Balsamowa miłość - Isana, kakaowy krem do ciała.

22:00

Hej!

Ostatnio, przy okazji notki na temat kokosowego masła Synergen, wspominałam pod koniec o tym, że jakiś czas temu znalazłam balsam, który w 100% spełnia moje potrzeby. Stwierdziłam, że muszę Wam o nim napisać. 

Mowa o kakaowym kremie do ciała firmy Isana. 


Szczerze mówiąc, w przypadku tego kremu "czaiłam się, jak szympans do gitary" ;) - kilkukrotnie podchodziłam do niego, po czym odkładałam go na półkę i odchodziłam z pełnym przekonaniem, że jest mi niepotrzebny, bo mam balsamów na następne sto lat. Może miałam wtedy rację, jednak ostatnio wymęczyłam wszystkie pootwierane balsamy i moje zapasy zdecydowanie się zmniejszyły. W dodatku doszłam do wniosku, że większość moich aktualnych zapasów to kosmetyki, które będą odpowiednie na lato - tzn lżejsze, delikatniej nawilżające. A ja potrzebowałam czegoś, co odpowiednio zadba o moją skórę i będzie pachniało jak lody czekoladowe... Koniecznie. ;) Kupiłam więc wreszcie i... Żałuję, że dopiero teraz. 


W słoiczku (do którego nie zamierzam się czepiać, jak wiele osób - mi on w niczym nie przeszkadza) mamy 500ml produktu o bardzo dobrym składzie - oprócz substancji pomocniczych, znajdziemy tu: glicerynę, olej kokosowy, masło shea, pantenol, wosk karnauba, masło kakaowe, witaminę E. Cała masa substancji nawilżających, odżywczych i dopieszczających naszą skórę. Nie znajdziemy tu ani grama parafiny i wazeliny. Nie ma też parabenów i PEGów. Skład jest naprawdę bardzo dobry. 

Krem kosztuje 9,99zł, ale widziałam, że aktualnie jest w promocji - możecie go nabyć za 7,99zł.


Krem ma konsystencję puszystej, bitej śmietany - jest ona bardzo otulająca, delikatna i z pozoru lekka, jednak na skórze zamienia się w odżywczy, gęsty balsam. Wchłania się szybko, pozostawiając na skórze mój ulubiony, lekko tępy film, który po jakimś czasie znika. 

Wg mnie, kosmetyk ten nie jest zbyt wydajny, ale ja tak bardzo go lubię, że nakładam całkiem sporo i w dodatku na calutkie ciało (oprócz twarzy i szyi, tu mam oddzielne kosmetyki...). Stosowany w umiarkowanych ilościach będzie pewnie starczał na dłużej, jednak ja ostatnio nadrabiam braki w pielęgnacji i stosuję go całkiem sporo, raz dziennie - po wieczornej kąpieli i to mi wystarcza. Nie muszę "poprawiać" w ciągu dnia.  

Używanie kremu uprzyjemnia też jego zapach - jest pyszny! Wg mnie, krem pachnie jak lody czekoladowe. Aromat ten nie jest jednak duszący, jest raczej słodki, subtelny, delikatny, a na skórze utrzymuje się przez kilka godzin. Uwielbiam takie otulające zapachy. 


No i na koniec zostawiłam najważniejsze, czyli efekty na mojej skórze!

Otóż, wyżej napisałam, że żałuję, iż dopiero teraz nabyłam ten kosmetyk - dlaczego? Ponieważ funduje on mojej skórze mega nawilżenie i mega odżywienie. Odkąd go używam, moja skóra jest zupełnie inna w dotyku i nawet inaczej wygląda. Jeszcze nigdy nie była tak fantastycznie odżywiona i nawilżona. Jest bardzo gładka, bardzo miękka, a sucha wysypka na ramionach - której za żadne skarby świata nie mogłam się od kilku lat pozbyć - zniknęła. Kondycja mojej skóry znacznie się poprawiła i szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że odpowiednio dobrany kosmetyk nawilżający może tak zbawiennie na nią wpłynąć. 

Wg mnie, kosmetyk ten ma same plusy - duże opakowanie, niska cena, wspaniały skład, piękny zapach, otulająca konsystencja i - co najważniejsze! - fantastyczne właściwości odżywczo-nawilżające. Krem zostanie więc ze mną na bardzo długo - jest to jeden z tych kosmetyków, do których regularnie wracam (w przypadku tego kremu - będę wracać, bo to moje pierwsze opakowanie). 

Wiem, że krem ten często jest w blogosferze opisywany jako maska do włosów, ale ja nie planuję go używać w tej roli - od tego mam inne maski, których też sporo u mnie w zapasach. 

Jeśli znacie pozostałe wersje - oliwkową i granatową - dajcie znać, jak się sprawują i czy są gorsze/lepsze od kakaowego brata, bo też mnie ciekawią. ;) 

A jaki jest Wasz ulubiony balsam do ciała?

You Might Also Like

30 komentarze