Lavera, krem nawilżający z Q10.

22:38


Hej!

Dziś znów pielęgnacyjnie - ale już bez czekolady... ;) 

Przyszedł wreszcie czas na recenzję kremu, który dostałam na spotkaniu blogerek w grudniu od firmy Lavera. Cieszę się, że w mojej torbie znalazł się właśnie krem, bo widziałam, że inne dziewczyny podostawały naprawdę przeróżne rzeczy, z których ja niekoniecznie byłabym zadowolona, ale kremów do twarzy nigdy dość - zwłaszcza takich, które mają dobry skład. 

Lavera to firma, która produkuje kosmetyki naturalne. Ich kosmetyki są w 100% bio, wegańskie i bez konserwantów. Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, to bardzo mi to odpowiada - moja cera nie lubi parafiny, wosków, parabenów i innych, śmieciowych składników. W tym kremie ich nie znajdziecie. 


Krem otrzymujemy w zgrabnym słoiczku z dość ładnym, miętowo-białym nadrukiem, gdzie znajdują się logotypy certyfikatów oraz Lavery. Są na nim też informacje o pojemności (standardowo, 50ml) oraz data przydatności kremu. Słoiczek jest dość lekki, mimo że wykonany ze szkła. 


Krem ten jest przede wszystkim nawilżający. Ma też w składzie koenzym Q10 (składnik przeciwzmarszczkowy) - jest więc teoretycznie do starszej cery, niż moja, bo kosmetyków z tym składnikiem nie dedykuje się zazwyczaj dwudziestoparolatkom, jednak mi to nie przeszkadza. Wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać, niż leczyć.

Krem mnie, rzecz jasna, nie zapchał nawet w najmniejszym stopniu.


Kremik ma bogatą, gładką konsystencję. Jest dość gęsty, jednak do konsystencji masła mu daleko. Łatwo się go rozsmarowuje, nie bieli i bardzo szybko się wchłania, pozostawiając na twarzy jedynie odżywczą powłoczkę, która w żaden sposób nie koliduje z makijażem ani nie powoduje dyskomfortu. Dzięki swojej konsystencji, krem ten jest megawydajny - stosuję go codziennie już 2 miesiące, a jak widzicie na powyższym zdjęciu (z zeszłego tygodnia), ubytek jest naprawdę niewielki.

Producent spełnia swoją obietnicę w kwestii właściwości, bo krem fantastycznie, ale to fantastycznie nawilża. Dawno nie miałam kremu, po którym optymalne nawilżenie na mojej twarzy utrzymywałoby się dłużej, niż dobę - tutaj ono trwa i trwa. Nie mam suchych skórek, mimo że na zewnątrz jest chłodno - zazwyczaj przy takiej pogodzie moje policzki są bardzo mocno wysuszone, jednak odkąd używam tego kremu, moja cera jest odżywiona i rozpieszczona. Nie borykam się na razie z problemem suchości, nie czuję też ściągnięcia na twarzy w ciągu dnia, czego nienawidzę. Większość kremów owszem, potrafi ładnie nawilżyć, ale na krótko - jestem więc zdziwiona tym, że krem od Lavery daje tak długotrwały efekt. 

Krem ten ma tylko jeden minus - niestety, wg mnie spory, jednak jego właściwości sprawiają, że ten minus lekceważę... ;) Mianowicie, zapach! Jest to kosmetyk naturalny, więc liczyłam na to, że będzie bezzapachowy i to by mi odpowiadało - niestety, ma niezbyt przyjemną, bliżej nieokreśloną woń (ziołową?), która kojarzy mi się z pewnym lekiem na gardło, który moja mama mi usilnie wciskała w dzieciństwie... Być może ten zapach znajdzie swoje entuzjastki, jednak mnie z początku odrzucił - teraz jednak przywykłam już do niego, ale nie zmienia to faktu, że mi się bardzo nie podoba.

Mimo wszystko, właściwości tego kremu mocno przewyższają ten minus i używa mi się go przyjemnie. Na pewno zużyję do końca ten krem, choć nie wiem, czy do niego wrócę - jego cena jest dość wysoka, bo około 60zł, a ja potrzebuję takiego nawilżenia jedynie zimą i jesienią. Wciąż szukam swojego idealnego kremu, a krem z Lavery jest mu bliski, ale to chyba jeszcze nie to. ;)

A czego Wy szukacie w kremach do twarzy? Piszcie! :)

You Might Also Like

5 komentarze