OOTD & MOTD - Walentynki.

20:22



Hej!

Dziś outfit i mejkap z wczoraj. Co prawda, tylko po jednym zdjęciu, ale mam nadzieję, ze tyle wystarczy - wszystko dobrze widać. ;) 


Jeśli chodzi o mejkap, to postawiłam na podobne oko, jakie pokazywałam w poprzedniej notce - z tym, że moje było nieco ciemniejsze i bardziej granatowe, nie używałam tutaj czarnego cienia - zastąpiłam go tym samym granatem, który znalazł się na dolnej powiece. Na usta położyłam koralowo-pomarańczowy tint z Bell, który później - już na mieście, więc nie mam zdjęcia - zamieniłam na matową pomadkę z Lovely w kolorze czerwonym. Wybaczcie, że moje usta mają taki nierówny koloryt - nie mogę tego nigdy uniknąć zimą, a tint z Bell nie jest kryjący... 

Poniżej outfit - zdjęcie zrobiłam jeszcze przed nałożeniem tintu na usta, stąd różnica w ich kolorze pomiędzy tym, a zdjęciem wyżej - przez długi czas nie mogłam się zdecydować w kwestii produktu do ust. ;)


Jeśli chodzi o outfit, to uprzedzam komentarze - tak, jestem "curvy" M, zawsze byłam i zawsze będę, no i lubię to w sobie. ;) No i fotę robiłam w pokoju, na szybciocha. 
Postawiłam na mini sukienkę z New Yorkera, do tego kryjące rajstopy i proste, skórzane botki na obcasie. 

Wczorajszy dzień był sympatyczny - wybrałam się z mężem na kolację, a potem na nocny maraton. Tym razem zjedliśmy w Malta Cafe (zawsze, ale to zawsze! chodzimy do Sphinxa i uwielbiamy to miejsce...) - nie wiem, czy tam wrócę. Na jedzenie dość długo czekaliśmy (spóźniliśmy się jakieś 5 minut na seans, musieliśmy wygonić jakichś dzieciaków z naszej wcześniej zarezerwowanej kanapy...), a porcja była niewielka - a raczej mała, jak na taką cenę - przynajmniej smakowo było super. ;) Seans z kolei odbył w Heliosie i pierwszym filmem był dramat "Ona" - nie wiem, jak mam skomentować ten film? Dawno się tak nie wynudziłam... Porażka. Następny był "American Hustle" i tu już było okej. Obejrzeliśmy z przyjemnością, przynajmniej coś się działo. Seans trwał do samego rana, ale po drugim filmie wyszliśmy i wróciliśmy do domu - o 8:30 miałam dziś ostatni egzamin w sesji, także chciałam się chociaż chwilkę zdrzemnąć, żeby "kontaktować". 

Generalnie, było sympatycznie, ale urok bycia mamą polega m.in. na tym, że jak wychodzisz i zostawiasz swoje dziecko z babcią i dziadkiem (moja córka ich uwielbia <3), to i tak masz wyrzuty sumienia, że nie jesteś teraz w domu... ;) 

Mam nadzieję, że Wy spędziliście walentynki równie miło, jak ja. <3 

You Might Also Like

16 komentarze