Luksus dla ciała, czyli Tajski Kwiat Lotosu.

21:57

Hej!

Ostatnio zawzięłam się w kwestii recenzji kosmetyków pielęgnacyjnych, więc dziś kolejny z nich. Znów do ciała, ale tym razem nieco inny, niż reszta. Dlaczego inny? O tym za chwilkę. 

Dziś o luksusowym, kremowym musie do ciała Tajski Kwiat Lotosu, firmy Avon. 

Z serią lotosową miałam do czynienia już dawno temu - używam maseczki lotosowej, która oczyszcza pory. Nie wiem, czy jest wciąż dostępna, bo na razie mam "zapas", ale bardzo ją lubię, na pewno kiedyś bym chciała znów się w nią zaopatrzyć...

W każdym razie, zawsze bardzo podobał mi się zapach owej maseczki i któregoś razu zwróciłam uwagę na mus do ciała z tej samej serii - zawsze jednak był drogi, kosztował przynajmniej 25zł, a ja nie wydaję tyle na balsamy do ciała, więc powstrzymywało mnie to przed zakupem. W którymś katalogu, jesienią 2013, znajdował się jednak na wyprzedaży za 10zł, skorzystałam wtedy z okazji i zamówiłam. Jakie są moje wrażenia? 


Zacznijmy może od podstaw. 

Mus znajduje się w szerokim, plastikowym słoiczku - klasycznym dla kosmetyków z serii Planet Spa (które są, moim zdaniem, całkiem fajne). Słoiczek jest biało-liliowy i wygląda dzięki temu ładnie na półce. 

W środku znajduje się 200ml produktu. 


Nie byłabym sobą, gdybym nie zajrzała w skład kosmetyku. W pierwszej dziesiątce znajdziemy glicerynę, olej makadamia i olej sezamowy, oprócz nich substancje pomocnicze. Dalej substancje zapachowe i mikroskopijne ilości innych ekstraktów, konserwanty i takie tam. Skład przeciętny. 

Dzięki zawartości gliceryny i olejków, mus faktycznie nawilża i to w miarę dobrze. Nie jest jednak jednym z tych kosmetyków, które szybko się wchłaniają - pozostawia na skórze delikatnie lepką warstewkę, która znika po dłuższym czasie, zostawiając skórę miękką i odżywioną. Generalnie, właściwości pielęgnujące są przyzwoite. 


Konsystencja to faktycznie kremowy mus - niby lekki, a jednak dość treściwy. W kosmetyku spodobało mi się to, że po roztarciu na skórze jest perłowy ;) - dla takich sroczek, jak ja, jest to coś bardzo przyjemnego. Nie ma on jednak mocnych właściwości rozświetlających, jedynie delikatnie podbija naturalne piękno skóry. Mi się ten efekt podoba, lubię takie kosmetyki. 


Producent nazwał ten kosmetyk "luksusowym"  i uważam, że jest to całkiem trafne określenie. Mus ładnie wygląda na skórze, całkiem nieźle ją pielęgnuje, ale przede wszystkim - i za to go kocham! - wspaniale pachnie. Nie mam pojęcia, jak pachnie lotos, ale w musie wyczuwam z pewnością nutę jaśminu, jakieś inne, słodkie kwiaty, jest też wybijające się świeża nutaZapach ten jest mega, mega intensywny, a więc ja nie używam tego musu wieczorami, po kąpieli. Używam go wtedy, gdy gdzieś wychodzę - najczęściej rano, przed uczelnią, ale wieczorami też mi się zdarzyło, gdy wybierałam się z mężem na kolację. Aromat tego musu utrzymuje się bardzo długo, przenika przez ubrania i nie zmienia się, wciąż jest tak samo piękny. Wielokrotnie padały pytania, jakich używam perfum, bo pięknie pachną. ;)

Dla mnie ten mus jest więc udanym produktem - wystarczy niewielka ilość, aby był wyczuwalny, dodatkowo delikatnie dopieszcza podstawową pielęgnację mojego ciała, gdy go używam. Wydaje mi się, że będzie się też fajnie sprawdzał latem, przy większej ilości odkrytego ciała - skóra będzie się fajnie, ale subtelnie mienić w słońcu.

Znacie ten produkt? Lubicie kosmetyki z Avonu? Piszcie koniecznie. ;)

You Might Also Like

18 komentarze