Sephora, Paleta XXL - RECENZJA + SWATCHE.

19:41

Witajcie! 
Wyżej wymienionej palety używam już prawie pół roku, myślę, że jest to dobry moment na zrobienie recenzji, gdyż jak widzę, wciąż bije rekordy popularności na allegro i nie tylko. 
Paletę tę użytkuję sama na sobie w domu, ewentualnie na koleżankach, gdy potrzebują, bym im zrobiła jakiś makijaż. 
Paleta zawiera: 
- 96 cieni do powiek
- 84 błyszczyki do ust
- 6 eyelinerów w kremie
- 3 róże do policzków
- 1 bronzer
- 2 kredki (gdzieś mi wsiąkły)
- 1 maskara (już wykończyłam)
- 4 pędzelki - aplikatory (wyrzuciłam ;))
Jak widać na zdjęciu, cienie prezentują się całkiem żywo i kolorowo, ale nie są to żadne neony. 
W odróżnieniu do poprzedniej wersji (tej w paski), kolory są tutaj dużo bardziej zróżnicowane, nie ma identycznych odcieni, są ładnie poukładane - wg danej gamy kolorystycznej. 
Dzielą się na 3 kategorie - matowe, z drobinkami, metaliczne. 
Wybaczcie, że niektóre cienie są rozpylone naokoło - ja tej palety po prostu używam, na bieżąco, codziennie. ;) 
Zużycie po pół roku jest nieduże, najbardziej "schodzą" mi nudy, biele, szarości, czyli klasyczne kolory na co dzień. Niektóre kolory są kompletnie nie dla mnie, ale przydają się do ćwiczenia połączeń kolorystycznych na oku, nawet jeśli miałabym to zaraz zmyć. ;)
Pigmentacja owych cieni jest różna - wszystko zależy od odcienia, generalnie wszystkie metaliczne cienie są genialnie napigmentowane i nie trzeba pod nie żadnej bazy, te z drobinkami już odrobinkę mniej, a matowe - no cóż, baza jest niezbędna. ;) 
Pod cieniami, po rozsunięciu, znajdują się pomadki i błyszczyki - na zdjęciu powyżej widoczna cała gama kolorystyczna. 
Muszę przyznać, że są co najmniej niezłe, nie wysuszają ust i dość długo się na nich trzymają, są dość gęste i przez to dość trwałe. Jest wiele różnych kolorów, znajdzie się coś dla każdego typu cery i do każdego makijażu. 
 Podobnie jak cienie, dzielą się na 3 kategorie - transparentne, półtransparentne i kryjące. Najbardziej lubię te ostatnie, wiele tych szminek ma krzykliwy, mocny kolor i to mi się podoba, przede wszystkim te piękne róże. :) 
Na najniższym poziomie ;) kryją się róże, bronzer oraz eyelinery (tu były też kredki, aplikatory i tusz do rzęs). Muszę przyznać, że uwielbiam te róże! Są świetnie napigmentowane, nie kruszą się, są dość twarde (brzoskwiniowy jest najmiększy i najłatwiej się go nabiera na pędzel). Można spokojnie stopniować nasycenie koloru na policzkach. 
Od lewej - bronzer, róże: brzoskwiniowy, różowy i ceglasty. 
Jak widać, bronzer i brzoskwinka są mocno perłowe, różowy trochę mniej, a cegiełka jest matowa.
Brzoskwiniowego różu używam na co dzień, daje piękny efekt rozświetlenia policzków (nie daję już na niego żadnego rozświetlacza) - latem w promieniach słońca wyglądało to naprawdę rewelacyjnie. Od czasu do czasu używam też tego różowego, a do makijażu wieczorowego najczęściej przydaje mi się cegiełka. 
Trwałość - calutki dzień, nie bledną, nie wchłaniają się, są świetne i naprawdę je lubię. 
Od lewej: ciemny brąz, turkus, stalowy, niebieski, złoty brąz, czarny.
Jeśli chodzi natomiast o eyelinery, to są średnie. Nie są żelowe, tylko kremowe, nie zastygają do końca na oku i są przez to nietrwałe. Pomaga zagruntowanie ich cieniem w identycznym kolorze, ale nie jest powiedziane, że przeżyją cały dzień, a latem odbijały mi się pod brwią od mrugania. No cóż... Są takie sobie, wolę swój wodoodporny eyeliner w pisaku. 
Tak jak wyżej wspominałam, do zestawu była dołączona maskara, którą wykończyłam - była całkiem niezła, dobrze rozczesywała rzęsy, ale nie dawała żadnych spektakularnych efektów, stosowałam ją jako bazę pod inne maskary. 
Kredki też były średnie, miękkie i rozmazujące się, dość nietrwałe. O aplikatorach nic ciekawego nie powiem, bo nawet ich nie używałam, wolę swoje pędzle. ;)

Moja ogólna ocena - 4/6. Paleta jest dobra do ćwiczenia makijażu, daje duże możliwości kolorystyczne, można za jej pomocą tworzyć różne wariacje, zajmuje mało miejsca i estetycznie wygląda. Lubię też to lusterko znajdujące się w pokrywie, jest dobrej wielkości, widzę w nim z bliska całą swoją twarz.


A już wkrótce:
Recenzja maskary Play It Big firmy Astor, którą otrzymałam do testowania. ;)

You Might Also Like

1 komentarze