Time Balm, oraz ma równie urocze opakowanie (zarówno pudełeczko, jak i sam słoiczek, co zresztą widać na powyższym zdjęciu). 

Ja mam w odcieniu Lighter Than Light, czyli najjasniejszym w gamie. Produkt ma 7,5g (dużo!, a opakowanie jest malusie) i za taką ilość zapłacimy około 50zł.


Time Balm to korektor, który wg producenta nadaje się na każdą niedoskonałość - zarówno na cienie pod oczami, jak i wypryski, oznaki zmęczenia, przebarwienia itp itd. W składzie znajdziemy dobroczynne substancje nawilżające, które mają pozytywnie wpływać na nasze małe problemy skórne.

Powiem szczerze, że trochę się "czaiłam" z zakupem, ponieważ bałam się, że będzie to ciężki, tłusty produkt w typie raczej kamuflażu, niż korektora pod oczy - patrząc na słoiczek, można odnieść takie wrażenie... Nic bardziej mylnego. Produkt, owszem, jest gęsty i treściwy, ale po zetknięciu z ciałem nabiera konsystencji lekkiego musu i bardzo łatwo się go rozprowadza pod oczami - równie szybko i sprawnie, jak w przypadku płynnych korektorów. Jest przy tym fajnie kremowy. 


Wystarczy delikatnie przejechać palcem po wierzchu produktu, aby zrobić na skórze taką kropę, jaką widzicie powyżej - niezłe krycie, co? ;) Mi też się podoba. ;) Taką samą ilością spokojnie zakryjemy nawet ciemne cienie pod oczami, delikatnie wklepując produkt opuszkami palców w skórę (tak się go najwygodniej i najskuteczniej aplikuje). 


No i teraz to, na co czekacie! Czyli efekty na skórze. :) Na zdjęciu widzicie korektor solo, bez pudru, jedna warstwa, wklepana palcami w skórę. 

Do zakrycia tego obszaru wystarczyła mi ilość, jaką widzicie na zdjęciu wyżej, na dłoni. Produkt naprawdę doskonale kryje. Nie ma szans, aby jakiś cień się przy nim uchował - a krycie można tutaj jeszcze stopniować. ;)

Produkt ma matowe wykończenie, ale utrwalenie pudrem jest i tak mile widziane. Wpływa to pozytywnie na jego trwałość, choć tutaj i tak nie można narzekać - korektor trzyma się cały dzień bez szwanku, nie ciemnieje nawet w najmniejszym stopniu, dzięki czemu fantastycznie rozświetla i nadaje naszym oczom świeżości, której czasem brakuje, gdy za mało śpimy (lub po prostu, mamy z natury zaciemnione okolice oczu, tak jak np ja ;)). 

I co myślicie o tym korektorze? Ja go pokochałam, choć przyznam szczerze, że jeszcze żaden produkt z gamy theBalm mnie nie zawiódł - wielbię tę firmę i ubolewam nad tym, że nie mam do niej dostępu stacjonarnie (grrr, wrrr, brrr). 

Dajcie znać, czy miałyście kiedyś styczność z marką theBalm - a jeśli tak, to czy lubicie ją tak samo mocno, jak ja? ;)

You Might Also Like

16 komentarze