Olejowanie: efekty + nowości kosmetyczne z ostatniego tygodnia.

15:24

Witajcie!
Jakiś czas temu obiecałam, że wstawię zdjęcia po olejowaniu włosów, tak więc postanowiłam dzisiaj rano uwiecznić je na zdjęciu, bo akurat wczoraj wieczorkiem olejowałam. 
Efekty są bardzo widoczne, chociaż nie mogę Wam tego udowodnić, bo nie mam zdjęcia sprzed okresu, w którym zaczęłam olejować - ale uwierzcie, moje włosy były tragiczne. Sianowate, oklapnięte, bez połysku, a wszystko to przez ciążowe hormony, bo jak wiadomo - ciąża zazwyczaj wpływa bardzo kiepsko na włosy. Kondycja moich bardzo się poprawiła przez ostatni miesiąc, zaobserwowałam ograniczenie wypadania do minimum, piękny połysk, lekkość, sypkość i dłuższą świeżość. Moje włosy nie są też płaskie - końce zaczęły lekko falować, a przez całe życie miałam w 100% proste. :)
Żeby uzyskać zadowalające efekty, trzymam olej na głowie minimum 2h pod przykryciem lub siedzę w najcieplejszym miejscu w pokoju ;) - przy samym kaloryferze. Potem myję szamponem bez SLS - aktualnie szampon Babydream (3,99zł w Rossmanie) - robię to dwukrotnie, przy czym rozkładam szampon dokładnie na całych włosach. Spłukuję wodą o średniej temperaturze. Potem wyciskam (nie wykręcam, nie szarpię, nie tarmoszę itp itd) w miękki ręcznik. Włosy nie są potem splątane i łatwo je rozczesać - nigdy nie zbieram dużej ilości włosów ze szczotki.

Olejuję włosy co 2. mycie, czyli mniej więcej raz w tygodniu, w międzyczasie myję je szamponem z Czarną Rzepą (Malwa, 3.99zł w Rossmanie, pokazywałam go tutaj dwukrotnie). 

Nie używam suszarki, pianki, lakieru do włosów ani żadnych innych utrwalaczy fryzur. 

Aktualnie próbuję wrócić do naturalnego koloru, a przez ciążę moje włosy nie łapią za bardzo farby (ostatnie 2 farbowania - w lipcu i sierpniu - skończyły się brakiem jakiejkolwiek zmiany w kolorze), tak więc muszę poczekać, aż moja córeczka się urodzi, a wtedy planuję pójść do dobrego fryzjera, który pokryje tę czerwień brązem, zbliżonym do mojego naturalnego - potem zamierzam zrezygnować na stałe z farbowania.
Tu dobrze widać oba kolory - na czubku głowy mój naturalny, który kiedyś mi się nie podobał, a teraz nie wiem, jak mogłam tak myśleć :D, niżej - stara czerwień, która blednie z każdym myciem, ale i tak jest wciąż widoczna. Czerwień to czerwień, wiadomo, że ciężko schodzi...

W ostatnim czasie w mojej kosmetyczne pojawiły się następujące kosmetyki (dodam tylko, że wszystkie kupiłam w promocji, więc wydałam naprawdę grosze na nie): 
1. Babydream - Lotion (3,99zł).
2. Isana - oliwkowy krem do rąk (2,59zł).
3. Tisane - balsam do ust (6,60zł).
4. Lovely - lakier z serii Moulin Rouge, kolor 4 (3,29zł).
Lakier ma ładny kolor, ale nie jest zbyt mocno kryjący - przy 2 warstwach wciąż widać płytkę, może dlatego, że ja mam bardzo białe końcówki - niestety, przebijają się przez ten lakier. Szybko schnie i kosztował niewiele, więc nie jestem niezadowolona. ;) Taki zwykły lakierek na co dzień, ale przynajmniej ma kolor, który chciałam. :)

To tyle na dzisiaj, wkrótce hity i rozczarowania ostatniego miesiąca oraz denko listopadowe. :) 
W międzyczasie może się wreszcie zmobilizuję, by wstawić jakiś konkretny makijaż. :)

You Might Also Like

1 komentarze