Czas na puder! Inglot Loose Powder.

20:38


Hej!


Dziś o moim ukochanym pudrze sypkim z Inglota. Dość późno zabieram się za recenzję tego produktu - a jest to jeden z tych, które są idealne, jak na moje potrzeby. Jeśli obserwujecie mojego bloga od dłuższego czasu, to zapewne zauważyliście, że często o nim wspominam - na chwilę obecną jest dla mnie naprawdę bardzo, bardzo dobry - dlatego chcę się z Wami podzielić moją opinią o nim, być może pomogę komuś w ten sposób znaleźć swój puder idealny? ;) 


Pierwsze, co mi się w nim podoba, to opakowanie - niezwykle proste, wyglądające bardzo profesjonalnie, ale w sumie praktycznie każdy produkt z Inglota charakteryzuje się taką oprawą (no, z wyjątkiem jednego błyszczyka, który posiadam, w takiej landrynkowej tubce). Opakowanie jest duże, wygodne i mimo upływającego czasu wcale się nie niszczy i nie wyciera - ani logo producenta na wieczku, ani napisy pod spodem.



Produktu w opakowaniu jest 30g - taka gramatura kosztuje 36zł (a przynajmniej ja za tyle kupowałam, ale wydaje mi się, że nic się nie zmieniło do tej pory - jeśli macie jakieś info na ten temat, to napiszcie mi). Na zużycie jest 18 miesięcy - czas dość długi, adekwatny do gramatury. 


Puder jest bardzo drobno zmielony, dzięki czemu nie osypuje się i nie pyli - bardzo dobrze trzyma się pędzla, a później twarzy. Ja nakładam go jedynie odrobinkę, bo nie potrzebuję większej ilości i to mi wystarcza, aby makijaż był nieskazitelny przez cały dzień, ale musicie wiedzieć, że nie jest to puder stricte matujący - zresztą, producent nie składa nigdzie takowej obietnicy. Jest to puder typowo utrwalający makijaż - zostawia twarz niezwykle wygładzoną, fantastycznie stapia się z podkładem i nie zasłania jego właściwości (w moim przypadku - rozświetlających). Sam w sobie absolutnie się nie uwidacznia na twarzy, kilka sekund po aplikacji jest już jednością z podkładem, dzięki czemu nie robi maski i zapobiega wchodzeniu produktów płynnych w zmarszczki. Puder bezproblemowo współpracuje z wszystkimi podkładami, jakie posiadam w swojej kolekcji (a uwierzcie mi, mam ich sporo).  

Jeśli jednak chcecie, aby Wasz makijaż był zmatowiony, możecie tym pudrem uzyskać idealny i bardzo długotrwały efekt matu - wystarczy odpowiednio go zaaplikować, tzn najpierw omieść twarz pędzlem, a następnie wcisnąć puder gąbeczką w te miejsca, które są najbardziej problematyczne. Taki sposób aplikacji sprawi, że puder jeszcze lepiej zagruntuje podkład - i większość pudrów działa wtedy dużo lepiej. Aplikowałam go w ten sposób kilkukrotnie, m.in. przyjaciółce z tłustą cerą, gdy szłyśmy razem na imprezę i sama była zdziwiona, że puder, który nie matuje, zmatowił ją na całą noc... ;)


Mój odcień to 11 - chłodny, bardzo jasny (najjaśniejszy w gamie) odcień beżu. Mimo wszystko, ten puder nie zmienia koloru podkładu, co najwyżej odrobinkę go rozjaśnia, ale pudrowałam nim osoby o ciepłym odcieniu skóry i z pasującym do nich podkładem też bardzo dobrze wyglądał, nie zmieniał jego koloru w najmniejszym stopniu. 

Jeśli szukacie pudru, który będzie dobrze wyglądał na zdjęciach i na co dzień, to jest to produkt idealny dla Was - jest to pierwszy puder w mojej kolekcji, który naprawdę fantastycznie wygładza twarz. Dodatkowo, ładnie odbija światło i wygląda świeżo przez bardzo długi czas. Jest wydajny i tani, jeśli weźmiemy pod uwagę jego dużą gramaturę - ja swój mam już 9 miesięcy, a jak widać na zdjęciach, jest go jeszcze dużo. Na mojej twarzy trzyma się idealnie przez cały dzień. Planuję dokupić jeszcze ze dwa odcienie - transparentny i jakiś żółtawy, żeby redukować cerę naczynkową.

Zdecydowanie!, jest to mój ulubiony puder na dzień dzisiejszy. 

A Wy, macie swoje ulubione pudry? Lubicie produkty firmy Inglot?

You Might Also Like

13 komentarze