Pielęgnacja podczas ciąży - BabyDream & Bambino.

16:49

Witajcie po krótkiej przerwie! :) 
Dzisiejszy post postanowiłam poświęcić pielęgnacji ciała podczas ciąży - temat w moim mniemaniu jak najbardziej na czasie, gdyż jestem aktualnie w połowie 7. miesiąca ;) - do końca już niedaleko. Jak wiadomo, jest to okres burzliwy dla hormonów, które w związku ze wzmożoną pracą potrafią wyrządzić wiele szkód w organizmie i na ciele, jeśli się o siebie odpowiednio nie dba.

Jeśli chodzi o pielęgnację, to poświęcam temu tematowi troszkę czasu, postanowiłam się więc podzielić moimi spostrzeżeniami - może coś komuś na ten temat podpowiem. ;) 
 
 Kosmetyki, bez których nie wyobrażam sobie ani jednego dnia w ostatnim czasie. ;)

Na początku ciąży zrobiło mi się coś, co nazywane jest potocznie "trądzikiem ciążowym" - czyli istna masakra na twarzy, pełno drobnych wyprysków, których nie dało się ukryć nawet pod podkładem (którego, swoją drogą, nienawidzę używać dzień w dzień). Sięgnęłam więc do korzeni i wyposażyłam się w produkty Bambino - krem (ochronny) z tlenkiem cynku (5,79zł) i mydło (1,39zł). Krem świetnie nawilża, cudownie goi wszelkie pryszcze, redukuje przebarwienia, wygładza... Mydło natomiast rewelacyjnie oczyszcza cerę, jest bardzo łagodne, nie podrażnia - trzeba jednak pamiętać, że jest to mydło, więc może niektórych wysuszyć. W duecie sprawdzają się idealnie, nie są to chemiczne kosmetyki, a więc mam pewność, że nie faszeruję się syfem, który mógłby mi albo malutkiej zaszkodzić. Pryszcze, przebarwienia i przesuszone skórki zniknęły - po ciążowym trądziku nie zostało nic. ;) Skóra na mojej twarzy jest gładka i nawilżona.
Używam obu kosmetyków na noc - najpierw myję buzię mydełkiem, a potem kładę na nią sporą warstwę kremu. Bambino długo się wchłania, tak więc w ciągu dnia go nie używam, chyba że nie wychodzę z domu.

UWAGA! - Bambino ma w składzie parafinę, tak więc jeśli ktoś jest wrażliwy na zapychanie, to radzę podejść ostrożnie do tego tematu.


Zwykły puder zastąpiłam pudrem dla dzieci z serii BabyDream, gdyż świetnie radzi sobie z wykończeniem makijażu. Jest przy tym lekki, ma naturalny skład i nie zapycha. Działa, jak puder transparentny, jest go dużo i kosztuje naprawdę niewiele. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to zapach, ale mnie w chwili obecnej irytuje większość zapachów, także zapewne po ciąży zmienię zdanie na ten temat. ;)  


Skład:

Czyli po polsku: talk, tlenek cynku, oliwa z oliwek, alantoina i substancja zapachowa. Nic szkodliwego i chemicznego, bez zapychaczy, PEGów, parabenów. Na pewno kupię dla córci, chociaż nie wiem tak w zasadzie, czy będę używać w ogóle pudru w jej przypadku. :) 

Jeśli chodzi o brzuszek, to mój rośnie w zastraszającym tempie i jest naprawdę spory, mimo jedynie +5kg na wadze (a do końca tylko 11tyg). Staram się więc dbać o skórę zarówno na nim, jak i na biuście - wyposażyłam się w nawilżający krem z witaminą E, która uelastycznia tkankę skórną, oraz oliwkę (standard podczas ciąży). Skórę mam bardzo gładką i czuć, że jest nawilżona, zadowolona. ;) Oby tak do końca.

Krem wcieram w skórę brzucha 2 lub 3 razy dziennie. Jest dość wydajny, kosztuje przy tym 5zł. Zużyłam dopiero 1 tubkę, druga już czeka w szafeczce na swoją kolej.  

Skład: 

Woda, emolient, olej słonecznikowy, 2x witamina E, dalej wyciąg z rumianku, oraz standardowe sładniki kremów - stabilizatory, zagęszczacze itp. Bez PEGów, parabenów. Dobry skład. 

 No i na koniec zostawiłam perełkę, czyli delikatną oliwkę. Próbowałam już kilku specyfików tego typu, jednak ta jest moim faworytem - szkoda tylko, że ją wycofują z Rossmana (aktualnie ma oznaczenie "cena na do widzenia" - 4,99zł).  Prawie nie pachnie (nie cierpię zapachu oliwki Bambino, która - swoją drogą - jest beznadziejna, bo napchana parafiną), gdzieś tam w tle można wyczuć lekki, ale bardzo delikatny aromat migdałów. Szybko się wchłania. Jest bardzo wydajna. Używam codziennie po kąpieli na brzuch i biust. 
Trzeba pamiętać, że oliwkę powinno się stosować na mokrą/wilgotną skórę, gdyż inaczej może zapychać.

Używam jej również raz w tygodniu do olejowania włosów - ciąża bardzo źle wpłynęła na ich kondycję, z początku strasznie mi wypadały, jednak teraz jest już lepiej - powiedziałabym wręcz, że zmniejszyło się ono do minimum, a olejowanie działa bardzo zbawiennie na ich ogólną kondycję - są nawilżone i lśniące, poprawiła się też ich świeżość. 

Mój sposób na olejowanie: 2 łyżki stołowe oliwki rozprowadzam na talerzyku, maczam w tym palce i aplikuję na rozczesane włosy, mocno wciskając w nie oliwkę.  Przy mojej długości i objętości, które określiłabym jako średnie, taka ilość sprawia, że włosy są lekko natłuszczone, ale nie ociekają oliwką. Potem zawijam włosy w koszulkę (stary t-shirt mojego narzeczonego ;)) i czekam 2h. Następnie myję włosy szamponem bez SLSów. Podczas wycierania nie szarpię ich ani nie wykręcam, tylko delikatnie odsączam resztki wody w miękki ręcznik. Włosy się przy tym nie kruszą i nie ma potem problemu z rozczesaniem. 

Przy najbliższej notce wstawię zdjęcie moich włosów po olejowaniu. Prezentują się naprawdę ładnie.

Oliwka ma trochę kiepski aplikator i łatwo ją rozlać, ale nie ma tragedii - po użyciu trzeba wytrzeć butelkę i jest okej. 

Skład:

 Tutaj mamy: emolient, olejek z dzikiej róży, olejek shea (składnik masła shea), 2x witamina E. 

Kupowałabym ją dla mojej małej, ale jak pisałam - ma oznaczenie CND, więc niedługo zniknie z półek. Trzeba będzie więc spróbować tej niebieskiej. ;)
 

You Might Also Like

3 komentarze