Masełkowe orzeźwienie na lato.

19:30

Witajcie!

Drugi post dzisiaj. ;) Rzadko się to zdarza, jednak skoro już mam trochę czasu, to dlaczego miałabym go nie wykorzystać w celach blogowych? ;) No właśnie. 

Skoro już pisałam o owocowym peelingu, wypadałoby napisać o jakimś owocowym smarowidełku do ciała. Wiem, że ostatnio nie po drodze Wam - i mi też! - do smarowania się balsamami, bo ciężko wytrzymać z warstewką nawilżacza na ciele, gdy w pokoju jest w nocy 29 stopni (tak, tragedia, wiem...). Warto jednak pamiętać o tym, aby chociaż od czasu do czasu - nawet przy takich upałach - potraktować naszą skórę czymś miłym, aby za bardzo nie ucierpiała od ostrego słońca... ;) 

Moim ulubieńcem jest w ostatnim czasie masełko papajowe firmy Bielenda. 


Jakiś czas temu te masełka pojawiły się w Biedronce - kusiły niską ceną, jednak po zerknięciu na pojemność, cena stawała się normalna (początkowo 5,99zł za 100g, gdzie zazwyczaj masła mają minimum 200g i opakowanie owego masełka jest mylące, bo normalnej wielkości). Z początku wcale mnie więc nie kusiły - ani cenowo, ani zapachowo. Oprócz papai, dostępna była jeszcze wersja arbuzowa i winogronowa. Jeśli dłużej czytacie mojego bloga, to zapewne wiecie, że ja nie jestem fanką owocowych aromatów - wolę słodkie otulacze.

Przyszedł jednak moment, że w mojej Biedronie przecenili te masełka na 3zł. Do wyboru zostało już tylko papajowe i winogronowe, a że nie lubię tego drugiego zapachu, chwyciłam papaję - w dodatku napis "Active - ujędrnienie (w które nie wierzę) i nawilżenie" brzmiał kusząco. I w ten oto sposób, masełko trafiło do mojej (przepełnionej...) szafki. Otworzyłam je tego samego dnia i... W moje nozdrza uderzył zapach. 


I to zapach wcale nie byle jaki. Zapach mocny, orzeźwiający, owocowy. Letni i lekki. Pobudzający. 

Wiem, że upały nie sprzyjają smarowaniu się. Zresztą, już wyżej o tym wspomniałam. Ale masło papajowe jest idealne, kiedy musimy się posmarować, bo skóra woła "Pić, pić!" i swędzi niemiłosiernie, np po peelingu całego ciała. To owocowe smarowidło szybciutko się wchłania, pozostawiając skórę mięciutką i pachnącą bardzo intensywnie, na bardzo długi czas. 


Jest nietłuste i ma przyjemną, puszystą konsystencję - nie jest ona typowo masełkowa, tępa. O nie - jest leciutka, jak puch i łatwo się rozsmarowuje. Mogłabym nawet rzec, że nie jest to masło - raczej jest to puchaty owocowy deser dla ciała. 

Zanotowałam jeden minus - masełko nie jest zbyt wydajne, ale cóż. ;) W końcu nie jest go też zbyt dużo w opakowaniu. 

Jednak poza tym, jest absolutnie świetne na lato. Zapach jest świeży, ładny, orzeźwiający, a samo masło nie powoduje dyskomfortu - nie zostawia lepkiej warstwy, ani tłustej. Szybciutko się wchłania, dzięki czemu zaraz po aplikacji, można się ubrać i wyjść na słoneczko. 

Znacie to masełko? Czym pielęgnujecie skórę w takie upały?

You Might Also Like

6 komentarze