Liley.pl - kremy na zamówienie. Moje wrażenia.

17:16

Hej!

Na początku chciałam Was przeprosić za ostatnie nieobecności - wiem, że czekacie na notki i bardzo Wam dziękuję za liczne (11!) wiadomości na pejdżu, w takich momentach człowiek wie, że ktoś naprawdę czyta bloga. :) Ostatnio mało mnie tutaj, bo skupiam się na... powiedzmy, pewnym projekcie prywatnym, o którym wkrótce się dowiecie, jeśli się wszystko uda. Kosztuje mnie to bardzo dużo pracy i tej pracy będzie tylko więcej z czasem, ale myślę, że warto i mam nadzieję, że wszystko wyjdzie - trzymajcie mocno kciuki. :)

Dziś przychodzę do Was z postem, do którego napisania zbierałam się przez kilka ostatnich dni. 


Jakiś czas temu, na spotkaniu blogerek (klik), każda z nas dostała voucher od Liley.pl na stworzenie sobie dwóch kremów, idealnie dobranych do naszych osobistych wymogów. Bardzo się z tego vouchera cieszyłam, bo wciąż szukam swojego idealnego kremu i - choć Liley to ogromny wydatek - miałam nadzieję, że może trafię na "ten idealny". ;) Ochoczo więc stworzyłam swoje kremiki i czekałam na przesyłkę - pojawiły się u mnie po 6. dniach roboczych, co uważam za bardzo dobry wynik w przypadku kosmetyków na zamówienie. Były też pięknie zapakowane, w biały, materiałowy woreczek, dołączono do nich także szpatułki (których ja nie używałam, bo zawsze nakładam krem świeżo umytymi dłońmi). Swoje kremy trzymałam w lodówce, dzięki czemu dawały dodatkowo przyjemny efekt chłodzący. 

Krem do twarzy. 

Wybrałam krem na bazie nawilżającej, a aktywne składniki (można wybrać 3) to w moim przypadku kwas hialuronowy, aloes i Aquarich. Wybrany przeze mnie zapach to toujours - bardzo ładny, delikatnie perfumeryjny, kwiatowy aromat, podobał mi się. W dzieciństwie (w podstawówce) używałam dezodorantu z Fa o identycznym zapachu, więc każde użycie powodowało na mojej twarzy sentymentalny uśmieszek. ;)

W słoiczku mamy standardowe 50ml kremu.


Mimo skoncentrowanych składników nawilżających, krem ma dość lekką konsystencję, delikatnie żelową, która łatwo się rozsmarowuje. 


Skład kremu jest fajny, pozbawiony "śmieci", ale nie jest mimo to idealny. Ważne jest to, że składniki aktywne są bardzo wysoko w składzie, dzięki czemu mamy pewność, że nasza twarz faktycznie dostaje odpowiednią ich ilość. 

Krem pod oczy. 

Tu również wybrałam bazę nawilżającą, a składniki aktywne to Eyeliss, Phycosil i Phytodermina Lifting. Zapachu w tym przypadku brak (nie ma żadnego do wyboru), ale po co komu zapach w kremie pod oczy? ;) 

W słoiczku znajduje się standardowa ilość, czyli 15ml.


Konsystencja kremu pod oczy jest jeszcze lżejsza i bardziej żelowa, niż kremu do twarzy. Krem ładnie się rozsmarowuje i dość dobrze wchłania. 


Tu kolejny raz - dość dobry skład z wieloma odżywczymi, fajnymi składnikami. 


Na zużycie obu kremów mamy jedynie 3 miesiące od daty produkcji, która widnieje na opakowaniu. 

No i teraz najważniejsze, czyli moje osobiste wrażenia. 
Zacznijmy od tego, że na zakup obu kremów jednocześnie potrzebujemy 220zł - krem do twarzy to 145zł, a krem pod oczy - 75zł. Biorąc pod uwagę budżet przeciętnego Polaka, jest to raczej sporo. I chyba tym się kierowałam, gdy zaczęłam używać tych kremów - bo wydawało mi się, że tak drogie smarowidła będą czyniły cuda. Niestety, tak się nie stało. Żadnych cudów nie odnotowałam. Krem do twarzy przyzwoicie nawilża, ale efekt ten nie powala na kolana. Po jego użyciu na twarzy zostaje nieprzyjemna (w moim odczuciu) warstewka, która uniemożliwiała mi nałożenie na niego makijażu (3 podklady się rolowały, to nie może być przypadek...). Kremu musiałam używać 2 razy dziennie, aby nawilżenie było dla mnie odpowiednie, bo niestety, przy jednokrotnym użyciu nie utrzymywało się wystarczająco długo. Jeśli chodzi o krem pod oczy, to jest okej, dobrze nawilża i w zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia, oprócz tego, że w żaden sposób nie wpływa na moje cienie pod oczami (a niektóre kremy potrafią je samoistnie rozjaśnić). To jednak nie jest najważniejsze, a jego właściwości nawilżająco-odżywcze są jak najbardziej w porządku, więc... krem pod oczy został ze mną i powoli go kończę, a krem do twarzy (mniej, niż połowa - naprawdę, da się je wykorzystać przez te 3 miesiące!) powędrował do mojej przyjaciółki, która aktualnie bierze retinole i musi używać kremów kilka razy dziennie.

Jestem więc nieco zawiedziona, choć może po prostu trafiły mi się wadliwe egzemplarze? Ciężko powiedzieć. Niemniej jednak, przerzuciłam się (z pokorą, bo to tani, drogeryjny krem) na Hialuronowy Mikrozastrzyk firmy Soraya i na razie skutecznie z nim romansuję... ;) I muszę przyznać, że dobrze mi z nim. ;) 

Jak widać, drogie kremy nie zawsze (a może nie u każdego?) się sprawdzają. 

A Wy, macie jakieś doświadczenia z kremami robionymi na zamówienie? Czy wolicie te z drogerii? Macie jakiś swój wymarzony, bardzo drogi krem? Piszcie koniecznie! :)

You Might Also Like

11 komentarze