Ulubieńcy października + nowość.

11:21

Dziś czas na ulubieńców. 
Mieli być wczoraj, aaaaale niestety połączenie między moją lustrzanką, a laptopem za nic w świecie nie chciało się nawiązać, cóż... 

Nie jest tego dużo, ale tym razem sama kolorówka: 

1. Jajko do makijażu - nie jest to oryginalny BB, ale nie mam potrzeby kupowania takiego. Jajko, które posiadam, jest rewelacyjnie. Kosztowało 16zł, fantastycznie nakłada się nim korektor i podkład. Czasem rozcieram też bronzer w kremie tą gąbeczką i efekt jest bardzo fajny, naturalny, gładki. Jeśli więc macie ochotę na gąbkę tego typu, to polecam! Możecie znaleźć ją na allegro. Drobna uwaga - jajeczko najlepiej i najłatwiej myje się mydłem. :)

2. Podkład Maybelline, Whitestay UV - zaintrygował mnie, przy okazji zakupów w jakiejś drogerii internetowej. Kosztował aż 6,99zł, więc stwierdziłam, że co mi tam... Spróbuję. Mam go już jakiś czas i muszę stwierdzić, że nie były to pieniądze wyrzucone w błoto - podkład jest genialny. Idealny, jak na moje potrzeby - lekko kryje, pięknie rozświetla, świetnie wyrównuje koloryt i jest przy tym bardzo, bardzo jasny. Odcień, który posiadam, czyli N01 Buff, na mojej twarzy prezentuje się identycznie, jak Revlon CS D/N 110 Ivory.

3. Paleta korektorów 4w1, Wibo - recenzja.

4. Lakier do ust Miyo, Big Bang Gloss - muszę się koniecznie zaopatrzyć w inne kolory. Produkt jest bardzo podobny do Apocalips od Rimmela oraz do Manifesto od Paese, a duuuużo, dużo tańszy. Mam odcień 09 Lady Spy, jest to bardzo trupi, blady, zimy róż, jednak ja stosuję go w bardzo, bardzo małej ilości, gdy mam mocny makijaż oczy - delikatnie rozjaśnia wtedy moje usta, fajnie to wygląda. 

5. Matowa pomadka Lovely, Extra Lasting - ostatnio mój kompletny hit. Mogliście ją zobaczyć w makijażu Amethyst. Idealnie matowa, pięknie kryjąca, o cudownym, ziiiimnym odcieniu - jest to numer 03. Trzyma się calutki dzień i nie odbija się na powierzchniach. Posiadam jeszcze kolor 01, czyli nudowaty róż, na pewno kupię też 02. 

6. Bronzer Miyo, Sun Kissed - występuje tylko w jednym odcieniu. Niby matowy, a jednak ma w sobie delikatne, malutkie drobinki - ładnie to wygląda. Odcień jest zimny i łatwo się go stopniuje. Długo się trzyma, ładnie pachnie i ma estetyczne opakowanie, które się zmieści do torebki. W dodatku tani, jak barszcz.  

7. Puder sypki, Inglot - odcień 11, czyli bardzo jasny, zimny. Nie wiem, dlaczego jeszcze o nim nic nie pisałam - kocham go całym sercem i nie zdradzam z żadnym innym pudrem. Nie robi płaskiego matu, wg mnie w ogóle nie matuje, tylko daje satynowe wykończenie, czyli mój ideał. Twarz wygląda gładko, idealnie. Nie jest transparentny, na pewno poprawia krycie podkładu i dobrze go przy tym utrwala. Pojemność to 30g - taka ilość starczy mi chyba do końca życia, bo jest bardzo wydajny. ;)

8. Balsam do ust Sleek - odcień Bare Minimum, który zostawia na ustach delikatny, jasny kolor. Długo się trzyma i dość fajnie chroni wargi przed zimnem. Używam często pod pomadki, bo jest dość gęsty. Smakuje i pachnie wanilią. Używam od maja, a zużycie jest minimalne, fajny produkt. Możecie go kupić w sklepie cocolita.pl.


Pojawiła się też u mnie dość duża (dosłownie i w przenośni) nowość, czyli tabletofon Alcatel Scribe HD. Dzięki niemu będę mogła stworzyć nowy cykl postów, czyli "Tydzień w zdjęciach", bo aparat w tym urządzeniu jest bardzo, bardzo dobry. Generalnie cały telefon jest genialny i jestem z niego ogromnie zadowolona. 

Pierwszy TWZ już w przyszłym tygodniu. :)

You Might Also Like

16 komentarze