Bell, Permanent Make Up Lip Tint - 1 & 5.

11:56

Witajcie!
Wybaczcie, że mnie nie było przez cały tydzień - pogoda nareszcie w miarę dopisuje, więc często mnie nie ma w domu, korzystam ze słońca i spaceruję z córą... :) Poza tym zostało nam jeszcze kilka formalności przedślubnych do załatwienia i jest trochę latania, no ale, mniejsza o to.

Dziś biorę pod lupę tinty z Bell.
Bell, Bell, Bell... Co mogę powiedzieć o tej firmie? Jest raczej przeciętna, rzadko mnie zachwyca, choć jest kilka produktów, które lubię - lakiery Air Flow, dwukolorowy bronzer i właśnie tinty.


Pierwsze wrażenia - opakowanie jest w miarę wygodne, dość estetyczne, niewielkie - zmieści się spokojnie do każdej torebki, nawet najmniejszej, czy też małej, przenośnej kosmetyczki. Nakrętki tintów odzwierciedlają kolor, który znajduje się w środku. Aplikator prosty, wygodny, klasyczny (nie robiłam zdjęcia, bo jest to zwyczajny aplikator, taki, jak w większości błyszczyków).


Kolory - są intensywne, szalone, na pewno nie każda kobieta będzie miała odwagę używać ich na co dzień. Są bardzo soczyste - posiadam 1, czyli krwistą czerwień (naprawdę, przypomina krew w opakowaniu) i 5, czyli neonowy, wściekły róż. Ten drugi kolor gości na moich ustach nieco częściej, bo jak już wielokrotnie wspominałam, uwielbiam różowe usta. Ale czerwonymi też nie gardzę, przy mojej jasnej karnacji oba te kolory wyglądają bardzo dobrze. Nasycenie koloru można stopniować - im więcej warstw, tym bardziej kolor będzie się rzucał w oczy.


Konsystencja - lekko żelowa, nieco płynna, ale nie spływa z ust. Usta maluje się łatwo, jednak trzeba pamiętać, że tint to tint - wymaga lusterka i precyzji, by nie wyjść poza kontur ust. Aplikacja jest przyjemna. Tint nie podkreśla suchych skórek, pokrywa usta równomiernie, a kolor nie jest transparentny. Po umalowaniu, usta wydają się gładkie i wypieszczone, tint ten nie wymaga od nich, by były idealnie gładkie, jak to bywa przy większości barwników.

Walory - kosmetyk jest bezzapachowy i praktycznie bezsmakowy. Lubię takie rozwiązania. Nie wysusza ust, choć od czasu do czasu można na wierzch położyć odrobinkę Tisane czy innego balsamu, jednak nie można z tym przesadzać, gdyż wtedy tint przestaje przylegać do ust (nabiera konsystencji zwykłej szminki).


Trwałość - jest bardzo dobra - z małą pomocą i lekkimi poprawkami utrzymuje się przez cały dzień. Kolor jest przez ten czas intensywny, mocny, apetyczny i soczysty. Usta mają delikatny, leciutki połysk, wykończenie jest pół-matowe. Tint nie zostawia śladów na powierzchniach (za to plus, bo mogę dać buziaka córeczce i mam pewność, że jej nie umaziam ;)).

Postanowiłam nawet zrobić test tintu w domu - pomalowałam sobie usta o 10:00 rano, a zdjęcie zrobiłam o 17:00. W tym czasie jadłam śniadanie, potem obiad, piłam kawę, herbatę i dużą ilość wody. Usta bez żadnej poprawki wyglądały po tym czasie tak:
Myślę, że mimo wszystko wynik jest całkiem dobry.

Cena - niewielka. Czerwień dostałam, natomiast za róż zapłaciłam 10,40.

Jakie są moje ogólne wrażenia?
Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku. Jest tani, bardzo trwały, ma piękne, soczyste kolory i nie jest wymagający w stosunku do ust. Nie pachnie, nie smakuje, aplikacja nie jest jakaś specjalnie problematyczna - ja używam tintów dość często i umiem dość sprawnie się nimi malować w chwili obecnej.
W najbliższym czasie zamierzam kupić jeszcze kolor 6 - jasny fiolet. :)

A Wy, znacie tinty z Bell? Lubicie w ogóle taki rodzaj kosmetyku? 

Pozdrawiam Was!

You Might Also Like

15 komentarze