Kiss Me! - Gosh.

07:53

Hej! 

Na spotkaniu blogerek, które odbyło się 06.12.13 dostałam kredkę do ust od firmy Gosh. Podeszłam do niej sceptycznie, bo mam dużo kredek i jedne są lepsze, a drugie gorsze - wiadomo, z każdym produktem tak jest. Tej goshowskiej nie znałam, więc stwierdziłam, ze chętnie wypróbuję - najpierw jednak wymieniłam się z siostrą kolorami, bo mi trafił się nude, a jej chłodny róż, czyli idealnie na odwrót. ;) 


Produkt, o którym dziś mowa, to Kiss Me! Moisturising Lip Balm.

Kredka ma klasyczne, jak na kosmetyki tego typu, opakowanie - grube, z nakretką i ruchomą częścią na dole, która wysuwa nam produkt. Opakowanie jest zgrabne i nieduże. Wielkościowo chyba identyczne, jak moja ukochana kredka z Astora. 

Produktu jest w opakowaniu 2,5g (malutko...), a na zużycie mamy 36 miesięcy - i to jest normalna data ważności, a nie 12 w przypadku cieni... ;) No ale, nie o tym mowa. ;)


Kredka z początku jest całkiem spiczasta, ma kształt typowej... kredki (zaskoczenie :D). Moja jest już, jak widać, nieco zdeformowana od używania, ale muszę przyznać, że jest niesamowicie wydajna. Prawdopodobnie dlatego, że sztyft jest twardy (nie wiem, jak jest z innymi kolorami, ale moja jest naprawdę twarda, choć gładko sunie po ustach, ale nie rozpuszcza się przy tym zbyt mocno) - przypuszczam więc, że starczy mi na bardzo długo, mimo miniaturowej gramatury. 


Kolor, który posiadam, to 04 Sweet Kiss - bardzo w moim guście. Chłodny odcień różu z niebieskim frostingiem (dość oryginalny). Mimo, że kredka jest lekko perłowa, to wcale mi to nie przeszkadza - przeważnie stronię od takiego wykończenia (z drobnymi wyjątkami, np Airy Fairy), jednak tutaj efekt ten jest tak subtelny, że jej wygląd na ustach mi odpowiada. 


Kredka ma średnie krycie, jak widać na powyższym zdjęciu. Jest półtransparentna. Nie wysusza moich ust, faktycznie lekko je nawilża, dlatego używam jej z przyjemnością, bo moje usta bardzo cierpią w taką pogodę, jaką mamy aktualnie - zimą zdarza mi się nie używać kolorowych produktów do ust, bo mi je wysuszają, a więc taka kredka jest świetną alternatywą. Poprawki w ciągu dnia wykonuję zazwyczaj bez lusterka. Ciężko sobie nią zrobić krzywdę. Kredka ma lekką, przyjemną konsystencję, nie klei się. 

Trwałość nie powala na kolana. Sama z siebie znika z ust w dość powolnym tempie, blednąc. W starciu z jedzeniem i piciem jest już gorzej - nie ma szans, aby kredka wytrzymała. No cóż - w końcu ten produkt to balsam do ust, więc o czym my w ogóle mówimy? ;) 

Podsumowując - lubię ten produkt i ostatnio mam go stale przy sobie. Jest to przyjemny balsam do ust na co dzień. Nie traktuję tej kredki jako jakiejś supertrwałej i superefektownej pomadki do ust, bo nie została do tego stworzona. Lekko nawilża i chroni usta przed mrozem. Na lato też będzie okej - lekki, nabłyszczający balsamik, który nie będzie spływał z twarzy podczas upałów.  Oceniam ją jednak nieco niżej od mojego masełka z Astora, które ubóstwiam i o którym muszę Wam kiedyś napisać coś więcej. 

Znacie kredkę z Gosha? A może macie jakichś innych ulubieńców tego typu?

You Might Also Like

4 komentarze